Cycki, wielki tyłek i laska tańcząca na rurze, czyli o tym, jak KIMOJI zepsuło sklep Apple

Felieton/Technologie 22.12.2015
Cycki, wielki tyłek i laska tańcząca na rurze, czyli o tym, jak KIMOJI zepsuło sklep Apple

Kim Kardashian to typowy amerykański, fenomen. Czyli pani, która jest znana wyłącznie z tego, że jest znana, a która jakimś bliżej niewyjaśnionym zbiegiem (nie)przypadkowych zdarzeń przebiła się do świadomości bardzo licznej grupy odbiorców. Jakby tego było mało, wielu ją wręcz wielbi i to do tego stopnia, że wczoraj zepsuli sklep Apple. Serio.

Kim Kardashian zaistniała w mediach po tym, jak… do Sieci wyciekła jej sex-taśma. Cholera nawet wie, czy do Sieci, bo sprawa jest już tak stara, że być może ta sex-taśma, jak poniekąd sama nazwa wskazuje, istniała naprawdę na taśmie VHS, którą fani amatorskiego porno i wielkich tyłków kopiowali sobie w domowym zaciszu i puszczali dalej w świat.

Jednak to nie geneza popularności Kim Kardashian jest ważna, bo jej i tak nie da się ogarnąć – w końcu sprawa działa się w Ameryce, a tam, jak powszechnie wiadomo, nic nie odbywa się w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem.

Wystarczy popatrzeć na Amerykanów, którzy dostęp do broni mają od urodzenia, zaś piwka w postaci taniego sikacza mogą napić się w majestacie prawa dopiero w wieku 21 lat. Za tym, aby logiki nie doszukiwać się w działaniu tego narodu, przemawia też fakt, że niemal wszyscy tam aktywnie uprawiają jakieś sporty – biegają, jeżdżą na rowerze, biegają, grają w football (oczywiście inaczej niż cała reszta świata), biegają, jeżdżą na desce i biegają – a i tak są największymi grubasami na globie.

Wracając do Kim i jej tyłka, para ta stwierdziła, że można jeszcze trochę zarobić na Amerykanach.

Dlatego postanowili sprzedawać im malutkie graficzki, ale takie naprawdę tyci-tyci-tyciuteńkie, które będą prezentowały okazały zadek Kim. Do pakietu z tyłeczkiem dorzucono kilka innych grafik. Są cycki, jest laska tańcząca na rurze, są też symbole kawy, pączka, suszarki do włosów, kobieta w ciąży, ręka robiąca selfie i dłoń pokazująca fuck you. Jest też coś, co wygląda jak brzoskwinka oblana śmietanką lub… nie, nie – wolę pozostać przy tym, że to naprawdę brzoskwinka polana śmietanką.

Jednym słowem: grubo.

Pani Kim i jej tyłek stwierdzili, że będą czesać hajsy na posiadaczach iPhone’ów. Jak pomyśleli, tak zrobili. Zestaw emotikonek (tzw. emoji) został przechrzczony na potrzeby marketingowe na KIMOJI. Kimoji trafiły do App Store’u, skąd można było je pobrać na iPhone’y. Stop, ależ oczywiście, że nie można było ich ot tak pobrać za darmo na smartfon. Trzeba było zapłacić 1,99 dol. czyli na cebuliony to jakieś 7,7 zł. Myślicie sobie, po kiego ktoś miałby poświęcić piwo, albo 10 piw z Biedronki, na to, żeby w smartfonie mieć mały wielki tyłek Kim. Też nie wiem. Jednak są też osoby, które mają inne zainteresowania i inne potrzeby. Ile ich jest? Całkiem sporo. Jeśli wierzyć informacjom podawanym przez Kim Kardashian oraz Forbesa, w pewnej chwili KIMOJI pobierało się ze sklepu Apple w tempie… 9 tys. zakupów na milisekundę. Tak, dziewięć tysięcy pobrań w ciągu jednej tysięcznej sekundy. 

Gdyby takie tempo utrzymało się przez całą sekundę, to w jej ciągu zostałoby pobranych 9 mln KIMOJI.

Jednym słowem: grubo. Efekty? Kim i jej fani rozłożyli dzisiaj na łopatki sklep Apple – App Store. Serwery nie wyrobiły i zarządzały przerwy. Kim z rozbawieniem komentowała całe zajście na swoim Twitterze nie dowierzając, że tyłek zmiażdżył Apple’a. To co w fenomenie takich osób jak Kim Kardashian ciekawi mnie najbardziej, to fakt, że są ludzie, którzy potrafią ich popularność wykorzystać. W przypadku EMOJI zarobiła Kim, ale zapewne ładna sumka skapnęła komuś, kto wpadł na pomysł i zajął się jego realizacją oraz wykonaniem. Są też inne przykłady. Taka Hillary Clinton, która jest kandydatką na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie zawsze szło jej w debatach, w których wielu kandydatów zupełnie odpływało, więc stwierdziła, że zrobi coś takiego:

10 tys. ponownych udostępnień i 30 tys. polubień nie daje jeszcze Hillary Clinton zwycięstwa w wyborach, ale wystarczyło do pokonania większość zdjęć tyłka Kim, a to już przecież musi coś znaczyć.

Dodajmy do tego, że o selfie Hillary i Kim napisały media na całym świecie i wychodzi na to, że w pojedynku Hillary kontra tyłek Kim kandydatka na prezydenta wygrywa przez nokaut.

O tym, że internetowe gwiazdki mają wielką moc w Stanach wie nie tylko Hillary Clinton. Donald Trump stwierdził, że musi przebić Clintonową, która zrobiła sobie fotkę z Kim i jej tyłkiem, więc poszukał do wspólnej fotki kogoś, kto o tyłkach wie wszystko. Okazało się, że tą osobą jest Dan Bilzerian – tzw. król Instagrama, który każdego dnia wrzuca w na swój profil zdjęcia rozebranych super-modelek, nierozebranych super-samochodów i stosy banknotów, które spokojnie wystarczyłyby na zrealizowanie 5% obietnic wyborczych PiS-u.

In an age of pussified political correctness, you have to respect people who remain unfiltered

A photo posted by Dan Bilzerian (@danbilzerian) on

Na tym tle dość ciekawie wyglądają polscy politycy, którzy zamiast, jak Amerykanin przykazał zrobić sobie zdjęcie z Natalią Siwiec, Anną Lewandowską lub Ewą Chodakowską wychodzą z założenia, że lepiej będzie, jak otworzą usta.

No i potem mamy: 500 zł na dziecko, 100 mln zł dla każdego Polaka i obniżkę podatków co 4 lata.

Jednym słowem: grubo.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement