Poznałem ludzi, którzy stworzyli najpiękniejszy silnik gier wyścigowych. Teraz Sony… zamknęło ich studio

Felieton/Gry 29.03.2016
Poznałem ludzi, którzy stworzyli najpiękniejszy silnik gier wyścigowych. Teraz Sony… zamknęło ich studio

Decyzją Sony, podległe Japończykom brytyjskie Evolution Studios zostało zamknięte. Producenci MotorStorma oraz DriveCluba w dużej części znaleźli się na bruku. Reszta została wysłana do pracy przy innych projektach. Wielka szkoda, że pracownicy zostali potraktowani w ten sposób, bo stworzyli coś naprawdę wyjątkowego – najlepszy silnik graficzny gier wyścigowych w całej branży.

Miałem przyjemność odwiedzić siedzibę Evolution Studios i porozmawiać z pracownikami tego studia. Jeszcze zanim DriveClub trafił na sklepowe półki i na długo przed gigantyczną porażką w dniu premiery, na skutek fatalnie napisanego kodu sieciowego. Widziałem, jak pracują doświadczeni twórcy, rozmawiałem o ich pomysłach, ambicjach i możliwościach. Do Polski wróciłem z wywiadem, który w żaden sposób nie zwiastował zbliżającej się katastrofy.

Kiedy przemierzałem korytarze Evolution Studios, już wtedy jednego byłem pewien – Brytyjczycy skonstruowali najlepszy silnik graficzny w historii gier wyścigowych.

Obserwowałem, jak programiści poruszali się po jednej z wielu tras, w trybie swobodnego eksploratora. Twórcy z dumą w głosie i z błyskiem w oku pokazywali mi, jak to oddalona o kilka wirtualnych kilometrów góra jest prawdziwym, trójwymiarowym obiektem. Nie żadnym tłem w 2D. Nie żadnym sprite’m. Prawdziwą bryłą złożoną z wokseli, na którą ktoś nałożył odpowiednie tekstury.

DRIVECLUB™_20141007120511

Pamiętam, że zapytałem wtedy, czy to rozsądne, marnować tyle czasu i środków na obiekt oddalony od trasy o całe wirtualne kilometry, który widać zaledwie na kilku zakrętach. Do teraz pamiętam, że twórcy poziomu z satysfakcją odpowiadali, iż na pewno zostaną docenieni za tego typu smaczki, które dotychczas w grach wyścigowych były rzadkością, albo nie było ich wcale.

DriveClub nie jest najlepszą grą wyścigową pod słońcem. Bez dwóch zdań jest za to tą najpiękniejszą.

Gdy grałem we wczesną wersję nowego produktu Evolution, męczyłem twórców pytaniami o zmienny cykl dobowy, jazdę po błotnistych terenach i tak dalej. Ci (przy wyłączonych kamerach!) uspokajali, że mają gotowy świetny silnik, a implementacja kolejnych zmiennych, efektów, podłoży i warunków klimatycznych to już banalnie prosta zabawa.

I słowo ciałem się stało. Gdy DriveClub otrzymał bezpłatne rozszerzenie wprowadzające opady deszczu, naprawdę długo zbierałem szczękę z podłogi. O ile wirtualne ulewy nie wpływały na warunki jazdy, tak wyglądały po prostu obłędnie! Pod względem wizualnym, deszcz w DriveClubie po prostu nie ma sobie równych. Forza Motorsport 6, ostatnie Gran Turismo, Project CARS – pod tym względem dzieło Evolution zjada na śniadanie bliższą i dalszą konkurencję.

Czegoś podobnego nie widziałem nigdy wcześniej. No i nie zobaczyłem nigdy później. Jeżeli chodzi o dynamiczną pogodę, zmienny cykl dobowy, oświetlenie działające w czasie rzeczywistym, mgłę oraz chmury, wilgoć i opady deszczu, Driveclub nie ma sobie równych. Koniec i kropka. Jazda w czasie ulewy po pięknych japońskich torach, z włączoną kamerą prosto z kokpitu pojazdu – to jest wizualne ARCYDZIEŁO.

W połączeniu z bardzo dobrymi modelami pojazdów oraz lokacjami, które składają się w większości z samych trójwymiarowych obiektów, DriveClub pozostaje najładniejszą grą wyścigową w historii branży. Nie najlepszą. Nie najbardziej grywalną. Na pewno jednak najładniejszą. Nawet w dwa lata od swojej pierwotnej premiery, żaden inny tytuł nawet nie zbliżył się do tego poziomu. Forza? No proszę was. Nowy Dirt? Nie, to nie to. Project CARS? Oj, zdecydowanie nie.

Informacja o zamknięciu Evolution Studios jest dla mnie szokiem o tyle, że studio pracowało pełną parą nad nową, świetnie zapowiadającą się zawartością.

Nie tak dawno temu producenci wprowadzili do swojej gry jednoślady, razem z zupełnie nową kampanią. Później DriveClub wzbogacił się o zupełnie nowy, opcjonalny, bardziej wymagający model jazdy. Ulepszeniu uległ balans rozgrywki oraz system kar. Twórcy zaimplementowali nową, łatwiejszą drogę zdobywania punktów dla mniej uzdolnionych graczy. Do tego dochodzą darmowe lokacje, dodawane na bieżąco pojazdy, ograniczone czasowo eventy i znacznie, znacznie więcej.

driveclub bikes 3

Chociaż DriveClub zaliczył fatalny, kompromitujący początek, twórcy w całości zrehabilitowali się za porażkę z kodem sieciowym. Ich wsparcie dla gry, zwłaszcza wyrażone darmowymi aktualizacjami, jest godne najwyższej pochwały. Mało który deweloper tak dbał o swój produkt po premierze i tak rozpieszczał fanów, którzy pozostali wierni. Na skutek ich działań sam wróciłem do tej gry, chociaż obiecywałem sobie, że tak się nie stanie.

Evolution Studios miało długą listę kolejnych pomysłów na swoją zręcznościową wyścigówkę. Graczom zasygnalizowano kolejne darmowe lokacje, tym razem w gęstej, miejskiej zabudowie. Do tego dochodzi wsparcie gry o technologię wirtualnej rzeczywistości, dzięki której DriveCluba moglibyśmy uruchomić na goglach PlayStation VR. Teraz nie wiadomo, kto zajmie się tymi projektami i czy te w ogóle zobaczą światło dzienne.

Naprawdę, naprawdę szkoda mi tak oddanych sprawie deweloperów.

Z marszu mogę wymienić kilka innych studiów podległych Sony, które bardziej zasługują na rozwiązanie. Evolution już wcześniej zostało zredukowane o kilkadziesiąt osób i miałem nadzieję, że na tym koniec. Naprawdę liczyłem na DriveClub 2 oraz kolejnego MotorStorma. To nie w porządku, że twórcy oryginalnego WRC kończą w ten sposób.

Mógłbym napisać, że producenci cierpią za błędy popełnione przy premierze. Tyle tylko, że ci już z nawiązką się za nie odpłacili, ulepszając kapitalny silnik graficzny, oferując świetne wsparcie, aktualizując produkcję o darmowe DLC i nowe tryby, a także wprowadzając darmowe pojazdy i trasy. Wszyscy, którzy zaufali Evolution i kupili tytuł w dniu premiery, otrzymali tyle zawartości, że z nawiązką wynagradzało im to problemy z trybem wieloosobowym.

Pozostaje trzymać kciuki, że Sony wykorzysta silnik stworzony przez Evolution przy innym projekcie. Aktualnie po prostu nie ma lepszego. Szkoda by było, gdyby to małe dzieło sztuki zniknęło gdzieś w procesie centralnego zarządzania podległymi studiami oraz minimalizacji kosztów działalności.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement