Nie sądziłem, iż będę się cieszył, gdy gra udowadnia, że jestem idiotą. The Witness – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 03.02.2016
Nie sądziłem, iż będę się cieszył, gdy gra udowadnia, że jestem idiotą. The Witness – recenzja Spider’s Web

Kto by przypuszczał, że gra logiczna będzie jedną z najlepszych produkcji na (niemal*) wyłączność dla PlayStation 4? Chyba tylko ci, którzy wiedzą, kim jest producent The Witness – Jonathan Blow. Czyli jakiś procent wszystkich posiadaczy komputerów i konsol.

*gra jest dostępna również na platformie PC, na której masowo się ją piraci.

Jonathan Blow to jeden z ważniejszych producentów gier tak zwanej nowej ery. Amerykanin zyskał rozgłos w 2008 roku, gdy światło dzienne ujrzała jego pierwsza niezależna gra logiczna – Braid. Produkcja zyskała niesamowicie pozytywne recenzje oraz rozgłos, za który większość niezależnych producentów mogłaby zabić.

Zamiast jednak wypuścić Braid 2, jak to zazwyczaj dzieje się w branży gier wideo, Jonathan Blow zaszył się w cieniu na następne 8 lat. Przez ten czas powstawało The Witness. Zupełnie nowa gra logiczna, w pełnym, otwartym środowisku trójwymiarowym i z przepiękną grafiką.

The WItness ścieżka

The Witness to absolutnie najwyższa forma oprawy, w jakiej można osadzić grę logiczną.

Gracz rozpoczyna swoją przygodę na wyspie, pośród mórz zajmujących całą linię horyzontu. Jesteśmy tylko my, sporych rozmiarów skrawek lądu, po którym możemy się swobodnie poruszać oraz zagadki logiczne, do których podchodzimy w wybranej przez siebie kolejności. Niczym misje poboczne w rasowym cRPG, rozgrywane według naszego widzi-mi-się.

Pierwsze, co od razu rzuca się w oczy, to rewelacyjna warstwa graficzna. Wyspa, po której się poruszamy, jest przecudowna. Oferuje wiele kolorowych, zapadających w pamięć widoków i ujęć tak atrakcyjnych dla oka, że po prostu nie da się nie zrobić zrzutu ekranu. Sama eksploracja lądu, bez rozwiązywania żadnych zagadek, to świetna przygoda. Wyspa jest bardzo zróżnicowana, niezwykle tajemnicza, ale zawsze pełna uroku.

The Witness grafika

Złapałem się na tym, że wracając do The Witness po zabawie z XCOM 2 oraz LEGO MARVEL’s Avengers, zawsze przecierałem oczy ze zdumienia. To jedna z kilku najładniejszych produkcji, jakie kiedykolwiek widziałem. Statyczne efekty pogodowe świetnie współgrają tutaj z martwym środowiskiem, z kolei nieco bajkowy filtr graficzny z powodzeniem maskuje wszelkie niedostatki. Pod względem grafiki, The Witness to po prostu majstersztyk.

Jeżeli zaś chodzi o logiczne puzzle, to zarówno największa zaleta, jak i słabość The Witness.

W produkcji Jonathana Blowa znajduje się zaledwie jeden (!) rodzaj zagadek. Chodzi o doprowadzenie linii z punktu A do punktu B, najczęściej na planszy z kilkoma możliwymi ścieżkami i wariantami do wyboru. Zapomnijcie o przesuwaniu przedmiotów, podnoszeniu artefaktów, unikaniu pułapek czy ucieczce przed toczącą się kulą, w stylu Indiany Jonesa.

Dla wielu graczy może to być wada. Być może ktoś oczekuje nieco większej interakcji ze światem. Bogatszych animacji, ekwipunku wypełnionego przedmiotami i tak dalej. Sam również początkowo czułem zdziwienie, że gra z tak pięknym światem posiada jedynie jeden rodzaj puzzli. Do czasu, aż ich poziom trudności nie zaczął stopniowo narastać, a wariacje na temat prowadzenia linii z punktu A do punktu B nie stawały się coraz bardziej wymyślne.

The Witness labirynt

Po pewnym czasie przestałem prowadzić linię na planszy. Coraz trudniejsze zagadki wymagały ode mnie wychodzenia poza klasyczny schemat. Zaczęło się podchodzenie do puzzli od drugiej strony oraz czytanie podpowiedzi i sugestii sprytnie schowanych w pobliskim otoczeniu. Pojawiały się nowe symbole, znacznie utrudniające prowadzenie linii z punktu A do punktu B. Każda kolejna seria zagadek, pomimo tej samej głównej zasady, całkowicie różniła się od poprzedniej.

Zdradzę wam jeden przykład prosto z gry. Wchodząc do sadu, napotykamy na tablice, po których możemy prowadzić linię na mnóstwo różnych sposobów. W każdym wariancie dotrze się do ostatecznego celu i w zasadzie nie wiadomo, która trasa jest tą poprawną. Gdyby jednak przyjrzeć się pobliskiemu drzewu, którego rozłożenie gałęzi przypomina alternatywne trasy na tablicy z zagadką… Eureka! Takich momentów jest całe mnóstwo.

Kapitalną sprawą w The Witness jest to, że o zagadkach nie przestaje się myśleć nawet po odejściu od konsoli.

Ileż razy miałem z tą grą tak, że leżąc w łóżku i gapiąc się w sufit, nagle wpadałem na to, jak rozwiązać zagadkę. W przypływie euforii uruchamiałem grę, po czym wdrażałem pomysł zrodzony w niewyspanej głowie. The Witness to jedna z tych gier, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Będziecie w pracy, będziecie na uczelni, będziecie w kościele, ale gdzieś z tyłu głowy zawsze krzyczy kolejne wyzwanie. Wyzwanie, na którego odpowiedź jest tuż tuż, w zasadzie na wyciągnięcie ręki…

… ale to jednak nie to. The Witness potrafi doprowadzić do frustracji. Wydaje się wam, że wpadliście na genialny pomysł, testujecie go, a gra śmieje się wam prosto w twarz. Narastający poziom trudności sprawia, że początkowe kilkanaście sekund przy jednych puzzlach zamieniły się u mnie w kilkadziesiąt minut przy każdej planszy. Bardzo satysfakcjonujących i rozwijających minut, gdy siedziałem po turecku przed telewizorem, z kartką papieru i długopisem, analizując wszystkie możliwości i warianty.

The Witness cienie

Bywały sytuacje, w których myślałem, że to koniec. Finito, wyłączam grę i daję sobie z nią spokój. Wystarczyło jednak dać sobie kilka godzin przerwy, wziąć prysznic, rozluźnić się i podejść do zagadnienia z otwartym umysłem. Wtedy rozwiązanie pojawiało się niemal samo, a w mojej głowie odpowiednie zębatki nareszcie zaczynały działać, jak powinny. Ekscytacja w sytuacji, gdy nareszcie natrafia się na dobry trop, jest zadziwiająco wielka.

Nie napiszę, że The Witness jest ciekawsze od The Talos Principle. Produkcja Jonathana Blowa to jednak z całą pewnością wielki cios dla posiadaczy Xboksa.

Na PlayStation 4 bawiłem się doskonale, pomimo uczucia parującej głowy. Świetna sprawa, czasami zmusić umysł do nieco większego wysiłku i pracy na wyższych obrotach. The Witness da wam prawdziwy maraton wyzwań, na kilka, o ile nie kilkanaście dni. Podstawowe zakończenie odblokowałem dopiero po kilku wieczorach. Kilka kolejnych to znalezienie wszystkich sekretów. Co dopiero napisać o zdobyciu platynowego trofeum.

Zalety

  • Przepiękna warstwa wideo
  • Otwarty świat, po którym możemy się swobodnie poruszać
  • Zagadki, które rozwiązujemy we własnej kolejności
  • Niesamowite wariacje jednego schematu na rozwiązywanie puzzli
  • Otoczenie, które wpływa na rozwiązywanie zagadek
  • Mnóstwo sekretów
  • Jonathan Blow to pieprzony geniusz

Wady

  • Jeden rodzaj zagadek na całej wyspie
  • Gdy przejdzie się raz, można odstawić na półkę
  • Minimalne wykorzystanie świetnej ścieżki muzycznej

Świetna gra w dobrej cenie. Na The Witness naprawdę warto wydać te 150 zł, o ile lubicie logiczne wyzwania. No i oczywiście nie boicie się, że Jonathan Blow wam pokaże, jakimi jesteście idiotami. Mnie udowadniał to z przytłaczającą regularnością.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement