Apple i Samsung nie będą miały w Chinach łatwego życia

Artykuł 07.08.2015
Apple i Samsung nie będą miały w Chinach łatwego życia

Apple utracił swój mobilny tron w Chinach, na który wspiął się zaledwie pół roku wcześniej, spadając na trzecie miejsce sprzedaży smartfonów. Inny międzynarodowy gigant, Samsung, znajduje się tuż poza podium. Jednak raport Canalyst pokazuje, że obaj producenci mogą niedługo znaleźć się jeszcze niżej.

Dwa pierwsze miejsca na chińskim rynku to wyścig między Xiaomi i Huaweiem, którzy to w ostatnim półroczu zyskali udział na poziomie odpowiednio 15,9% oraz 15,7%. 11,1% rynku nadal należy tam do smartfonów z nadgryzionym jabłkiem, a 8,7% do Samsunga, ale… tuż za Koreańczykiem toczy się dość zaciekła walka między dwoma producentami, którzy może nie zdobyli jak dotąd wielkiej popularności poza Chinami, ale na rodzimym rynku radzą sobie naprawdę dobrze.

Pomimo panującej tam stagnacji, zarówno Vivo jak i Oppo zyskały po blisko 8% udziału każdy, co plasuje firmy tuż za Samsungiem, który regularnie traci w Chinach klientów. A jeszcze rok temu ponad 1/5 wszystkich sprzedanych tam smartfonów pochodziła właśnie od koreańskiego producenta.

Sytuacji bliżej przyjrzał się Quartz, który pokazuje, dlaczego dwóm relatywnie nieznanym markom udało się osiągnąć tak dobre wyniki.

Co może być zaskakujące, obydwie firmy postawiły na sprzedaż retailową, w sklepach stacjonarnych. W jaki sposób ta strategia przynosi zyski? Otóż zarówno Vivo jak i Oppo korzystają z niewielkiej sieci dystrybutorów, którzy zajmują się ekskluzywnie produktami ich firmy, oraz współpracują bezpośrednio z sieciami sklepów, co przekłada się na większą liczbę zamówionych urządzeń.

W przeciwieństwie do większości firm, które wykorzystują rozległe sieci dystrybucji, by pobudzić konkurencję pomiędzy sklepami, Oppo oraz Vivo gwarantują swoim dystrybutorom stałą cenę, która nie zmieni się przez okres pół roku, oraz stabilną marżę.

Ciekawą strategią jest też skupienie sprzedaży w mniejszych ośrodkach miejskich, zamiast w pierwszorzędowych metropoliach, gdzie panuje ogromna konkurencja. Obydwie firmy oferują bardzo wysoki stosunek ceny do jakości, więc cieszą się zainteresowaniem klasy średniej w mniejszych miastach.

Zaskakujące jest również to, że obydwie firmy inwestują w tradycyjną reklamę w telewizji, gdzie sponsorują programy telewizyjne w Hunan TV. Strategie reklamowe skupiają się na pojedynczym aspekcie marki – Vivo chwali się głównie jakością dźwięku swoich urządzeń, podczas gdy Oppo reklamuje jakość aparatu.

chiny-sprzedaz-smartfonow

Zarówno podejście do sprzedaży jak i do reklamy jest zupełnie odmienne od lidera rynku, Xiaomi, który w przeciwieństwie do dwóch mniejszych producentów przeniósł około 70% sprzedaży swoich urządzeń do e-commerce’u, jak również bardzo sporadycznie inwestuje w tradycyjne reklamy w Chinach.

Quartz podkreśla, że identyczne strategie nie są w przypadku tych dwóch firm zbiegiem okoliczności, gdyż obydwie wywodzą się z jednego źródła, firmy elektronicznej BBK, produkującej niegdyś konsole do gier.

Obecnie BBK jest holdingiem łączącym trzy marki – Oppo, Vivo i… OnePlus.

Choć firmy nie mówią otwarcie o swoich zależnościach, które są źródłem wielu plotek w technologicznym światku, to ciężko nie zauważyć, że na jakiejś płaszczyźnie wszystkie te firmy ze sobą współpracują. Same o sobie mówią jako o „siostrzanych” firmach, dzielących tego samego inwestora, ale ich dokładna relacja nie jest znana.

Jeśli by spojrzeć na te trzy marki jako na jednego gracza, to ostatnia wypowiedź CEO OnePlus, Carla Pei, przestaje być aż tak odklejona od rzeczywistości.

W wywiadzie dla USA Today powiedział on, że w niedalekiej przyszłości na rynku ostają się jedynie Samsung, Apple i OnePlus. I choć ciężko nie traktować takich słów z przymrużeniem oka, to trio OnePlus-Vivo-Oppo może już na rynku międzynarodowym sporo zwojować.

Zanim to jednak nastąpi, trio powinno baczniej przyglądać się rodzimym rywalom, niż zagranicznej konkurencji. Xiaomi i Huawei rosną w zastraszającym tempie. Szczególnie ten ostatni, który przez ostatni rok „urósł” aż o 48%, a którego budżetowa marka Honor zaczyna sobie coraz śmielej poczynać.

Zatem o ile nie sądzę, aby na arenie międzynarodowej w najbliższym czasie układ sił uległ drastycznym zmianom, to na rynku chińskim spodziewam się sytuacji, w której to światowi giganci stanowią margines, a rodzimi producenci wiodą prym. Miłośnicy mobilnej technologii powinni się bacznie przyglądać wychodzącym stamtąd urządzeniom.

Powtarzaliśmy to już kilka razy, ale nie sposób tego przemilczeć – jedne z najciekawszych urządzeń tego roku pochodzą z Chin, szczególnie jeśli najważniejszym elementem jest stosunek ceny do jakości. Warto więc zapoznać się bliżej z tym, co oferują brylujące tam marki.

Kto wie, może to będzie twój następny telefon?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement