Ile wart jest smartfon z niezniszczalnym ekranem? Lenovo Moto X Force – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Artykuł/SW Testuje 15.02.2016
Ile wart jest smartfon z niezniszczalnym ekranem? Lenovo Moto X Force – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Każdy chciałby uniknąć czarnego, zakupowego scenariusza: kupujemy drogi smartfon, tylko po to, by chwilę po wyjęciu z pudełka niechcący go upuścić i potłuc wyświetlacz. Jednak coraz bardziej “designerskie”, ale przy tym i coraz bardziej delikatne konstrukcje skutecznie w tym przeszkadzają. Tym problemom wychodzi naprzeciw Moto X Force – pierwszy smartfon z nietłukącym się ekranem.

Przy rozpakowaniu pudełka z nowym smartfonem Lenovo Moto dręczyło mnie bardzo silne uczucie dejavu. Wyjęcie z opakowania Moto X Force to niemal bliźniacze doświadczenie z rozpakowaniem Moto X Style. W środku znajdziemy zatem smartfon, słusznych rozmiarów ładowarkę quick charge, niezbędną papierologię i pinezkę do tacki SIM. Względem Moto X Style brakuje tylko plastikowego bumpera, ale… i po co miałby tam być? Wyświetlacz Moto X Force nie potrzebuje dodatkowej ochrony.

Biorąc nietłukącą się Lenovo Moto do ręki wyraźnie widać znajomą stylistykę, ale też od razu rzuca się w oczy fakt, że X Force to konstrukcja, która jest kompletnym zaprzeczeniem motywu “cienki i lekki”, który stosują niemal wszyscy inni producenci. Przez to Moto X Force sprawia wrażenie nieco bardziej topornej, a na pewno znacznie bardziej “potężnej” od reszty flagowców na rynku. Tylko czy to naprawdę takie złe? Sądzę, że świat naprawdę nie potrzebuje kolejnego, aluminiowego smartfona ze szlifowanymi ramkami. Dlatego też Lenovo Moto X Force to dla mnie powiew świeżego powietrza, choć… do nietypowej konstrukcji trzeba się przyzwyczaić.

To, co wyróżnia ten smartfon (opócz wyświetlacza), to zastosowany materiał na pleckach. Lenovo nazywa go balistycznym nylonem, a jeśli miałbym go do czegoś porównać, to najbliżej mu do futerałów na statywy fotograficzne. Bez wątpienia to najbardziej specyficzny materiał, z jakim miałem do czynienia w smartfonie. Ma on bardzo charakterystyczną fakturę, ale gwarantuje też Moto X Force odporność na zachlapania. Szkoda tylko, że jest bardzo śliski, chociaż w pewnym chwycie pomaga nam solidna, aluminiowa ramka i charakterystyczne wgłębienie z literką „M” na pleckach.

Na szczęście jeśli już smartfon nam wypadnie, nie musimy się martwić o jego potłuczenie. Dba o to 5,4” ekran AMOLED o rozdzielczości QHD, który nie jest pokryty szkłem, lecz składa się z pięciu, specjalnie dostosowanych wartstw. O samej technologii “nietłukącego się” ekranu opowiem w osobnym materiale, ale już teraz, na pierwszy rzut oka mogę stwierdzić, że nie jest on tak bardzo “inny” w dotyku, jak się obawiałem.

Sama jakość wyświetlacza również nie pozostawia nic do życzenia – czernie są głębokie, a kolory mocno nasycone. Jeśli ktoś preferuje bardziej naturalne barwy, to można to nasycenie zmniejszyć z poziomu ustawień. Ogólnie rzecz ujmując nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś mógł być niezadowolony z tego wyświetlacza.

Moto X Force to smartfon potężny nie tylko na zewnątrz.

Wewnątrz urządzenia znajdziemy podzespoły naprawdę godne flagowca, a więc Snapdragona 810 v2.1, 3 GB RAM-u, 32 GB pamięci wbudowanej (rozszerzalne kartą microSD) i potężne ogniwo akumulatora o pojemności 3760 mAh. Oczywiście na pełne testy baterii przyjdzie jeszcze czas, ale początki są naprawdę obiecujące. Mamy tu do czynienia z wytrzymałością porównywalną do znakomitej Moto X Play, co jest imponujące, biorąc pod uwagę więcej pikseli i potężniejsze trzewia smartfona.

Po pierwszych dwóch dniach z Moto X Force stwierdzam, iż pracuje ona dokładnie tak, jak powinien pracować wart 3000 zł flagowiec. Nie ma tu mowy o chociażby najdrobniejszej ścince czy lagu, aplikacje przeładowują się błyskawicznie, a granie w gry to czysta przyjemność. Uprzedzając pytanie – nie, Snapdragon 810 nie przegrzewa się w tym modelu. A przynajmniej nie bardziej, niż każdy inny SoC w dowolnym innym smartfonie.

Co do reszty najbardziej istotnych elementów, jak chociażby aparatów, to Moto X Force nie wprowadza niemal żadnych zmian względem Moto X Style. Wciąż mamy tu do czynienia z 21 MP sensorem z tyłu i 5 MP z przodu, a każdy z nich wspierają doświetlające LED-y. Pierwsze wykonane nimi zdjęcia pozwalają oczekiwać, że również rezultaty będą identyczne z tymi, które osiągaliśmy w X Style.

Pewne obawy budził we mnie zastosowany głośnik. Niestety, nie znajdziemy tu – jak w Moto X Style – dwóch głośników stereo na froncie. Nieco zwodniczy może być podwójny grill u dołu ekranu Moto X Force, ale tylko jeden z nich skrywa głośnik mono. Gra on głośno i całkiem przyjemnie, ale oczywiście nie jest to poziom Moto X Style.

Względem Moto X Style nie zmieniło się za to fantastyczne oprogramowanie, z całym szeregiem dodatków typu Moto Assist, gestami szybkiego uruchamiania, czy Moto Display, które pokazuje na wygaszonym ekranie informacje o czekających powiadomieniach. Szkoda tylko, że Lenovo Moto nadal nie obsługuje w Polsce komend głosowych Moto Voice no i bardzo dużą stratą jest fakt, iż Moto X Force debiutuje z Androidem 5.1.1 na pokładzie.

Na szczęście, podobnie jak w przypadku pozostałych smartfonów Lenovo Moto, aktualizacji do wersji 6.0 możemy się spodziewać niebawem.

Rozpoczynam zatem testy Moto X Force, których rezultaty poznacie na początku marca. Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie je w komentarzach, a ja postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy warto wydać 3000 zł na smartfon, w którym nie da się stłuc ekranu.

Aktualizacja 18.02.2016: To nie trwało długo – Testowa Moto X Force właśnie otrzymała Androida 6.0 Marshmallow.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia naszej galerii zdjęć.

[galeria id=’471707′ wpis=’471669′ view=2]

Czytaj również:

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement