Windows jest zły, tylko dlatego że jest popularny. Taka prawda

Artykuł/Blog Forum 17.08.2015
Windows jest zły, tylko dlatego że jest popularny. Taka prawda

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Hitem ostatnich dni stała się wiadomość o nieuczciwych poczynaniach Kasperskiego. Firma, rzecz jasna, zaprzecza oskarżeniom, ale mleko już się rozlało. No i po raz kolejny rozgorzała dyskusja nad tym, dlaczego microsoftowy Windows to „kupa”.

O „gierkach” Kasperskiego napisał Łukasz Kotkowski. Tekst wywołał burzę komentarzy, które – o dziwo – nie skupiają się wcale na tym, czy firma faktycznie parała się „brudnymi praktykami” i co z tego wynikło. Dyskusję można podsumować krótko: Windows to śmieć, Linux ujdzie, a OS X to jedyny słuszny wybór.

W rozważania na temat wyższości świat Bożego Narodzenia nad Wielkanocą jakoś mi się wchodzić nie chce. Tym bardziej, że na co dzień – i nie, nie posypuję głowy popiołem – pracuję na „łindołsie”. Sporo czasu spędziłem z różnymi dystrybucjami Linuksa (i niebawem będę spędzał znów, z niekłamaną przyjemnością zresztą), natomiast z rozwiązaniami applowskimi do czynienia nie miałem. Wprawdzie, zdarzyło mi się w życiu parę razy pobawić iPhone’em czy iPadem, ale to nie czyni mnie ekspertem w sprawie „jabłuszek” i nie upoważnia do ocen.

Cała ta sytuacja i dyskusja pod artykułem Łukasza wzbudziła we mnie jednak pewną refleksję, którą chciałbym się z Państwem podzielić. I mam świadomość, że moja diagnoza może okazać się mocno kontrowersyjna, a nawet (proszę wybaczyć modne politycznie słowo) „zmiażdżona” w zarodku. Cóż, c’est la vie. Opinia jest jak dziura w… wiadomo gdzie – każdy ma własną.

Winda rządzi

W3 Schools na swojej stronie publikuje takie o to statystki (czerwiec 2015) odnośnie udziału systemów operacyjnych w rynku:

  • Windows: 78,6% (w tym ponad 50% Windows 7 i 23,3% Windows 8)
  • Linux: 5,9%
  • Mac (a więc rozmaite wersje OS X): 9.9%
  • Mobile (czyli systemy dedykowane urządzeniom przenośnym, bez podziału na producenta): 5,4%

Zostaje jeszcze 0.2%, które – jak przypuszczam – oznacza parę niszowych i już przestarzałych lub bardzo specjalistycznych rozwiązań.

Kluczowa jednak jest tu niemal 80% obecność Windows. Ten system jest wszędzie: w wielkich firmach wszelkich branż, w urzędach, szkołach, kościołach, domach prywatnych. Biorąc pod uwagę miliardy użytkowników komputerów na całym świecie – oznacza to, że korzystają z niego osoby zarówno będące doskonałymi specjalistami w szeroko pojętej dziedzinie IT, jak i takie, których znajomość obsługi komputera ogranicza się do wciśnięcia przycisku zasilania.

Rozpatrując sprawę czysto statystycznie – można przyjąć, że większość użytkowników Windows, to ludzie, dla których komputer albo jest prostym narzędziem (np. do prowadzenia wszelkich spraw administracyjnych w firmie) albo centrum rozrywki (filmy, gry, serwisy społecznościowe). Taki człowiek wchodzi do sklepu, kupuje urządzenie, włącza i nie zastanawia się co dalej – bo wszystko działa.

A kto korzysta z Linuksa? Głównie bardziej świadomi użytkownicy, często specjaliści powiązani w jakiś sposób z nauką czy technologią (szczególnie z branżą IT).

OS X to jeszcze inna bajka. Pomijając „lanserów”, to przeważnie ludzie dla których ich „jabłuszko” stanowi najważniejsze narzędzie pracy i – co ważne – którym nie w głowie szczeniackie zabawy, bo osiągnęli już jakąś pozycję w (najczęściej swoim) biznesie, pracy, życiu.

Dzieciaki

Starsi czytelnicy Spider’s Web z pewnością doskonale pamiętają pojęcie „script kiddies”. Tak określało się młodych ludzi (nieraz dzieci) – dziś powiedzielibyśmy „gimbazę” – bez żadnej wiedzy i doświadczenia, którzy próbowali rozmaitych „włamów” wykorzystując do tego skrypty i programy napisane przez innych i znalezione gdzieś w (wówczas jeszcze nie tak łatwo dostępnej) Sieci. Swego czasu to oni właśnie byli odpowiedzialni za większość nie tyle poważnych ataków, co małych, lecz uciążliwych problemów. Ot, taki przykład: słynny „Prosiak”, który swego czasu rezydował na niemal wszystkich komputerach w szkolnych czy akademickich pracowniach komputerowych. Szkody z tego wielkiej nie było, ale kiedy próbujesz się czegoś nauczyć, a tu nagle tacka CD-Romu zaczyna się wysuwać i chować jak szalona albo obraz na monitorze staje na głowie…

Od tego się zaczynało. A potem część z tych dzieciaków odkryła proste narzędzia. W szkołach, w ramach – skądinąd dość durnego – programu nauczania, wciskano do głowy Turbo Pascala. Niektórzy poszli dalej: odkryli asemblera i – to naturalna kolej rzeczy – odkryli też, że świetnie nadaje się do pisania wszelkiej maści wirusów, trojanów i tym podobnych. Niektórzy wyrośli ze szczeniackich zabaw, niektórzy poszli w profesjonalny rozwój, a inni wybrali karierę przestępczą.

Tak czy siak, wydaje się, ze to nie tłumaczy dlaczego to właśnie Windows jest najbardziej „zawirusowany”. Na pewno?

Bariera wejścia

Wspomniałem o popularności systemu Microsoft. Nie mam najmniejszego zamiaru zastanawiać się dlaczego Microsoft został praktycznie monopolistą, ani czy to dobrze. To zupełnie inna sprawa. Ważne jest, że dominacja Windows na świecie oznacza dwie rzeczy: olbrzymi „rynek docelowy” oraz bardzo niską „barierę wejścia”.

Innymi słowy: stworzenie najprostszego wirusa (wybaczcie uogólnienie) dla Windows jest naprawdę łatwe i równie łatwo jest się tego nauczyć.

W przypadku Linuksa sprawa jest nieco trudniejsza, ponieważ obsługi systemu na poziomie nieco wyższym niż tylko przeglądanie stron internetowych i oglądanie filmów, jest się nauczyć znacznie trudniej. A może nawet nie tyle trudniej, ile – znów, z powodu dominacji Windows – nikt do tego nie zachęca choćby w szkołach.

Wreszcie OS X. Tu bariera wejścia jest jeszcze wyższa. Bo raz, że dobrych źródeł informacji, które mogłyby pomóc w nauce programowania dedykowanego pod ten system i rozwiązania sprzętowe Apple jest o wiele mniej, niż w przypadku Windows. A dwa, że dla wielu młodych zaporowa jest cena sprzętu. Nie tylko młodych zresztą.

Mam to szczęście, że pracuję z ludźmi z całego świata, którzy na co dzień mają do czynienia ze sprawami informatycznymi – począwszy od „banalnych” stron internetowych, na serwerach skończywszy. Część z nas pracuje na Windows, część na Linuksie, są też zagorzali zwolennicy Apple. Ale kiedy dochodzi do dyskusji na ten temat, często padającym argumentem przeciwko Apple jest proste zdanie „I cannot justify the cost of it”. „Nie jestem w stanie usprawiedliwić ceny”, bo za te same pieniądze mam 2 wydajne komputery – jeden z Windows, drugi z Linuksem – na których mogę zrobić wszystko.

Co z tego wynika?

Myślicie, że nie ma wirusów na Linuksa i na Maki? Niektórzy tak twierdzą. Ale jeśli wrzucimy do jednego worka wszelkiego rodzaju szkodliwe oprogramowanie – nie tylko „prawdziwe” wirusy, bo dla przeciętnego użytkownika wielkiej różnicy to nie czyni – to okazuje się, że wcale tak różowo nie jest. Trzymając się choćby danych pochodzących ze skompromitowanego ostatnio, ale jednak doświadczonego w boju, laboratorium Kasperskiego: w 2014 roku wykryto prawie półtora tysiąca rodzajów infekcji skierowanych w OS X!

Wniosek z tego jest dość prosty: nie dlatego Windows jest tak zagrożony, że jest zły. Jest tak zagrożony, bo jego popularność jest drastycznie wyższa od popularności innych systemów.

Mogę się założyć, że gdyby jakimś cudem udało się odwrócić te proporcje i to Linux lub OS X napędzałyby 80% komputerów na świecie, to ich mit jako „bezpiecznych i niezawodnych” systemów nie miał by najmniejszej racji bytu.

Nie próbuję w ten sposób bronić Windows. Choć sam używam, nie uważam wcale „okienek” za system dobry. Ale prawda jest prosta jak budowa cepa: świadomi i myślący (!) użytkownicy zawsze sobie poradzą. W przypadku całej reszty najbardziej zagrożony zawsze jest i będzie ten system, który jest najpopularniejszy. Niezależnie od tego, który.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

* Zdjęcie: Shutterstock

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement