Dawno nie czekałem tak na żadną grę. The Division to najciekawszy tytuł Ubisoftu od lat, z kilku powodów

Felieton/Gry 18.01.2016
Dawno nie czekałem tak na żadną grę. The Division to najciekawszy tytuł Ubisoftu od lat, z kilku powodów

W ostatnich miesiącach nie szczędziłem cierpkich artykułów pod adresem Ubisoftu. Wspaniały wydawca takich pereł jak Beyond Good and Evil zamienił się w maszynę rozpłodową dla kolejnych, powtarzalnych odsłon Assassin’s Creeda. W tym roku nareszcie szykuje się zmiana. Zakapturzonych zabójców zabraknie, nadejdzie z kolei najważniejsze nowe IP w historii Francuzów – The Division.

Pod koniec tego miesiąca po raz pierwszy położę ręce na The Division, biorąc udział w publicznych beta-testach. Do tego czasu pozostaje mi jedynie oglądać fragmenty z rozgrywki nagrane przez zachodnich dziennikarzy. Te odsłaniają wiele wad i potknięć Ubisoftu, takich jak (kto by przypuszczał!) nie tak dobra warstwa wideo jak w pierwszych materiałach reklamowych czy średnia wielkość otwartego świata. Mimo tego, The Division jawi mi się jako jedna z najciekawszych gier 2016 roku, o ile nie ta najciekawsza. Z przynajmniej 5 powodów:

1. The Division to połączenie idealne. Gra akcji + RPG + kooperacja.

Jak większość komputerowych graczy, wychowałem się na kultowych cRPG pokroju Planescape: Torment oraz Baldur’s Gate. Statystyki postaci i awansowanie z poziomu na poziom mam zakodowane w DNA. Do tego uwielbiam rozgrywkę kooperacyjną. Relaks ze znajomymi, z dobrym zestawem słuchawkowym na uszach, to dla mnie kapitalna forma rozrywki. Aż boję się myśleć, ile godzin z życia uciekło mi na Left 4 Dead, Evolve, Diablo czy Destiny.

the division 3

Z tego powodu The Division wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. Jako gra akcji, produkcja Ubisoftu posiada intensywny charakter i odpowiedni pazur. Za sprawą awansowania z poziomu na poziom, gracz dostaje odpowiednio długą marchewkę, z kolei kolekcjonowanie coraz lepszych broni i pancerzy to świetne usprawiedliwienie dla powtarzalnej eksploracji. Posiadam paczkę dobrych znajomych, którzy również ostrzą sobie zęby na ten tytuł i już nie mogę się doczekać, kiedy znajdziemy się razem na serwerze.

2. Od zera do (anty)bohatera – gra akcji z ekwipunkiem rodem z Diablo

The Division to bardzo egzotyczna kombinacja. Akcja w czasie rzeczywistym, chowanie się za osłonami, rzucanie granatów i flankowanie wrogów miesza się tutaj z liczbami, statystykami broni, umiejętnościami specjalnymi i paskami życia. Taki model potrafi być niesamowicie grywalny, co pokazało Bungie na przykładzie Destiny. Liczę, że Ubisoft również stanie na wysokości zadania.

Bronie maszynowe, karabiny snajperskie, pistolety – wszystko to zostało potraktowane niczym skarby z porządnej gry RPG. Każde narzędzie zagłady ma swoje statystyki, a nawet odpowiedni kolor, odpowiadający częstotliwości występowania. Bronie egzotyczne, bronie legendarne, bronie rzadkie – będzie na co polować. Zwłaszcza, że część z pukawek jest dostępna do zdobycia jedynie na tych najbardziej bezwzględnych i wymagających terenach miasta.

Dodajmy do tego rozwój naszego awatara. W kreatorze tworzymy postać, którą przeciągniemy przez 30 poziomów doświadczenia. Co za tym idzie, wyposażymy go w unikalne umiejętności, uzupełniające bojowy wachlarz całej drużyny. W grze, w której rzut granatem jest liczony jak magiczna umiejętność, może to być bardzo ciekawe przeżycie. O ile rozgrywka nadąży za mechaniką, o co najbardziej się obawiam.

the division ekwipunek

3. Dobiłem do 30 poziomu. Ale to nie koniec.

W grach pokroju Diablo, Destiny czy właśnie The Division niezwykle ważny jest tak zwany end-game – czynności, które może wykonywać gracz po zdobyciu maksymalnego poziomu doświadczenia. W grach MMO najczęściej są to raidy, czyli niezwykle wymagające, skomplikowane pod względem mechaniki, drużynowe podziemia, które pokonuje się godzinami. W The Division będzie to wyglądało nieco inaczej.

Kluczowym obszarem end-game zostanie tak zwana Martwa Strefa. Po wejściu do najniebezpieczniejszej części Nowego Jorku można paść ofiarą innych żywych graczy, tracąc cenny dobytek. Z drugiej strony, tylko w Martwej Strefie zdobędziemy najpotężniejsze i najbardziej wartościowe przedmioty. Gra warta świeczki, okraszona drużynowymi walkami PvP w środowisku miejskim. Wchodzę w to.

4. Przyjaciel czy wróg? Zdrady z The Division wydają się niezwykle ciekawe

Nowa gra Ubisoftu pozwoli na zdradzenie drużyny. Jeżeli znajdziecie się w wyżej wspomnianej Martwej Strefie i nie spodoba ci się, że to towarzysz dostał najcenniejszy przedmiot… Cóż, zawsze możesz mu go zabrać. Strzelając prosto w jego plecy.

Producenci chwalą się, że pod tym względem nie będzie ograniczeń. The DIvision ma łamać przyjaźnie, wprowadzać element chaosu oraz wystawiać nasze zaufanie na próbę. No bo wyobraźcie sobie tylko – zdobyliście niezwykle potężny karabin, o czym wie wasz towarzysz. Osoba z Internetu, którą ledwo znacie. Ten w każdym momencie może wpakować ci serię w obrzyna prosto w plecy. A mimo to, idziesz przed nim, powoli poruszając się po Strefie. Gęsia skórka na karku.

the division 4

5. No i ten klimat!

Jak większość gier Ubisoftu, The Division nijak ma się do pierwszych zapowiedzi z fragmentami rozgrywki. Gra jest odczuwalnie brzydsza, zwłaszcza na dalszych planach. Jakość tekstur nie jest już tak porażająca, z kolei obraz przestał być ostry jak brzytwa. Mimo tego, the Division wciąż wygląda kapitalnie.

Nowy Jork ogarnięty kwarantanną, pełne chaosu ulice, zrabowane sklepy – to wszystko prezentuje się naprawdę niesamowicie. Zgaduję, że gracze wielokrotnie będą pokonywać te same parkingi i przecznice. Tym lepiej, że architekci poziomów przyozdobili lokacje mnóstwem drobnych elementów, na których będzie można zawiesić oko. Na ten moment The Division buduje naprawdę dobry klimat.

The Division zdecydowanie nie będzie grą dla każdego.

Zaryzykuję stwierdzenie, że grze znacznie bliżej do Diablo, niż Call of Duty. Nawet biorąc pod uwagę rozgrywkę opartą na korzystaniu z broni palnej. The Division to cyferki, cyferki, dobra kooperacja w małym gronie i jeszcze raz cyferki. Jeżeli ktoś liczy na intensywną wymianę ognia rodem z Call of Duty, na pewno będzie zszokowany.

The Division to mozolne pozbawianie tak zwanych bossów paska życia. To systematyczne eksplorowanie terenu i mozolne zdobywanie nowych umiejętności. To zawiązywanie kruchych sojuszy i taktyczne potyczki PvP w małych grupach. Bez żadnego pośpiechu i ciągłego biegania po wąskiej arenie. Ubisoft niebawem wypuści niezwykle ciekawą hybrydę, ale mam dziwne wrażenie, że nie każdy zdaje sobie sprawę z mechaniki stojącej za tym tytułem.

Ja jestem kupiony. The Division to pierwsza produkcja Ubisoftu od długiego czasu, którą kupuję w dniu premiery. Nie jako klasyczną grę akcji, ale odskocznię od Diablo i Destiny.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement