Raj dla przestępców, czy kusząca wizja anonimowych zakupów? Zerocoin zlikwiduje największą wadę Bitcoina

Artykuł/Technologie 10.11.2015
Raj dla przestępców, czy kusząca wizja anonimowych zakupów? Zerocoin zlikwiduje największą wadę Bitcoina

Bitcoin nie jest anonimowy, jest pseudonimowy. Być może do czasu – Zerocoin to startup, który chce zapewnić pełną prywatność transakcji online.

W ciągu ostatniego miesiąca kurs bitcoina wzrósł o 91 proc. – z 240 na 460 dol., a nawet stał się tematem przewodnim wydań The Economista i Bloomberga. Dużo działo się w świecie polityki, gdyż na mocy wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości transakcje wymiany bitcoinów zwolniono z VAT-u na terenie UE.

Jeśli zaś chodzi o finanse, to inwestycje w technologie okołobitcoinowe przekroczyły już miliard dolarów od początku obecnego roku, a jednym z przykładów udanego wejścia na rynek okazało się Gemini – giełda braci Winklevos, „pomysłodawców Facebooka”.

Gorącym tematem ostatnich dni jest jednak ujawnienie się startupu Zerocoin, który obiecuje uczynić bitcoina anonimowym.

Czy bitcoin jest anonimowy?

Nie, a oto dlaczego:

  • transakcje są publiczne i stale zapisywane (chodzi tu o numery portfeli bitcoina, a nie o nazwiska).
  • większość giełd, na które natrafiłem wymaga weryfikacji konta np. skanem dowodu osobistego.
  • a to już miej oczywiste: sklep online może połączyć naszą płatność w BTC z adresem wysyłki, a sklep stacjonarny powiązać twarz (nagranie monitoringu) – również z płatnością.
  • istnieją wyspecjalizowani analitycy blockchaina, którzy śledzą transakcje (np. analiza nawyków zakupowych).

W systemie płatności istnieje więc nisza, którą wypełnić postanowili badacze z Uniwersytetuy Johna Hopkinsa, którzy już przed dwom laty zaproponowali zmiany w protokole bitcoina. Miałyby one na celu stworzenie waluty zapewniającej taką prywatność i anonimowość, jaką tylko współczesna matematyka może zaoferować.

Przed tygodniem ich starania zostały skonkretyzowane założeniem startupu Zerocoin Electric Coin Company, na czele którego stanął amerykański kryptograf Zooko Wilcox-O’Hearn (pisze o nich Wired).

Startup reklamuje się bardzo chwytliwym hasłem:

Bitcoin to HTTP dla pieniędzy. My jesteśmy HTTPS.

Pierwszy jest protokołem niezaszyfrowanym, drugi już szyfrowanym. Sprawdzić to możecie nawet na Facebooku, klikając na kłódeczkę obok adresu. Pokaże się wam wówczas karta, według której strona używa szyfrowania TLS 1.2.

Aby zrozumieć czym Zerocoin odróżnia się od bitcoina, przypomnijmy sobie (lub dowiedzmy się) jak działa blockchain – sieć napędzająca bitcoina (poniżej znajdziecie cytat z mojej książki o bitcoinie):

Każdy z posiadaczy bitcoinów ma klucz publiczny, a każda moneta jest do jakiegoś klucza przypisana. Jeśli zachodzi potrzeba, aby zmieniła ona swojego właściciela, to klient (program obsługujący transakcje i portfele) tworzy transakcję, w której obok kwoty wyrażonej w bitcoinach zapisuje także klucz publiczny nowego właściciela, podpisując wszystko na koniec kluczem (także publicznym) właściciela pierwotnego.

 

W przypadku kolejnych przelewów następuje podobny ciąg zdarzeń, który w jednej transakcji łączy klucz nowego właściciela z kluczem starego i kwotą. Wszystkie te akcje zapisywane są właśnie w blockchainie, a następnie „rozgłaszane” pomiędzy wszystkimi klientami podpiętymi do sieci. Łańcuchy bloków są przez cały czas dopisywane i zawierają w sobie informacje o wszystkich transakcjach od początku istnienia Bitcoina.

 

Nim dana transakcja zostanie potwierdzona, jej poprawność sprawdzają komputery, na których zainstalowane są klienty Bitcoina. Interesuje je to, czy fundusze rzeczywiście należą do tego, kto je wydaje, a także czy nie jest to próba dwukrotnego wykorzystania tego samego bitcoina. Gdy dany przelew zostanie dołączony do bloku, czyli listy wszystkich dotychczasowych transakcji, całość jest dopisywana do łańcucha ciągnącego się od poczętku istnienia wirtualnej waluty.

Zerocoin w odróżnienieniu od bitcoina nie ujawnia zaś żadnych informacji o źródle płatności.

Wykorzystuje w tym celu dowód z wiedzą zerową – „procedurę kryptograficzną, w której jedna ze stron potrafi udowodnić drugiej, że dysponuje pewną informacją, bez jej ujawniania” (za Wikipedią).

Przekładając to na kryptowaluty: bitcoin z jednego adresu (posiadacza osoby kupującej jakiś produkt) wymieniany jest na zerocoina, a później ten zerocoin wymieniany jest na innego bitcoina, który trafia do portfela sprzedającego produkt.

Wymaga to nieco większego wysiłku wkładanego w weryfikację posiadaczy coinów, co jednak według tej pracy nie powinno znacząco wpłynąć na czas przeprowadzania transakcji. Praca ta to zaś udowadnianie przez użytkownika, że dany zerocoin został wydobyty w tym, a nie innym segmencie i weryfikacja znajomości przypisanych do niego kodów (dowód z wiedzą zerową).

Użytkownik może samodzielnie ujawnić, że płatność pochodzi z jego konta, ale wybór zostaje po jego stronie.

W tym momencie można sobie wyobrazić, że zerocoiny byłyby świetną opcją dla przestępców szukających łatwej drogi do prania brudnych pieniędzy. Zerocoiny świetnie nadałyby się także do obsługi czarnych rynków pokroju Silk Road, gdzie nikt nie chciałby zostać powiązany z kupowanymi (nielegalnymi) towarami.

To wszystko prawda.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że przestępcy chcący oszukać organy ścigania już teraz mają dla siebie multum opcji do wyboru. Są kraje takie jak Panama, gdzie pranie pieniędzy przychodzi łatwiej niż w innych miejscach na świecie dzięki zakładaniu firm-słupów.

Można wykorzystać też samego bitcoina mieszając konta i przeprowadzając wiele transakcji, aby ukryć ich pochodzenie, albo skorzystać z usług Dark Wallet czy Bitcoin Fog. Dla chcącego nic… są wyzwania.

Niemniej użycie w praktyce idei startupu Zerocoin może się stać wiodącą drogą wymiany kryptowalut (nie tylko bitcoina), bo czy perspektywa zupełnie anonimowego obracania pieniędzmi w Internecie nie jest kusząca?

Wierzą w nią w Krzemowej Dolinie. W Zerocoina zainwestowano już 715 tys. dol., a wśród wspierających znalazły się nie tylko osoby wpływowe w środowisku bitcoina, a również inwestorzy w Twittera czy Ubera.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement