Musiałem się hamować, żeby nie zacząć krzyczeć i klaskać razem z gośćmi konferencji Microsoftu

Felieton 06.10.2015
Musiałem się hamować, żeby nie zacząć krzyczeć i klaskać razem z gośćmi konferencji Microsoftu

Nie pamiętam drugiej takiej konferencji technologicznej! Możliwe, że nie pamiętam, bo po prostu nie miałem jeszcze okazji oglądać czegoś podobnego. Nie umiem odszukać w pamięci konferencji, przy oglądaniu której, w domu, przed monitorem, musiałem się hamować, żeby nie wstać z krzesła i zacząć krzyczeć i klaskać razem z publicznością zgromadzoną na miejscu. A to co dzisiaj zrobił Panos Panay… Czapki z głów! Ten gość jest wielki!

Początek konferencji był średni. Prowadzący podawał liczby związane z Microsoftem i Windowsem. Za każdym razem robił przerwę, która miała pozwolić publiczności złapać oddech i ochłonąć po owacjach. Problem był taki, że żadnych owacji nie było. Nuda i grobowa atmosfera.

Jedynie liczba instalacji Windowsa 10 (ponad 110 milionów) zrobiła na widzach wrażenie. Później ożywiła ich nieco informacja, że Windows 10 swoją popularność zawdzięcza nie tylko darmowej aktualizacji (która jest dostępna dla posiadaczy komputerów z Windows 7 i 8), ale również faktowi, że premiera nowego systemu Microsoftu przełożyła się na ożywienie sprzedaży nowych komputerów. To bardzo dobry znak.

Mimo tych dwóch początkowych, małych zachwycików konferencja zaczęła się dość spokojnie. Do czasu… gdy zaprezentowano HoloLens. Wtedy tłum zwariował. Sam byłem w szoku, bo prezentacja pokazała zupełnie nowe oblicze gier wideo. Jednak cena zestawu deweloperskiego – równe 3 tys. dol. – podziałała jak kubeł zimnej wody wylany na moją głowę. W ciągu sekundy zrozumiałem, że ta growa rewolucja jest jeszcze daleko, i przez długi czas pozostanie poza zasięgiem milionów graczy.

Panos Panay, czyli właściwa część konferencji Microsoftu

Gdy Panos Panay zaczął opowiadać o nowych Lumiach… byłem w siódmym niebie. Mój wewnętrzny geek dosłownie wariował, jak dziecko w wesołym miasteczku. I choć jestem zadowolonym użytkownikiem Androida, to Panay narobił mi takiego smaka na Lumię, że nie mam pojęcia jaki będzie mój następny smartfon. Dzisiaj po prostu nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

A potem? Mimo że Panay wszedł na konferencję na pełnej petardzie, to później nie zwalniał tempa. Złapał świetny kontakt z publicznością, zadawał im pytania, ciągnął ich za język, opowiadał o tych zachowaniach, które zaobserwował wśród widzów. Bajka, bajka, bajka.

microsoft-lumia-950-xl-2

Nie pamiętam, żeby jakikolwiek pracownik Microsoftu potrafił tak prowadzić prezentacje. Panos Panay świetnie poruszał się w tematach technicznych, tłumaczył zawiłości niezrozumiałe dla wielu gości, a chwilę później podawał bardzo obrazowe przykłady z własnego życia.

Oglądając Panosa Panaya nie miałem wrażenia, że mam do czynienia z “bardzo znanym sprzedawcą laptopów” (pozdrowienia dla Pani Jandy), ale z gościem, który opowiada o sprzętach, które tworzy, które sprzedaje, ale które są również jego ulubionymi narzędziami. Które sprawiają, że życie staje się wygodniejsze. A może nawet lepsze.

Po Lumiach Panay zaprezentował dwa nowe urządzenia z rodziny Surface. Ale jak to zrobił!?

Panos Panay jest twórcą pierwszego Surface’a oraz wszystkich kolejnych, i widać, że z owoców swojej pracy jest niesamowicie zadowolony i dumny. Panos z nieskrywaną pasją opowiadał o tablecie Surface Pro 4 i niesamowitym Suraface Book’u. Z pełnym zaangażowaniem omawiał elementy, które sprawiają, że urządzenia te są niesamowitymi sprzętami.

Widziałem jego radość na twarzy – taką autentyczną – gdy opowiadał o badaniu satysfakcji klientów, którzy posiadają tablety Surface – 98 proc. z nich poleciłoby te urządzenia swoim rodzinom i przyjaciołom, czyli najbliższym i najważniejszym dla nich osobom na świecie. Panay był zadowolony i dumny. Wcale mu się nie dziwę – jego produkty zostały docenione przez użytkowników, a gotowość do polecenia ich rodzinie jest najlepszą reklamą, jaką twórca tych sprzętów mógł sobie wymarzyć.

Po konferencji miałem w głowie tylko jedno pytanie – kim był ten gość od Lumii i Surface’ów. Z pomocą przyszedł Maciek Gajewski, który wskazał osobę Panosa Panaya i nakreślił, kim ów jegomość jest – tutaj znajdziesz jego bio.

Nie umiem znaleźć odpowiednich słów, którymi mógłbym wyrazić emocje, towarzyszące mi podczas oglądania fragmentów konferencji, podczas których na scenie był Panos Panay. To co zrobił dzisiaj ten człowiek na tej scenie na długo zapadnie w mojej pamięci.

Panie Panos Panay, dzisiaj mnie Pan kupił.

PS Szybko odszukałem Panosa Panaya na Twitterze i dodałem do obserwowanych. Jeśli chcesz też to zrobić, to ułatwiam zadanie – tu jest jego konto.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement