Aplikację, bez której nie wyobrażam sobie pracy na komputerze z Windows, włączyłem tylko raz

Aplikację, bez której nie wyobrażam sobie pracy na komputerze z Windows, włączyłem tylko raz

Po przesiadce z Ubuntu na Windows, a w międzyczasie liźnięciu OS X, odkryłem wadę w systemie operacyjnym Microsoftu, która doprowadzała mnie do białej gorączki. Mianowicie Windows nie potrafi(ł) w inteligentny sposób rozpoznać, nad którym oknem znajduje się aktualnie kursor myszy i przypisać scrollowania do akcji właśnie na nim.

Z rozczarowaniem odkryłem, że w Windows scroll działa dobrze, ale wyłącznie na oknie, w którym ostatnio wykonano kliknięcie. Pracując na kilku oknach, na wielu dokumentach oraz na paru aplikacjach pojawiają się problemy.

Gdy czytamy dane z jednego dokumentu np. arkusza kalkulacyjnego i na ich bazie budujemy inny np. dokument tekstowy, zdarza się, że będąc w trakcie pisania w oknie z Wordem chcemy scrollować okienko z Excellem – w tym celu najeżdżamy kursorem nad arkusz kalkulacyjny i scrollujemy, jednak Windows z uporem maniaka scrolluje to okno, które ostatnio klikaliśmy.

Przyznaję się bez bicia, że do czasu, gdy nie przesiadłem się z Windows na Ubuntu nie miałem pojęcia, że system operacyjny może działać tak dobrze. Ubuntu pełne jest takich małych usprawnień, przez które rozkłada Windows na łopatki. Co zaś zacząłem doceniać dopiero, gdy po kilku latach postanowiłem wrócić do pracy na systemie Microsoftu.

Wbrew temu, z czego często muszę się tłumaczyć, do zmiany Ubuntu na Windows nie zmobilizowały mnie problemy z Linuksem. Szczerze mówiąc to kilka lat z Ubuntu było dla mnie ulgą i świetnym odpoczynkiem od Windows, na którym wiecznie coś nie działało tak jak powinno. Wróciłem jednak z ciekawości, gdyż zbliżał się Windows 10 i bardzo chciałem go przetestować.

Wróciłem na Windows 8.1 i napotkałem szereg rozczarowań. Większość z nich nadaje się na materiał na osobną publikację, jednak zdecydowanie najbardziej irytującą wadą Windows okazał się wspomniany brak możliwości scrollowania okien, nad którymi aktualnie znajduje się kursor.

Wybawieniem okazała prosta, darmowa aplikacja – WizMouse.

Gdy ją pobrałem, wątpiłem, że może być dobrym rozwiązaniem. Archaiczny interfejs, kilka ustawień na krzyż, a do tego data obok informacji o zastrzeżeniu wszelkich praw wskazywała na porzucenie programu przez programistę w 2013 roku.

Interfejs WinMouse jest żywcem wyjęty z poprzedniej epoki, ale aplikacja działa!
Interfejs WinMouse jest żywcem wyjęty z poprzedniej epoki, ale aplikacja działa!

Nie zraziłem się jednak. Uruchomiłem program, przeklikałem się przez kilka ustawień i zostawiłem włączony autostart. I to w zasadzie był koniec mojej przygody z WizMouse. Nigdy więcej nie musiałem uruchamiać ręcznie programu, nie musiałem zmieniać ustawień, ani niczego poprawiać.

Aplikacja działała niezawodnie, jednak kilka dni temu ją odinstalowałem. Stało się tak tylko dlatego, że odkryłem, iż Windows 10 wreszcie nauczył się tego, co Ubuntu i OS X potrafią już od lat.

W Windows 10 program WinMouse nie jest już potrzebny, ponieważ system w standardzie pozwala na scrollowanie okien, nad którymi w danej chwili znajduje się kursor.

Jednak, na wszystkich komputerach ze starszymi wersjami Windows, na których mam czasem okazję pracować, WinMouse nadal jest zainstalowany. Ta mała aplikacja naprawdę potrafi usprawnić pracę i oszczędzić sporo nerwów.

Gorąco polecam WinMouse. Windows 10 też. No i oczywiście Ubuntu.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement