Wiem, że nic nie wiem

Felieton/Nauka 26.12.2015
Wiem, że nic nie wiem

Cztery procent – tyle wiemy o tym, z czego składa się Wszechświat. – Im więcej wiem, tym wiem mniej, bo im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania i wciąż tego przybywa i widzę, że nic nie wiem przecie –  Sokrates, Goethe w “Fauście”, Fitzgerald w “Ostatnim z wielkich” i wielu innych zdawało sobie sprawę z tego, że wiedza to studnia bez dna. Mimo to wciąż wydaje nam się, że jesteśmy mądrzy.

Ciekawe, czy Newton czasem myślał, że jeśli rozwiąże zagadkę grawitacji to nagle wszystko zacznie mieć sens i stanie się jasne. Ciekawe, ilu naukowców miało wrażenie, że wystarczy jeszcze jedno, dwa, trzy odkrycia i uda się wyjaśnić wszystkie zagadki. Teoria wszystkiego, równanie, które jednocześnie wyjaśni skąd pochodzimy, po co tu jesteśmy, jak to wszystko działa i jak zaradzić problemom za jednym razem.

Każdy, kto interesuje się nauką bardziej niż z newsów na głównej Onetu wie, że faustowski problem wiedzy wciąż istnieje i jest nawet głębszy niż nam się wydawało.

73 procent masy Wszechświata to ciemna energia, 23 procent to ciemna masa. To, że ładnie nazwaliśmy te wciąż niepojęte dla nas zjawiska nie znaczy, że wiemy czym są. Nie wiemy, próbujemy je zbadać. Mamy teorię, że to nieznane nam cząstki, że Wszechświat się rozszerza, ale tak naprawdę jesteśmy jak dzieci we mgle.

shutterstock_232112422

Kilka dni temu dwie niezależne grupy naukowców pracujące nad odkrywaniem i badaniem cząstek elementarnych znalazły wskazówki, że być może są na tropie nowej cząstki. Być może, bo na razie niemal nic nie jest potwierdzone – ot, po prostu coś się pojawiło w Zderzaczu Hadronów i nie do końca wiemy co.

Nikt nie da nam gwarancji, że jeśli odkryjemy wszystkie cząstki elementarne typu Bozon Higgsa nie okaże się, że jest jeszcze coś innego, że do odkrycia pozostanie kolejna warstwa mniejszych, dziwniejszych i bardziej niezrozumiałych elementów.

Zresztą po co szukać w fizyce i astrofizyce – wystarczy spojrzeć na nas samych i to, co nas otacza.

Nie dość, że do dziś odkrywamy nowe gatunki zwierząt, bakterii czy roślin, to sami o sobie wiemy stosunkowo mało. Potrafimy wyleczyć część chorób, które wcześniej dziesiątkowały całe wioski, innych wciąż nie rozumiemy. Wciąż tworzymy leki metodą prób i błędów. Nie wiemy do końca jak działają. Ich mechanizmy analizujemy później.

Jedno z odwiecznych pytań o to, skąd bierzemy się my – nasza świadomość, nasze ja – wciąż nie ma odpowiedzi. Wiemy, że pewnie z mózgu ale szczegółów wciąż nie znamy.

Wspaniała genetyka dopiero zaczęła pokazywać nam swoją moc a już pchamy się do wykorzystywania jej w imię większego dobra.

Sto lat temu ludzie też mówili, że żyją we wspaniałych czasach rozwoju technologii, medycyny i nauki.

Wydawało im się, że są królami życia i za moment zawładną wszystkim dzięki swej nieskończonej mądrości i przenikliwości.  Od tego czasu doszedł nam kolejny dylemat – wiemy już tak dużo, że zwykły człowiek nie jest w stanie wiedzieć tego, co wie ludzkość jako całość. Pójście w jedną specjalizację naukową oznacza zamknięcie się na większość innych dziedzin z prostej przyczyny – zbyt dużej szczegółowości i ilości wiedzy.  Z tego samego powodu dla człowieka niezwiązanego z nauką wydaje się ona czarną magią. Łatwiej więc jest się na nią wypiąć. Nie lubimy przecież tego, czego nie rozumiemy.

Na dobrą sprawę nawet nie wiemy, ile nie wiemy.

Nie wiemy, ile jest jeszcze nieodkryte i niezrozumiałe, ile elementów kluczowych i ważnych przeoczyliśmy, ile z tego wszystkiego jest ostateczne i niezmienialne. Nie potrafimy nawet oszacować.

Jest w tej niewiedzy jakieś piękno. Gdy porzucamy butę i przyznajemy, że nic nie wiemy, wchodzimy w piękny stan fascynacji tym, co nas otacza, nabieramy chęci odkrywania i pokorę. A pokora pomaga wykorzystywać wiedzę w sposoby przemyślane – takie, które nie szkodzą.

I to pokory czasem nam brakuje.

 

* Grafika: Shutterstock

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement