Nie znacie Lery Lynn? Przed „True Detective 2” też jej nie znałem

Felieton/Technologie 14.08.2015
Nie znacie Lery Lynn? Przed „True Detective 2” też jej nie znałem

Największym dla mnie odkryciem „True Detective 2” nie był Colin Farrell, którego miałem dotychczas raczej za przeciętnego aktora, nie był też fakt, że Nick Pizzolatto będzie wstanie napisać fabułę równie wciągającą co sezon pierwszy tego wybitnego serialu – była nim Lera Lynn.

Nie znacie Lery Lynn? Ja też nie znałem wcześniej. Ta urodzona w Texasie, młoda solistka nie miała wcześniej przesadnie wielkich osiągnięć muzycznych – ot, 3 albumy nagrane pomiędzy 2012 a 2014 r., które przeszły bez większego echa. Ale to się wkrótce zmieni. Wkrótce Lynn będzie znaną i cenioną wokalistką. Nie mam co do tego wątpliwości po tym, co zrobiła wspólnie z producentem i twórcą muzyki T Bone Burnettem przy okazji drugiego sezonu „True Detective 2”.

Zresztą nie chodzi tylko o muzykę, o której za moment, lecz o cały pomysł na to, jak wkomponować Lerę Lynn w „True Detective 2”.

Jeśli oglądaliście drugą odsłonę serialu Pizzolatto, to z pewnością zauważyliście wielokrotnie pojawiającą się artystkę w barze, w którym spotykali się Ray z Frankiem. Smęcąca powolną nutę, zmęczona piosenkarka z rozmazanym makijażem idealnie wkomponowała się w ciężki klimat tragicznej historii. Nie tylko słowa pieśni Lynn, ale także tempo utworów nawiązywały do dramaturgii wydarzeń. Postać, którą grała Lynn stanowiła wręcz klamrę, która łączyła całą skomplikowaną fabułę. Gdy w ósmym odcinku Lera wyśpiewała ostatni kawałek „Lately”, to spakowała gitarę i opuściła bar. Historia się dokonała, więc i muzyka przestała grać.

td2

To nie jedyny aspekt muzyczny, który w sprytny sposób wkomponowany jest w fabułę „True Detective 2”. Tak jak w pierwszym sezonie serialu, tak i w drugim, bardzo ważnym elementem była czołówka – tym razem wyśpiewana przez Leonarda Cohena w utworze „Nevermind” z ostatniej jego płyty.

W każdym z 8 odcinków „True Detective 2” utwór Cohena zawierał lekko zmodyfikowane słowa oraz inne przebitki z fabuły – uważni obserwatorzy mogli w nich dostrzec zapowiedź przyszłych wydarzeń.

Wracając jednak do Lynn.

Właśnie dzisiaj ma miejsce premiera soundtracka do drugiej odsłony „Detektywa”. Warto nie tylko go posłuchać od początku do końca, by dostrzec jak koherentny to album (jak na soundtrack), ale także warto sięgnąć do komentarzy T Bone Burnetta, w których opowiada o genezie każdego z kawałków.

Dla mnie Lynn jest niesamowitym muzycznym odkryciem. Już dawno nikt nie chwycił mnie za gardło tak prostymi, nieprzetworzonymi dźwiękami. Lynn występuje w większości jedynie z gitarą, do której podpięła zaledwie dwa efekty (flanger oraz delay). Mimo tego, brzmi to wspaniale i pełnie.

Rzadko też zdarzają się tak piękne melodie jak w „The Only Thing Worth Fighting For”, „My Least Favorite Life”, czy „Lately” – dziś, gdy muzyka opiera się w większości na technologicznych trickach.

Pieśni Lynn dopełniają w soundtracku do „True Detective 2” utwory Cohena, Nicka Cave’a, Bonniego Prince’a Billy’ego i Johna Paula White’a.

Za to wszystko uwielbiam Pizzolatto.

Za to, że można jego dzieła odkrywać na wiele przeróżnych sposobów. Że poukrywane są w nich smaczki z różnych dziedzin sztuki i filozofii. Że nie są jednoznaczne w odbiorze. Że nie walą w ryj widza prostymi trickami. Że odkrywają dla widza takie perełki, jak Lera Lynn.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement