Pierwsza misja w Far Cry Primal i już mam moralnego kaca. Ależ ryzykowne posunięcie ze strony twórców!

Felieton/Gry 22.02.2016
Pierwsza misja w Far Cry Primal i już mam moralnego kaca. Ależ ryzykowne posunięcie ze strony twórców!

My bardzo głodni. Od kilku słońc nic w ustach, zwierz przegoniony przez miedwiedy i tygrysy. Razem z braćmi znaleźć stado mamutów. Po cichu do zwierza, szukać młodego z dala od grupy. Strzały z ogień robić popłoch, my wtedy gonić za młodym. Oddalony od stada, my go na włócznie i na maczugi. Dużo krwi. My musieć jeść. Albo my albo zwierz.

Far Cry Primal zaczyna się od efektownego polowania. Jako członek kilkuosobowej grupy, gracz zamienia się w łowcę żyjącego w 10 000 lat przed narodzeniem Chrystusa. Z dzidą w ręku, podkradamy się do młodego mamuta, który na moment oddalił się od stada. We wskazanym momencie reszta grupy zaczyna krzyczeć i przeszywać powietrze strzałami.

far cry primal

Wśród stada gigantycznych zwierząt następuje popłoch. Mamuty zaczynają się rozbiegać na każdą stronę. Zgrane plemię podąża za wcześniej wybranym młodym. Gracz goni go w towarzystwie kompanów, wydając krzyki i pojedyncze słowa. Gdy młodziutki mamut dociera nad przepaść wielkiego klifu, jest już pewne, że się nie wymknie. Otoczony przez kilku uzbrojonych mężczyzn, nie ma szans na przetrwanie.

Far Cry Primal jest tak pierwotne, jak to tylko możliwe. Epoka kamienia łupanego rządzi się własnymi, bezwzględnymi prawami.

Jesz albo jesteś zjedzony. Polujesz albo jesteś upolowany. Gdy brakuje sklepów, zakupów online oraz dostawców pizzy, jesteś zdany tylko i wyłącznie na własne umiejętności oraz to, co daje otoczenie. Futro chroniące przed mrozem, mięso wypełniające żołądek, zwierzęcy tłuszcz doskonale wzmacniający pochodnie czy liście, których żucie zmniejsza ból – po wszystko to musisz sam sięgnąć. Zdobyć, zabić, upolować.

„Bohaterowie” Far Cry Primal nie polują dla satysfakcji. Nie jadą do lasu terenowym samochodem, ze strzelbami i czteropakiem piwa w bagażniku. Dla nich każde zabite zwierzę to źródło pożywienia, narzędzi oraz odzienia. To konieczność, warunkująca ich przetrwanie. To ich być albo nie być. Gdy czyta się o tym na papierze, bardzo łatwo to zrozumieć. Co innego, gdy przyjdzie wam zagrać w najnowszą grę Ubisoftu.

far cry primal 2

Nie miałem żadnej przyjemności w grupowym dźganiu młodego mamuta, widząc, jak ten powoli kona w cierpieniach.

Gracz wraz z pozostałymi członkami plemienia osacza bezbronne zwierzę, po czym nieprzerwanie atakuje je za pomocą prowizorycznych narzędzi. Przestraszony „maluch” odwraca się dookoła, nigdzie nie widząc wyjścia z sytuacji. Rana za raną, staje się coraz słabszy, wyjąc z bólu. Uwierzcie mi – jako dzierżyciel kontrolera, nie czerpałem z tego absolutnie żadnej satysfakcji.

Wręcz przeciwnie. Każde naciśnięcie triggera powodujące atak dzidą wykonywałem niechętnie i z oporami. Chociaż rozumiałem motywację mojego plemienia, początkowa scena Far Cry Primal wydała mi się smutna. Odpychająca. Surowa i bezwzględna. Chociaż robiłem to, co musiałem robić, aby przeżyć, z tyłu głowy kiełkowały gigantyczne wyrzuty sumienia.

To niesamowite. W swojej historii gracza zabiłem już setki tysięcy ludzi. Żołnierzy, najemników, rabusiów, bandytów, morderców, bezbronnych cywili. Wszystko bez mrugnięcia okiem. Nawet mi powieka nie zadrgała. Kiedy jednak chodzi o zwierzęta – oj, tutaj moja selektywna natura od razu bierze górę.

far cry primal 4

Na pewno nie jestem w tym osamotniony. Mam masę znajomych, którzy podczas oglądania filmu w ogóle nie reagują na ludzką śmierć. Co innego śmierć zwierzęcia. Nie daj Boże niech głównemu bohaterowi zginie ulubiony pies czy mały kotek – rozpętuje się wtedy prawdziwe piekło. Widzowie zaczynają nienawidzić „tych złych” z całego serca. Dobrze wiem, że też tak macie!

W grach wideo zabijanie zwierząt to żadna nowość. Jednak sposób, w jakim zostało to pokazane w Far Cry Primal, jest naprawdę mocny.

Istnieje masa tytułów z otwartym światem, w których możesz zabić napotkane zwierzęta. Ba, seria Far Cry wręcz do tego zachęca. W poprzednich, osadzonych we współczesności odsłonach. potrafiliśmy oprawiać napotkane zwierzęta, zwiększając tym samym pojemność plecaka czy kabur na bronie. Z tego co pamiętam, mogliśmy nawet wyprawić sobie całkiem szykowny portfel.

Wszystko to było zupełnie opcjonalne. Gracz nie musiał zabijać tych zwierząt, aby przejść grę. Chciał to jednak robić, z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, upolowane zwierzęta przekładały się na bonusy dla jego postaci, zwiększające możliwości działania. Po drugie, zabijanie w poprzednich odsłonach Far Cry było bardzo instrumentalne i odrealnione. Ot, widzimy w oddali borsuka, posyłamy serię z karabinu i po sprawie.

far cry primal 3

W początkowym epizodzie Far Cry Primal jest zupełnie inaczej. Zamiast natychmiastowej śmierci dostajemy zwierzę, którego cierpienie i strach da się wyczuć. Miast prostego zgonu od serii z broni palnej, kłujemy ssaka dzidą niczym laleczkę voodoo. Młodziutki mamut piszczy, wierzga i stara się przeżyć za wszelką cenę, coraz bardziej osaczony. Nie kona od razu, za pomocą krótkiej animacji, lecz pada powoli, z każdym tchem próbując trzymać się życia. W tym samym czasie jego ciało jest rozrywane przez kolejne dzidy i strzały…

Kocham zwierzęta. Być może dlatego scena otwarcia zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie. Chociaż czułem wielkie opory przed zabiciem mamuta, nie mam za złe producentom. Wręcz przeciwnie. Najnowsza odsłona popularnej serii od Ubisoftu ma być inna niż wszystkie. Ma być dzika. Ma być pierwotna. Ma być bezwzględna. Skoro już na wstępie producentom udało się wzbudzić we mnie silne emocje, to tylko świadczy o profesjonalnym podejściu do reżyserii.

Chociażby z tego powodu zamierzam grać dalej i już nie mogę się doczekać, czym Far Cry Primal zaskoczy mnie dzisiejszego wieczoru. Pełna recenzja na Spider’s Web pojawi się najszybciej, jak to możliwe.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement