Wirtualna Rzeczywistość w obecnej postaci nigdy się nie przyjmie. I dobrze

Felieton/Technologie 22.02.2016
Wirtualna Rzeczywistość w obecnej postaci nigdy się nie przyjmie. I dobrze

Kiedyś, gdy robiło się niespodziankę prosiło się, by osoba której ją sprawiamy zamknęła oczy. Dziś to nie wystarczy – zamiast zamknięcia oczu lub opaski, Samsung używa oprzyrządowania wirtualnej rzeczywistości by wystawić Marka Zuckerberga na scenę. Dziennikarze pogrążeni byli w nieistniejącym świecie mimo, że siedzieli obok siebie. Tak, dobrze myślicie – mówi to więcej o wirtualnej rzeczywistości niż wszystkie recenzje i tabelki razem wzięte.

Byłam ostatnio u znajomego, z którym dzielę pasję kosmosu. Wyciągnął Google Cardboard, włożył telefon i wysłał mnie w podróż po Układzie Słonecznym. Moje oczy nie są stworzone do VR i wiem o tym już od dawna, jednak spróbowałam. Gdy mówił, żebym założyła słuchawki poczułam się niepewnie – włożyłam jedną, nie przemogłam się z drugą. Powód był dosyć prozaiczny.

Oto siedzę tu na kanapie ramię w ramię z osobą, którą lubię, z którą lubię rozmawiać i którą widuję od czasu do czasu. Zamiast wchodzić w interakcje mam na głowie wielkie coś i telefon, i macham głową oglądając z bliska księżyce Saturna. Witamy w przyszłości!

Nie to, żebym miała coś przeciwko wirtualnej rzeczywistości per se. Doświadczenie jest niesamowite, potrafi przynieść całą gamę emocji, a pornografia w VR będzie hitem. Wszyscy duzi producenci nie bez powodu tworzą swoje wersje okularów (chociaż ciężko mi to nazywać okularami) VR, własne platformy i od niedawna własne kamerki do nagrywania wideo w 360 stopniach – oni przecież wiedzą więcej, badają rynek i przewidują trendy na podstawie danych.

Problem w tym, że mówimy o korporacjach chcących zarobić pieniądze, bo taki jest sens ich istnienia (nie dajcie sobie wmówić bajek o ulepszaniu świata, korporacja nie ma moralności i jej jedynym celem jest zarabianie). Coś ma okazję przyjąć się na rynku więc trzeba to wykorzystać.

Tymczasem spójrzcie na ten filmik:

Siedzą sobie ludzie, oglądają ten sam film i przeżywają te same doświadczenia, jednak nie widzą siebie nawzajem. Każdy pogrążony jest we własnym, małym światku bez możliwości kontaktu z drugim człowiekiem w trakcie. Wiem, nie lubicie gdy ktoś gada podczas filmu więc dobrze, że nie będzie się tego słyszeć. Wyobrażacie sobie jednak oglądanie filmu w domu z ukochaną osobą, gdzie każdy na głowie będzie miał te potworki? Nawet przytulić się nie da!

Jedna rzecz mnie pociesza – wirtualna rzeczywistość w obecnej postaci nigdy nie przyjmie się na szeroką skalę, bo całkowita izolacja jest niewygodna i niebezpieczna w wielu miejscach.

Do tego wielu ludzi będzie miało problem z noszeniem śmiesznego kasku z telefonem w środku, bo będzie to dla nich tak po prostu niezręczne.

Dlatego pocieszam się, że te wszystkie cuda wejdą do rzadkiego użytku domowego – ot ciekawostka, fajnie na niej czasem w coś zagrać, ale do filmu i tak usiądziemy wszyscy razem przed telewizorem. Kamerką 360 stopni czasem coś nagramy, ale nie ukrywajmy, łatwiej jest oglądać filmiki rodzinne w bardziej tradycyjnych formatach bo nie trzeba kręcić głową i zastanawiać się, czy podczas gdy patrzymy w jedną stronę za plecami ciocia Jadzia nie robi czegoś zabawnego.

Wiem, że zaraz powiecie, iż marudzę. Może i tak, ale ktoś musi marudzić, i znaleźć jakieś minusy, bo dziennikarze są zwykle zbyt hurraoptymistyczni – ciężko im odciąć się emocjonalnie od małego gadżeciarza w środku – a fani technologii zbyt defensywni i podekscytowani nowościami.

Marudzę też nie dlatego, że uważam iż VR skazana jest na porażkę, wcale nie. Jednak w obecnej, niezręcznej i izolującej formie nie ma szans na wielką popularyzację, musi się rozwinąć. Dlatego HoloLens od Microsoftu wygląda o wiele bardziej obiecująco.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement