W rozpadzie Androida cała moja nadzieja

Felieton/Sprzęt 02.02.2016
W rozpadzie Androida cała moja nadzieja

Nie chodzi tu o jakąkolwiek niechęć do tego systemu czy jej twórców. Problem leży zupełnie gdzie indziej: walka o trzecie miejsce na rynku mobilnych systemów operacyjnych została przegrana przez wszystkich. A trudno wiecznie polegać na słabnącej sile iOS-a.

Pamiętacie czasy, kiedy na komputery nie było sensownej alternatywy dla Windows? A strony internetowe przeglądało się w Internet Explorerze, bo były właśnie pod tę przeglądarkę pisane? To nie były dobre czasy. I nawet nie dlatego, że produkty Microsoftu miały mnóstwo wad. Chodziło o brak alternatyw. To były czasy, w których za system operacyjny i pakiet biurowy do komputera płaciło się ogromne pieniądze. Bo nie było z kim konkurować cenowo. Nie licząc hobbystów i entuzjastów, naszymi alternatywami były Windows i Office po jednej stronie, zaś po drugiej… ich pirackie, nielicencjonowane edycje.

Dziś mamy zupełnie inną sytuację. Nawet Microsoft Office, uznawany nadal za biurowy standard, ma kilkoro całkiem popularnych i funkcjonalnych alternatyw. Konkurencja jest dobra, zawsze. Nawet jeżeli rynkowy lider oferuje dobre produkty w odpowiedniej cenie. Sytuacja na rynku komputerów osobistych jest relatywnie zdrowa.

Pamiętamy…

Zupełnie inaczej to wygląda na rynku mobilnych systemów operacyjnych

Barierą dla zdobywającego olbrzymią popularność iPhone OS-a / iOS-a miał być Android. Pospiesznie przerobiony system operacyjny, który pierwotnie miał zarządzać aparatami cyfrowymi, potem miał zarządzać telefonami podobnymi do BlackBerry, by wreszcie zadebiutować jako platforma dla dotykowych telefonów. I to kuriozum na początku sprzedawało się mizernie, ale z czasem… zresztą, wam tego nie trzeba tłumaczyć.

Rynkiem mobilnym rządzi i dzieli Android, i tak jak iPhone nadal deklasuje jakąkolwiek konkurencję jeżeli chodzi o porównywanie go z dowolnym innym modelem telefonu, tak iOS stanowi już bardzo słabą przeciwwagę dla systemu Google’a, choć bardzo mocno okopaną na swojej pozycji. Rozwiązaniem problemu mógłby być trzeci gracz, a najlepiej jeszcze czwarty i piąty. Chętnych było wielu. Nikomu się nie udało. Nawet dyrektor BlackBerry przyznał, że system BlackBerry 10 jest utrzymywany tylko z uwagi na istniejących klientów, a jego firma docelowo całkowicie przesiada się na Androida.

blackberry
BlackBerry Priv. Zamiast systemu BlackBerry 10, Google Android.

Nawet Windows Phone, z gigantycznym wsparciem od mającej gigantyczne doświadczenie na rynku IT firmy poległ sromotnie, stając się czymś w rodzaju pobocznego projektu Microsoftu, czekającego na lepsze dla siebie czasy. To może Firefox OS? Mozilla sama się z tego wycofała. Sailfish? Zapowiada się super, szkoda, że jego autorzy są na krawędzi bankructwa. To może Tizen? Albo Ubuntu? Proszę was…

Jest jednak jedna szansa, jeden sposób na rozwiązanie problemu

Otwartość Androida jest jedną z jego największych sił i słabości. Dzięki tej otwartości entuzjaści oraz przede wszystkim producenci sprzętu mogą go dopasowywać do swoich potrzeb, oferując różnorodne doświadczenia na teoretycznie tej samej platformie. Nadal jednak niewielu decyduje się na wybranie AOSP zamiast Androida, a więc wersji tego systemu, która jest pozbawiona zamkniętych usług i aplikacji od Google’a i która musi być oferowana z uwagi na przeróżne haczyki w licencjach komponentów, jakie Android wykorzystuje.

Nie bez przyczyny. Mapy Google, Gmail czy Wyszukiwarka Google to produkty poniekąd znakomite, a trudno o lepsze repozytorium treści i aplikacji co Sklep Play. A przynajmniej tak było do względnie niedawna. Z Androida pozbawionego Google’a można jednak korzystać z powodzeniem. Na swoim Nexusie 7 używam właściwie tylko YouTube’a (bo ten nie ma alternatyw), Wyszukiwarki Google (bo konkurencja jest słaba) i Sklepu Play (z lenistwa). Cała reszta pochodzi od innych producentów, a za przykłady niech posłużą Opera Mobile czy Microsoft Outlook. Nie jest to nieprzyjemne doświadczenie, zapewniam. Właściwie każdy stricte google’owy element jest do podmiany.

Android z TouchWiz został gruntownie przebudowany przez Samsunga
Android z TouchWiz został gruntownie przebudowany przez Samsunga

Wróćmy jednak do tej otwartości. Często na systemy operacyjne od różnych producentów mówimy „Android z nakładką”. Czasem jest to „nakładka TouchWiz” czasem „nakładka HTC Sense”… a określenie „nakładka” jest dość mylące. Sugeruje, że chodzi tylko o warstwę wizualną i dołączony crapware. Nic bardziej mylnego. Przeróbki sięgają znacznie głębiej, często wręcz w wewnętrznej strukturze systemu, jeżeli producent ma na to jakiś lepszy pomysł. Samsung nawet oferuje własną, autorską przeglądarkę internetową (blokującą reklamy) zamiast tej systemowej z Androida (gwoli wyjaśnienia: nie mam tu na myśli Chrome’a, a twór nazywany „Android Browser”). Jeżeli dany producent twierdzi, że dany telefon otrzyma aktualizację do Androida Lollipop, możemy być pewni, że wszystkie przewidziane przez Google’a API tej generacji systemu będą działać. Ale na tym w zasadzie koniec.

Marzenie ściętej głowy?

Na razie to nierealne, ale wyobraźmy sobie sytuację, w których duzi producenci wykorzystują AOSP do własnych celów. Przykłady co prawda już mamy, jest ich dwa i pół, wszystkie to klęska. Pierwszy to Nokia (i telefon Nokia X), drugi to urządzenia Fire od Amazonu, a wspomnianą połówką jest oparty o Androida system Cyanogen. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że przyczyną klęski tych urządzeń nie był system operacyjny, a lichość samych urządzeń i / lub producentów.

Fire OS, zbudowany na bazie AOSP, nie odniósł większego sukcesu
Fire OS, zbudowany na bazie AOSP, nie odniósł większego sukcesu

Marzy mi się, by prawdziwie mocni gracze na rynku, tacy jak LG czy Samsung użyli swojej potęgi i zaczęli proponować urządzenia z Androidem, ale bez Google’a. Bo skoro, tak jak twierdzi BlackBerry, „Android i jego aplikacje to jedyna droga”, to niech chociaż oni sami więcej na tym zarobią. Tylko po to, by Google kontrolował mniejszą część rynku. Co byłoby pożyteczne dla wszystkich zainteresowanych, z wyjątkiem Google’a rzecz jasna.

Obawiam się, że to jedyne sensowne wyjście z sytuacji. Ani Microsoft, ani BlackBerry, ani nikt inny nie był w stanie zagrozić Google’owi na rynku mobilnym, a obawiam się, że i potęga Apple’a, patrząc po jego ostatnich produktach, zacznie chylić się ku końcowi. A skoro nie można pokonać Androida z zewnątrz, rozdarcie go od środka może okazać się jedyną sensowną przyszłością.

Zwłaszcza, że w pewnym momencie Google’a może już nic nie powstrzymać przed zamienieniem mobilnych działów Huawei, Samsunga czy LG w swoich podwykonawców. Nie wydaje mi się, by to leżało w ich interesie.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement