Piękna panika po ruchu Apple’a, czyli wymyślcie jak naprawić rynek treści!

Felieton/Technologie 28.09.2015
Piękna panika po ruchu Apple’a, czyli wymyślcie jak naprawić rynek treści!

Wiecie, czym różni się reklama w gazecie od tej w necie? Gazetowej zwykle nawet nie rejestrujemy świadomie, natomiast tę w Internecie często zauważamy, bo jak mały zazdrosny piesek podskakuje i zaczepia. No i… reklama w gazecie papierowej mnie nie śledzi. Ta w Internecie tak.

Apple w iOS 9 umożliwia blokowanie reklam. Po raz pierwszy API pozwoli na tworzenie zewnętrznych adblockerów, deweloperzy są przeszczęśliwi – to nowy dla ekosystemy sprzętów mobilnych Apple’a rynek i na dodatek rosnący. Eksperci straszą, że to koniec Sieci jaką znamy, że Apple chce najbardziej uderzyć w Google’a, że to korporacyjne przepychanki na których stracimy my użytkownicy. Wydawcy i twórcy treści mają pójść z torbami, jakość publikacji niedofinansowanych z powodu zablokowanych reklam ma się tragicznie zmniejszyć (jeszcze bardziej?) i w ogóle armagedon i naruszenie status quo branży.

Spokojnie. Internet się nie zawali.

Bardzo lubię, gdy w branży technologicznej coś się zmienia i nagle ci, którzy mogą na tym stracić zaczynają panikować.

Tak jest z muzyką. Wytwórnie wciąż twierdzą, że Internet zabija muzykę. Tak samo jest teraz z blokowaniem reklam w iOS. Tyle, że tak jak branża muzyczna nie istniała od zarania ludzkości i de facto status fizycznych nośników i wielkiej machiny nabrała nie tak dawno, tak samo reklamy w Sieci nie zawsze wyglądały tak, jak wyglądają dzisiaj. Ci sami ludzie, którzy 10-20 lat temu cieszyli się ze zmian dziś przez nie płaczą.

Ludzie z branży i fani ekstremalnego kapitalizmu twierdzą, że blokowanie reklam to zło.  Tymczasem przypomnę może, dlaczego lata temu wraz z pojawieniem się pierwszej wersji Firefoksa, która pozwalała na instalację rozszerzeń i pierwszego adblocka, ludzie zaczęli korzystać z blokowania reklam.

Pierwsze adblocki nie służyły jako tako samemu blokowaniu irytujących reklam, choć to też miało znaczenie, ale odpowiadały również na głośne wtedy kontrowersje ze śledzeniem użytkowników. Dużo mówiło się wtedy o złych cookies, o tym, że nie wiemy kto i kiedy nas śledzi i jeszcze wtedy nie byliśmy przyzwyczajeni do permanentnej inwigilacji. Adblocki miały choć trochę chronić prywatność. Używała ich wtedy garstka świadomych technologicznie, trochę paranoicznych użytkowników.

Dziś zgadzamy się na to, by kto chce wiedział o nas co chce, za to irytują nas wszechobecne, denerwujące, utrudniające życie w świecie dotykowych ekranów reklamy.

Wkurza nas to, że czasem reklamy ważą dwa, trzy razy więcej niż treść, która nas interesuje, że dwudziestosekundowy filmik poprzedza minuta reklam, że ni stąd ni zowąd wyskakuje nam wielki fiat z głupim sloganem i malutkim iksem, w którego nie da się trafić, więc tak lądujemy na stronie fiata.

Wkurza i przeraża nas trochę to, że gdy wygooglujemy buty i obejrzymy je w sklepie owe buty spoglądają i kuszą nas przez kilka kolejnych dni. Widzimy ich reklamę na Facebooku, na Verge’u, stronie Wyborczej, Spider’s Web, Niezależnej, YouTubie i na końcu nawet na Pornhubie. Jest to denerwujące, ale i niepokojące jednocześnie. Niby wiemy, że jesteśmy reklamowo śledzeni, jednak zobaczenie tego, jak działa system w praktyce jest po prostu przytłaczające.

Myślę, że nikt nie miałby pretensji i nie blokowałby reklam tak szeroko gdyby przypominały one reklamy z gazet – statyczne, niedopasowane do indywidualnego użytkownika, staromodne reklamy. Myślę też, że gdyby nie łatwość tworzenia stron i serwisów w Sieci sytuacja wielu internetowych podmiotów, których zysk oparty jest na reklamach nie byłaby taka tragiczna.

Nie wiem, na co komu 300 kolejnych podobnych do siebie stron przepisujących te same newsy z zagranicznych serwisów i z informacje prasowych. Wiem natomiast, że te 300 serwisów rywalizuje o pieniądze od tych samych reklamodawców i wiem też, że gazet o tej samej tematyce byłoby nie 300, a 3.

Skutkiem tego jest przesyt reklamowy, milion banerków i embedów, przekierowań i pułapek.

Skutkiem tego jest wysyp reklam natywnych, które celowo zwodzą czytelników, czytelników, którzy zwykle nie odróżniają reklam od zwykłych treści.

Skutkiem tego jest też irytacja internautów. Nie ściemniajmy – serwisy nie informują czytelnie jakie dane zbierają o użytkownikach. Nie dają jasno znać, że na ich stronach działa nawet po kilkadziesiąt skryptów od dziwnych podmiotów, że ich każdy ruch jest śledziony, że dane wysyłane są cholera wie gdzie. Oczywiście po to, by wyświetlać ciekawsze reklamy.

Od dobrych dwóch lat żyję jako duch. Blokuję skrypty, w tym reklamy, blokuję nawet analitykę, cookies i wiem, że Internet bez śledzenia jest niemal nieużywalny. Za każdym razem, gdy chcę skorzystać z jakichś funkcji stron, które odwiedzam – odtworzyć wideo, rozwinąć listę czy nawet skomentować – muszę ręcznie wyłączać blokery skryptów. O dziwo wpłynęło to na mnie bardzo pozytywnie. Szybko okazało się, że strony, które przypadkowo odwiedzam klikając w linki na fejsie, nie są warte mojego dodatkowego kliknięcia, że treści nie są na tyle interesujące bym wyłączyła blokery, że po dwóch latach mniej klikam, ale za to więcej wynoszę z podróży po internecie pełnym treści, które nie są nawet warte istnienia.

To taka moja może bezsensowna mała dywersja na status quo Internetu i systemu, w którym jestem tylko generatorem klików a nie partnerem, człowiekiem inteligentnym, który zasługuje na szacunek i treści, które nie opierają się na analizie tego, co jest teraz popularne i co będzie się klikać nieważne, jak jest to bezsensowne.

Trochę wbrew własnemu interesowi mam nadzieję, oczywiście bezsensowną, że wszyscy internauci zaczną używać adblocków, że tysiące specjalistów od reklam wpadnie w panikę, że agregatory durnych treści padną, że Internet zapłonie.

Obecny krajobraz internetu opartego na reklamach nie zasługuje na istnienie i wymaga całkowitej zmiany.

I jak nie lubię Apple’a, to strasznie podoba mi się, że bezprecedensowo i z jajami postanawia zachwiać tym statusem quo.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement