Smartfon Pepsi nie powinien nikogo dziwić. Prawdziwe szaleństwo zacznie się za chwilę

Felieton 12.10.2015
Smartfon Pepsi nie powinien nikogo dziwić. Prawdziwe szaleństwo zacznie się za chwilę

Smartfon od Pepsi – taka wieść obiegła dzisiaj świat. Od razu trzeba było dodać, że to nie błąd, nie żart, nie jakaś niesamowita pomyłka, ale coś, co może faktycznie ziścić się w najbliższej przyszłości. Dla jednych może to być sporym szokiem, dla innych po prostu niespodzianką, a mnie… w ogóle to nie dziwi.

Na całym rynku mobilnym znajdziemy obecnie co najmniej kilkunastu znaczących (w mniejszym lub większym stopniu) producentów, oraz kilkudziesięciu (a może nawet i ponad setkę) takich, którzy znaczenie mają w najlepszym przypadku lokalne lub czasy świetności mają dawno za sobą. Wśród tych wszystkich marek zajmujących się tworzeniem smartfonów jakiekolwiek emocje wiążę tylko z dwoma. I to z dwoma, które można zaliczyć do tej ostatniej kategorii.

Chodzi o BlackBerry, które towarzyszyło mi nie tylko jako smartfon przez kilka dobrych lat, oraz HTC, które – jeszcze pod inną wtedy marką – było moim pierwszym krokiem w świat Windows Mobile i ogólnie smartfonów w wydaniu „dotykowym”. Cała reszta, niezależnie od tego, jak dobre produkty oferuje, jest mi całkowicie obojętna. Podziwiam Apple’a, szanuję Samsunga, doceniam LG, a Meizu potrafi mnie zaskoczyć, ale nic mnie w ich kierunku nie ciągnie.

Tym bardziej, że smartfony już dobrych kilka lat temu osiągnęły dla mnie poziom satysfakcjonujący pod każdym względem. I czasu pracy na pojedynczym ładowaniu, i jakości wykonania, grubości i masy, i wydajności, i nawet jakości wykonywanych zdjęć. Starsze modele, które aktualnie posiadam, nie powalają mnie żadnym z tych elementów, ale są na tyle bardzo ok, że nie znajduję żadnego uzasadnienia dla zmiany. Do tego żadna z tych dwóch firm w ostatnich latach nie błyszczała specjalnie i wszelkie podejścia do zakupu jakiegoś ich produktu są dość wcześnie, a przede wszystkim skutecznie, blokowane przez zdrowy rozsądek.

Oprócz tego pojawił się jeszcze jeden, nieobecny wcześniej czynnik. Kiedyś tanie i ogólnie uznawane za „niezbyt drogie” smartfony oferowany stosunkowo niewiele. Dziś za mniej niż 1000 zł można kupić urządzenie, które dorównuje lub nawet przewyższa niedawne flagowce, a więc i z nawiązką spełnia wszystkie moje oczekiwania.

Tyle tylko, że znów pojawia się problem marki. Nie żebym upierał się za wszelką cenę przy jakimkolwiek znaczku „premium”. Nie. Po prostu chcę mieć na swoim telefonie znaczek, który dobrze mi się kojarzy. I tego warunku większość producentów świetnych, często genialnie wycenionych smartfonów, po prostu nie spełnia. Nie, nie stawiam logo Xiaomi poniżej np. Samsunga. Obydwa są dla mnie natomiast zupełnie obojętne.

Mamy więc na rynku pełno świetnych, odpowiednio wycenionych urządzeń, które potrzebują tak naprawdę tylko jednego – logo. I wszystko wskazuje na to, że będą je dostawać coraz częściej, a Pepsi za jakiś czas będzie tylko jednym z wielu, bardzo wielu przykładów. I nikogo nie będzie to dziwić. Ba, już teraz nikogo nie powinno. Takie smartfony są już przecież na rynku i hasło „nie wyobrażaliście sobie, że ten producent zacznie robić smartfony”, niedługo stanie się zbyt oklepane, żeby w ogóle z niego korzystać.

marshall london 5

Weźmy bowiem dwa podstawowe składniki rynku mobilnego – przeciętnego użytkownika i przeciętny smartfon, ale z tego drugiego zdrapmy logo (ten pierwszy, jeśli jakieś logo posiada, może je zachować). Potem podajmy mu kolejny telefon, również pozbawiony logo. I kolejny, kolejny, kolejny. Biorąc pod uwagę, jak wielkie jest prawdopodobieństwo tego, że wszystkie, albo przynajmniej większość, będą pracować pod kontrolą Androida, szanse na to, że poprawnie zidentyfikuje przynajmniej jedną markę, są raczej minimalne. Ba, w przypadku przeciętnego użytkownika są niemal zerowe.

Zerowe ma też dla niego znaczenie to, jakiej faktycznie marki są te urządzenia. Nazwy gigantów elektroniki czy też „młodych gniewnych” (i prosto z Azji) mówią mu przeważnie niewiele. Nie interesuje się tym, chce mieć po prostu dobry telefon. A dobry telefon jest w tej chwili w stanie zapewnić niemal każda firma, czy ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych, na Tajwanie, w Polsce czy w Chinach. Prostokąt z zaokrąglonymi rogami. Jeden podobny coraz bardziej do drugiego. Jeden i drugi działający niemal tak samo, z różnicami możliwymi do wychwycenia tylko w syntetycznych testach.

Do tego dochodzi jeszcze rosnące znaczenie ODM-ów oraz marek, które niektórzy starają się budować na ich bazie zupełnie od zera. Co ważne – czasem się to udaje, na co mamy przykłady nawet w Polsce.

I właśnie w tym ujednolicaniu się sprzętów mobilnych mogą skorzystać ci, którzy swoje marki mają już umocnione w świecie nie-technologicznym. Może i smartfony firmowane przez luksusowe marki samochodów nie są do końca (z racji ceny) odpowiednim przykładem, ale dobrze pokazują o co chodzi. Nikt tych telefonów nie kupił, bo miały dobre parametry – kupowano je dla logo. A gdyby takie moto-smartfony wypuścili też inni, mniej kojarzący się z luksusem, więc mogący pozwolić sobie na niższe ceny? Smartfon BMW, smartfon Volvo, smartfon Skody. Tablet Audi już przecież był – niby jako element wyposażenia, niby tylko przez Audi „oznakowany”, ale jednak zrobił spore zamieszanie. I mogę się założyć, że niejeden fan marki chciałby go mieć w domu. Może na nowe auto tej marki nie może sobie pozwolić, ale tablet z czterema pierścieniami sprawiłby sobie chętnie.

Tańszy, wydany niedawno smartfon firmowany przez Marshalla też pewnie część osób kupi dlatego, że zdobi go logo, które kojarzy im się dobrze. A w jego – i innych – ślady pójdą też kolejni. Skoro bowiem parametry będzie już coraz trudniej sprzedać, będzie trzeba kombinować inaczej. Na takie kombinowanie nie wszyscy jednak będą mogli sobie pozwolić.

Nadal się śmiejecie? Zobaczcie, kto właśnie próbuje przejść niemal tę samą drogę (choć oczywiście nie w dokładnie taki sam sposób), z rynku elektroniki użytkowej do rynku teoretycznie zupełnie z nią niezwiązanego, czyli motoryzacyjnego. To oczywiście Apple i na punkcie Apple-samochodu niektórzy szaleją już teraz. Nie dlatego, że Apple faktycznie może zmienić motoryzację, ale dlatego, że… no cóż, dlatego że to Apple.

Da się? Oczywiście.

* Grafika: Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement