Chociaż uwielbiam 4 cale, to iPhone’a SE zupełnie nie potrzebuję

Felieton/Blog Forum 22.03.2016
Chociaż uwielbiam 4 cale, to iPhone’a SE zupełnie nie potrzebuję

Poniedziałkowa konferencja Apple była okazją do świętowania przeze mnie małego tryumfu – niemal w całości spełniły się moje słowa z września 2014 roku, w których zaprzeczałem końcowi epoki 4-calowych urządzeń w ofercie amerykańskiego giganta. Pomimo tego, z punktu widzenia użytkownika iPhone 5s, zupełnie nie widzę powodów, dla których miałbym wymienić mój telefon na nowszy model.

4-calowe smartfony Apple towarzyszą mi już od blisko 3,5 roku, a zatem od chwili, gdy pojawiły się w ofercie firmy. iPhone’a 5 kupiłem niedługo po polskiej premierze i był on moim podstawowym smartfonem przez blisko 2 lata. Czas na zmianę przyszedł w momencie, gdy Tim Cook po raz pierwszy odszedł od tych wyświetlaczy i zaprezentował światu 4,7- i 5,5-calowe urządzenia.

Pomimo tej dużej rewolucji, ja postanowiłem pozostać konserwatywnym i zamiast kupić topową szóstkę, zdecydowałem się na starszego 5s, który towarzyszy mi do dziś. I choć ze smartfona korzystam bardzo często, to zupełnie nie czuję potrzeby wymiany go na jakikolwiek inny model.

Doskonale pamiętam dyskusje, często bardzo emocjonujące, dotyczące tego, jaki rozmiar ekranu jest optymalny. Wielu wiernych użytkowników produktów Apple, do których ja nigdy się nie zaliczałem, mocno opowiadało się, za pozostaniem przez firmę przy idealnym w obsłudze jedną ręką 4-calowym ekranie urządzenia. Wyśmiewano wręcz Samsunga za serię Galaxy Note, jako typ zupełnie „niepraktycznych” urządzeń.

Tim Cook w 2014 roku postąpił jednak inaczej i wprowadził do oferty wyłącznie wielkie smartfony, zmuszając tym samym fanów tej firmy, do zmiany poglądów. Większość z nich to uczyniła i z ust użytkowników, którzy niegdyś mocno opowiadali się za kompaktowymi telefonami, można usłyszeć pytania: „jak można używać smartfona mniejszego niż 5,5 cala?”.

Jestem użytkownikiem, który ze smartfona korzysta bardzo często. Gdy jadę samochodem służy mi jako nawigacja, gdy podróżuję po mieście ułatwia mi odnajdywanie się w terenie i poruszanie się komunikacją publiczną. Jest menadżerem zadań, kalendarzem, odtwarzaczem muzyki, aparatem i… tak mógłbym wymieniać jeszcze długo. Wszystkie te aspekty łączy fakt, że z telefonu korzystam głównie, gdy jestem poza domem, często w biegu. W tych wszystkich sytuacjach pewny chwyt urządzenia i możliwość obsługi jedną ręką są jak wybawienie, i pozwalają na wykonywanie tych wszystkich zadań bez obawy, że zaraz sprzęt za kilka tysięcy złotych wyląduje na chodniku.

Spokojnie, to tylko iPhone 5S

Tak naprawdę uważam większy ekran bardziej za dodatkowe utrudnienie, niż za wybawienie. Oczywiście – gdybym grał w gry, oglądał filmy albo wykonywał jakieś złożone operacje, zapewne zwracałbym uwagę na inne aspekty. Jednakże od wszystkich zaawansowanych operacji mam komputer, na którym wszystko robię szybciej i wygodniej. Na telefonie albo na tablecie mogę edytować plik Worda, stworzyć prezentację, albo arkusz kalkulacyjny w Excelu – tylko po co, skoro mogę to zrobić na komputerze, zdecydowanie szybciej i wygodniej. iOS jest dopełnieniem mojego komputera, a nie jego zastępstwem.

I tacy użytkownicy jak ja to zapewne zdecydowana większość klientów Apple. Naturalnie o fanboyach korporacji słyszy się w Internecie najwięcej, ale w morzu dziesiątek milionów sprzedawanych iPhone’ów rocznie, są oni zapewne tylko garstką. Większość to osoby potrzebujące prostego, niezawodnego i wygodnego w obsłudze telefonu, który służy im głównie do dzwonienia, przeglądania Facebooka, rozmów przez WhatsApp i wykonywania zdjęć. Edycja plików Excela jest opcją, z której zapewne nigdy nie skorzystają na tym urządzeniu. Za to wyślą tysiące wiadomości przez mobilne komunikatory. Dlatego to oni stanowią ponad 60% obecnych użytkowników iPhone.

I zupełnie nie potrzebujemy nowego iPhone

Zadaniem Tima Cooka na poniedziałkowej konferencji nie było przedstawienie tego, jak dobry jest iPhone SE. Musiał on pokazać, jak zły jest iPhone 5s. Stąd wiele porównań do aktualnych modeli, w których ustępuje on mocno najnowszym telefonom od Apple. Jednakże z punktu widzenia użytkownika 5s nie widzę, żadnych powodów, dla których miałbym wymienić telefon na nowy. Oczywiście – po wgraniu iOS 9 czułem lekkie spowolnienie, ale w dobie naprawdę potężnych procesorów mobilnych, o jakichkolwiek lagach czy zacięciach nie może być mowy. I nie ma. W 2,5 roku od premiery iPhone 5S wciąż szybko uruchamia wszystkie aplikacje, strony także ładują się bardzo szybko, a na urządzeniu działają wszystkie programy dostępne w App Store. Użytkownicy Apple Watcha mogą bez problemu sparować go z 5s.

Tak naprawdę wszystkie sytuacje, w których ten zaawansowany procesor może się sprawdzić, są dla większości tylko teorią – bo na tym ekranie ciężko mówić o zaawansowanej pracy. Co z tego, że iPhone SE o parę sekund szybciej zrenderuje film, skoro ciężko na tym ekranie go zmontować? Od tego są większe urządzenia, a 4 cale służą głównie do konsumpcji treści.

Chociaż iPhone SE ma większość z nowości, jakie firma Apple zaprezentowała w październiku, to brakuje wśród nich tej najważniejszej – 3D Touch. To sprawia, że smartfon jest wciąż krok z tył w stosunku do topowego urządzenia Apple i ten fakt dla mnie jest ostatecznym powodem, dla którego nie wymienię mojej 5s-ki na najnowszy model. Poza szybszym procesorem i paroma dodatkami, w stylu niedziałających w Polsce płatności ApplePay, nie ma w nim niczego, co mogłoby mnie skłonić do wymiany telefonu.

I z tego powodu to iPhone 5s będzie gościł w mojej kieszeni jeszcze przez najbliższy czas. A SE zapewne nie trafi do niej nigdy.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement