Konferencja Apple to wielki sukces… Microsoftu

Felieton/Blog Forum 12.09.2015
Konferencja Apple to wielki sukces… Microsoftu

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Konferencje Apple były już niejednokrotnie miejscem wystąpień wielu gości niepracujących na co dzień w firmie z Cupertino. Nie ma w tym niczego dziwnego, bo wszystkie te osobistości mówiły o swoich produktach, które mogą istnieć dzięki technologiom Apple. Tegoroczny keynote był jednak zaskakujący, gdyż na scenie pojawił się ktoś, kogo raczej nikt się nie spodziewał – sam wiceprezes Microsoftu. Czy zatem etap batalii pomiędzy MS i Apple można uznać za zakończony?

Rywalizacja pomiędzy użytkownikami Maków i PC to jedna z największych wojen, jakie pamięta świat IT. Zarówno fani jednej, jak i drugiej platformy mocno przystają przy swoich racjach i w toczonych nieustannie w Internecie dyskusjach próbują przekonać zwolenników innych produktów, do zmiany własnego zdania. W rzeczywistości jednak różnice pomiędzy tymi firmami nie są wcale tak wielkie, jak można by sądzić i oba przedsiębiorstwa potrzebują się bardziej, niż wygląda to przy pierwszym spojrzeniu. Na konferencjach Microsoftu wciąż zauważyć można komputery Mac, a w materiałach prasowych Apple łatwo ujrzeć Tima Cooka stojącego na tle iMaca… z zainstalowanym Windowsem. To oczywiście tylko proste przykłady, a w rzeczywistości podobieństw i modeli współpracy tych korporacji jest jeszcze więcej.

Z drugiej strony obie firmy starają się stworzyć swój wizerunek na podstawie rywalizacji z konkurentem. Wielokrotnie reklamy obu firm opierały się na porównywaniu konkurencyjnych produktów i pokazywaniu wyższości jednych nad drugimi. W ostatnich latach etap takich marketingowych wojen został znacząco złagodzony, a środowa konferencja może niemal symbolizować ich koniec. Sytuacja, w której na scenie Apple pojawił się ktoś z Microsoftu, miała do tej pory miejsce tylko raz, gdy firma z Cupertino znajdowała się w sporych tarapatach, a bardzo bogaty wtedy twórca Windowsa, pomógł jej wyjść z opresji. Od tego czasu minęło już jednak wiele lat i wszyscy już zapomnieli o tym akcie współpracy Steve Jobsa i Billa Gatesa. Aż do ostatniego keynote.

Drodzy Państwo, teraz czas na Microsoft

COexiWwWEAEZtwl

Nie ukrywam, że sam byłem zaskoczony tym wstąpienieniem, chociaż o współpracy pomiędzy Apple a Microsoftem piszę od lat. Kirk Koenigsbauer, wiceprezes Microsoftu pojawił się na konferencji, aby przedstawić Office na iPada Pro, którego pokazało wtedy Apple. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, bo Office dla tabletów Apple wydany został już chwilę temu, gdyby nie fakt, że większy iPad to rozwinięcie idei tabletu Surface Microsoftu. Nawet użytkownicy Apple dostrzegają, że wiele pomysłów giganta z Redmond zostało po prostu przez projektantów w Cupertino skopiowanych. To nic złego, takie podbieranie sobie pomysłów trwa w informatyce od lat, ale sądziłem, że Microsoft wykorzysta iPada Pro do pokazywania, że produkty z Redmond to dziś wzór innowacji – nawet dla Apple.

Nic takiego się nie stało, a wręcz przeciwnie – Microsoft przyłączył się do Apple. Jeszcze kilka lat temu w spotach reklamujących tablety z Windows, przedstawiano pakiet Office jako cechę, która wyróżnia ten sprzęt od iPadów. Dziś nie dość, że Office jest dostępny dla iPadów, to zachwala go sam wiceprezes Microsoftu, pośrednio namawiając do nabycia sprzętu z Cupertino.
Chociaż to w sporej części zwycięstwo użytkowników Apple – zyskali produkt, który dotąd był zaletą sprzętów konkurencji, to należy uznać to również za spory sukces Microsoftu. Należy pamiętać, że Apple ma własny pakiet biurowy, konkurencyjny dla Office. To iWork, dostępny za darmo ze wszystkimi nowymi tabletami i komputerami z Cupertino. Tim Cook, zamiast samemu przedstawić zalety własnego rozwiązania, ustąpił miejsca szefowi konkurencyjnego przedsiębiorstwa, by ten na oczach milionów użytkowników, przedstawił zalety swojego rozwiązania. Tym samym po cichu akceptując fakt, że iWork to jedynie dodatek, a przy zaawansowanej pracy liczy się tylko Office.

Na tym wszystkim z pewnością zyska Microsoft. Office jest od lat flagowym produktem tej firmy i prezentacja go na konferencji Apple sprawi, że jeszcze więcej użytkowników tabletów z iOS i komputerów z OS X zdecydowana będzie wykupić licencję na Office 365. Skoro pokazali go na konferencji, to znaczy, że to dobry produkt. Wręcz lepszy od Apple’owego iWorka.

Apple bez Microsoftu nie istnieje. I vice versa.

ipad-pro-2

Gdy korzystałem z Maka, na moim komputerze stale towarzyszyła mi maszyna wirtualna z Windows. Myślałem, że to profanacja, ale gdy przyjrzałem się komputerom innych, zdecydowanie bardziej zatwardziałych MacUserów, szybko orientowałem się, że na większości z nich znajduje się pakiet Office, a dla wielu fanów Apple, podobnie jak dla mnie, pomocniczym systemem jest Windows. Ba, w niemałym szoku byłem, gdy zobaczyłem podłączenie się poprzez pulpit zdalny do desktopu z okienkami, na Maku umieszczonym przy kasie. Z drugiej strony będąc w studenckich grupach Microsoftu widziałem wiele osób z iPhone’ami czy iPadami, które wprost mi oznajmiały, że te produkty są praktyczniejsze niż rozwiązania z Redmond. Teraz w epoce zaawansowanych, mobilnych okienek jest z pewnością nieco inaczej, ale myślę, że urządzenia Apple nie zniknęły całkowicie z kieszeni wielu fanów produktów z Redmond.

Chociaż mogłoby się wydawać, że taka sytuacja pogrąża Microsoft, to warto mieć na uwadze, że jego sytuacja jest bardzo bezpieczna. Gigant z Redmond zarabia głównie na sprzedaży oprogramowania. Poza marketingową wojną tak naprawdę na jego kondycję finansową wpływu nie ma czy Office kupi użytkownik Windowsa, czy też Maka lub iPada, czy też Surface. Tak samo nieważne jest czy Windows zainstalowany zostanie na pececie, czy też na Maku. Liczy się fakt sprzedaży licencji, a co zrobi z nią użytkownik, dla sprzedawcy nie ma już znaczenia.

Naturalnie wiele osób mogłoby powiedzieć, że jeden sprzedany iPad to jeden tablet z okienkami mniej. Może w jakieś niewielkiej części tak jest, ale warto mieć na uwadze, że Satya Nadella swoim sprzętem celuje w uboższy segment użytkowników. Tablety z Windows to głównie urządzenia za kilkaset złotych, które nie są realną konkurencją iPada. Zwłaszcza modelu PRO, który był przedstawiany na środowej konferencji. Tym samym osoby, które mają kupić tani tablet z Windows i tak go kupią, a osoby, które potrzebują iPada Pro nabędą jego bez względu na ofertę Microsoftu. Ba, pamiętajcie, że Windows dla tańszych tabletów i tak dystrybuowany jest za darmo, więc nawet spadek sprzedaży tych urządzeń nie pogrąży w żaden sposób finansów giganta.
Jedyną zagadką dla mnie jest to czy teraz Surface zniknie z oferty MS. Jego popularność jest w porównaniu do iPada stosunkowo mała i nie jest on w stanie zagrozić pozycji Apple. Są aspekty, w których wciąż wygrywa od z iPadem Pro: w przeciwieństwie do niego to klasyczny komputer, na którym można uruchamiać pełnoprawne aplikacje, a nie ich mobilne odpowiedniki, do którego bez problemu wpiąć można pendrive czy drukarkę poprzez USB. To zalety, których wciąż nie ma iPad i które zdobywają uznanie wśród profesjonalnych użytkowników. Jednak atutów tego sprzętu jest obecnie coraz mniej i nie zdziwiłbym się, gdyby Microsoft po prostu pozbył się go i skupił się na produkowaniu software.

Jeśli będzie to robić dobrze, podbije serca (i porfele) zarówno użytkowników klasycznych pecetów, jak i tych, którzy zamiast nich wybrali Maka albo urządzenie z iOS.

A Tim Cook?

ipad-pro-2

Tim Cook przegrał już wojnę z Google, gdy musiał publicznie przyznać, że mapy tego giganta są lepsze od tych od Apple. Przegrał też z Samsungiem, gdy rok temu zaprezentował wielkiego iPhone – bezpośrednią odpowiedź na sukces fabletu Galaxy Note. Wygląda na to, że w środę milczeniem przyznał też, że iWork przegrał z Office. Wygrał natomiast… iOS. Jako platforma, na której rozwija się najlepsze oprogramowanie. Wszystkich gigantów rynku IT. I to jest sukces Apple. Chociaż jeszcze Steve Jobsa.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement