Continuum, czyli świetnie wykonana, nikomu niepotrzebna robota

Artykuł/Blog Forum 04.08.2015
Continuum, czyli świetnie wykonana, nikomu niepotrzebna robota

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Continuum na telefonie jest rozwinięciem świetnej koncepcji już teraz zastosowanej w najnowszym produkcie Microsoftu, czyli w Windows 10, polegającej na wykrywaniu przez system i aplikacje konfiguracji sprzętu na jakim pracujemy i dostosowanie się do niej. Jesteśmy na tablecie – UI jest dotykowe a elementy duże. Podpinamy myszkę i klawiaturę – wszystko dostosowuje się do tej formy interakcji. Wepniemy tablet w wysokiej rozdzielczości monitor a pojawią się dodatkowe opcje zarządzania oknami pozwalające na wykorzystanie dodatkowej przestrzeni.

Continuum działa nie tylko na poziomie systemu. Dzięki innej, nie mniej nośnej idei aplikacji uniwersalnych, te także będą zmieniać swoją formę zależnie od tego czy odpalimy je na PC, tablecie, konsoli czy telefonie.

Koncept to zaiste zacny i zupełnie pominięty przez idącą inną drogą konkurencję, co daje Microsoftowi szansę na uzyskanie rynkowej przewagi. Teoretycznie.

Po przyjrzeniu się sprawie pojawia się jednak ogromnie dużo wątpliwości.

Zacznijmy od dwóch prostych scenariuszy z naszego życia codziennego i zastanówmy się czy Continuum na telefonie ma jakiś sens.

1. Wakacje lub wyjazd

Obietnica posiadania w kieszeni spodni pełnoprawnego PC jest szczególnie kusząca kiedy jesteśmy poza domem. Czy jednak sam telefon, bez myszy, klawiatury i monitora to już jest pełnoprawny PC? Jestem poza domem i chcę popracować na swoim kieszonkowym PC. Gdzie niby miałbym to zrobić? Kto normalny zacznie szukać wszystkich koniecznych, komputerowych peryferiów? Zamiast tak kombinować o ileż prościej jest rozłożyć laptopa i w parę sekund zacząć pracować w kafejce, hotelowym łóżku, poczekalni czy w parku. Nawet jeśli w hotelu jest nowoczesny TV w odpowiednim miejscu, a w torbie mamy potrzebne kable, klawiaturę i mysz, to praca na takim zestawie będzie co najmniej karkołomna.

2. Dom

Często w domach mamy dodatkowe monitory (pozostałości po PC lub te do pracy na małych laptopach), a i telewizor można sobie powiesić w takim miejscu, żeby całość nadawała się do pracy. Przychodzę, wpinam telefon w stację dokującą i mam PC na dużym ekranie. Wszystko świetnie, tylko po co? Każdy z nas ma już w domu komputer i na pewno jest to sprzęt wielokrotnie szybszy niż to, co mogą zaoferować procesory mobilne. Kto będzie pracował lub choć przeglądał FB na telefonie skoro może robić to sprawniej i szybciej na normalnym komputerze? O tych z nas, którzy używają profesjonalnych aplikacji, których odpalanie na telefonie nie będzie miało sensu z powodu ograniczonej wydajności, nawet nie wspominam.

Z powyższych przykładów widać dość wyraźnie jakie problemy pociąga za sobą Continuum na telefonie. To, że do kompletu potrzebny jest jeszcze monitor, myszka i klawiatura to jedno, a to że ludzie już mają jakiś swój osobisty, główny komputer (na dwóch równolegle pracować nie zechcą, a na porzucenie dotychczasowego zdecydują się tylko ci na najmniejszych) to drugie. To bynajmniej nie jedyne problemy.

Uniwersalne aplikacje

Użyteczność Continuum w dużym stopniu zależy od jakości i ilości uniwersalnych aplikacji. Krótko mówiąc, kwestią decydującą będzie to, czy cały koncept chwyci wśród deweloperów. I nie chodzi o to, czy wypuszczą oni swoje aplikacje w wersji uniwersalnej, ale czy będą one oferowały cos więcej niż tylko powiększone wersje aplikacji na telefony. Idealnie byłoby, gdyby takie aplikacje pokazywały tylko kolumnę treści na telefonie, a pełne górne menu i dodatkowe panele na monitorze. Na pewno tak będą pracować aplikacje natywne i te od Microsoftu, ale czy pomysł przyjmie się w innych aplikacjach? Nie wiadomo.

windows-10-recenzja

Wiadomo natomiast, że w tej chwili nawet własne aplikacje Microsoftu nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Albo ledwo działają, albo nie mają podstawowej funkcjonalności, albo po prostu nie są uniwersalne. A przecież jesteśmy już po premierze Windowsa 10…

Popularność Windows 10 mobile

Jestem w stanie wyobrazić sobie ewolucję na rynku i zestawy monitor/myszka/klawiatura jako podstawowy zestaw oferowany klientom przez kafejki, hotele, banki, lotniska itp. Gdyby na taki pomysł wpadło Apple, być może już za parę lat nie mielibyśmy problemu z podpięciem się ze swoim telefonem „na mieście”.

Oceniając jednak wszystko z perspektywy popularności telefonów z Windowsem można mieć uzasadnione obawy czy taka przyszłość nadejdzie kiedykolwiek.

Widi, czyli Miracast

Ogromnym problemem jaki dostrzegam w tej chwili jest postawienie przez Microsoft na Miracast jako podstawową technologię przekazywania obrazu. Podczas gdy Apple ze swoim AirPlayem od lat pozwala na praktycznie bezzwłoczne przekazywanie obrazu (można nawet grać) oraz pracę na tablecie/telefonie w czasie strumieniowania do telewizora, o tyle wszystkie implementacje Miracastu z jakimi się spotkałem borykają się z szeregiem problemów.

Porównanie tych technologii byłoby z pewnością ciekawą lekturą, a opis karkołomnej konfiguracji większości dostępnych przystawek Miracast do telewizorów ubawiłby Was setnie, ale to następnym razem. Mimo, że Miracast, jako następca intelowskiego WiDi ma już ładnych kilka lat na karku, nadal jedyne do czego się nadaje to strumieniowanie muzyki/filmów. Latencja na poziomie nawet sekundy nie pozwala na pracę w Excelu, o innych zastosowaniach nie wspominając.

Jak Microsoft zamierza sobie z tym poradzić nie mam pojęcia – używam Miracasta tylko na przystawkach do TV i tablecie z i5 gdzie wszystko ledwo działa. Pozostaje trzymać kciuki i mieć nadzieję, że w nieodległej przyszłości coś się tu poprawi.

Oczywiście zawsze można podpiąć telefon przez HDMI. Konieczność wożenia dodatkowego kabla, trudność związana z użyciem telefonu jako pilota lub touchpada w takiej sytuacji – to wszystko jest dodatkową rysą na całej koncepcji Continuum.

Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego

Na koniec nie tyle wada samego Continuum, co odwieczny problem Microsoftu związany z wielością i ogromnym zróżnicowaniem sprzętu. Jedna strona medalu jest taka, że rzeczy uniwersalne z zasady oferują gorsze „user experience” od tych wyspecjalizowanych. Nie zdziwiłbym się, gdyby nie udało się przekonać użytkowników do uniwersalnych aplikacji i sytemu, ponieważ ci podświadomie będą traktować wyspecjalizowane, mobilne ekosystemy jako skuteczniejsze i wygodniejsze od uniwersalnego Windowsa.

Druga strona medalu to chęć złapania na raz wszystkich srok za jeden ogon. Windows ma działać na wszystkim. Super, ale jak to zrobić i ile czasu mamy czekać, żeby to się Microsoftowi udało? Bo generalnie, w tej chwili jest źle. Bardzo źle. Aplikacje się nie skalują, nawet te własne od Microsoftu (vide Skype). System nie ma pojęcia czy podpięty jest do 50-calowego TV Full HD czy do 10-calowej matrycy o tej rozdzielczości, w efekcie oferując identyczną zawartość. Tryb tabletu jest nieużywalny. Niby działa i nawet mam u siebie włączony na auto (wystarczy odwrócić klawiaturę lub odpiąć, żeby się włączył) zawsze jednak kończę na jego wyłączeniu, bo inaczej nie mam dostępu do pulpitu, na którym mam pliki, na których pracuję, ani do aplikacji schowanych w „system tray” czyli „notification area”.

A przecież to wszystko wymaga zmiany przyzwyczajeń, nauki nowego sposobu interakcji, nowych aplikacji. Znowu.

Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać, żeby się tutaj nie pożalić. Jeśli ktoś nie chce tego czytać, niech przewinie do następnych akapitów. Microsoft ma zwyczaj pozbywania się każdej technologii jaką polubię. Nauczyłem się trybu modern w W8 i w przeciwieństwie do większości użytkowników przeniosłem dużą część swojego „workflow” do tego trybu. Tylko po to, żeby MS mi go wywalił w nowej iteracji systemu.

Teraz wszystko zachowuje się inaczej, ekran start jest okrojony, multitasking nie działa i muszę się uczyć od nowa. To samo z natywnymi aplikacjami z W8. Dałem im szansę. Czekałem miesiącami, aż zaczną działać stabilnie, wyjdą z bety i będą oferować podstawową funkcjonalność. Klient poczty, kalendarz, kontakty itp. stały się moimi podstawowymi aplikacjami. Zainstalowałem W10 i moje aplikacje znikły, zastąpione wybrakowanymi, bezużytecznymi, uniwersalnymi zamiennikami. Teraz z poczty, kalendarza czy OneDrive muszę korzystać w przeglądarce jak za czasów W98…

windows 10 2

A propos OneDrive. Na przestrzeni ostatniego roku przeniosłem się prawie całkowicie ze starego dobrego Dropboxa na OneDrive. Świetna integracja z telefonem, „smart files”, dzięki którym miałem całą chmurę pod ręką bez zajmowania nawet jednego megabajta z cennej przestrzeni na SSD – rewelacja. Wiecie jak to teraz wygląda? Wcale. Integracja z systemem jest zerowa, na poziomie Dropboxa i każdej innej chmury. Jak cos potrzebuję z OneDrive, muszę się zalogować przez przeglądarkę, ściągnąć na dysk, a później uploadować – aplikacji modern nie da się nawet na W10 zainstalować. Nawet z „charms bar” zacząłem aktywnie korzystać dzięki sprzętowym klawiszom na klawiaturze. Oczywiście w W10 zostały ukryte, a docelowo znikną.

O telefonie nawet nie wspominam, bo jako użytkownik mobilnego Windowsa od czasu WP7 widziałem z bliska jak każdą wybitną i wyjątkową dla tego systemu funkcjonalność Microsoft po kolei z niego usuwa. Huby znikły bezpowrotnie. Integracja z Facebookiem poszła w piach. Zune i synchronizacja przez WiFi poległa. Teraz znikają kafle (będą kretyńskie awatary w kółkach sic!), intuicyjne menu na dole (witaj hamburger menu), panele przesuwane poziomo i w zasadzie wszystko za co kochałem ten system.

Jak po tym wszystkim developerzy i użytkownicy maja uwierzyć Microsoftowi i podjąć wysiłek zmiany przyzwyczajeń? Przecież za rok będą nowe rewolucje, które oczywiście zaczną się od zaorania starych rozwiązań bez zaoferowania działających i sprawnych nowych.

Co dobrego, czyli nie takie Continuum straszne.

Żeby nie było, że tylko marudzę postarajmy się znaleźć jakieś pozytywy i przyjrzeć się jasnej stronie propozycji Microsoftu:

1. Rynek korporacyjny

Po pierwsze w dużych przedsiębiorstwach pracujących w oparciu o skomplikowane i własne rozwiązania informatyczne znacznie łatwiej wykorzystać potencjał Continuum. Wystarczy wyposażyć pracowników w telefony z Windowsem, a biura w przeróżne stanowiska dokujące. Pracownik mógłby zacząć pracę w biurze, kontynuować w terenie i na tym samym sprzęcie skończyć raporty w domu.

Taka elastyczność byłaby dla wielu pracodawców bezcenna i świetnie wpisywałaby się w nowoczesne koncepcje organizacji pracy np. open space. Elastyczne zarządzanie przestrzenią biurową, przenikanie się stref pracy, spotkań z klientami, zebrań pracowników, a w końcu relaksu, to najnowsze trendy w projektowaniu biur. Trendy, w które scenariusz polegający na przepięciu się telefonem ze swojego biurka do projektora na sali konferencyjnej lub monitora przy kanapie, na której siedzi klient, wpisuje się rewelacyjnie.

2. Podpięcie telefonu do TV żeby pokazać zdjęcie lub film

Żadna nowość ale może dzięki Continuum się jeszcze bardziej spopularyzuje i w końcu ktoś tego zacznie używać.

3. Kraje rozwijające się

Pomysł, żeby zamiast kupowania telefonu i komputera kupić sam telefon i monitor świetnie sprawdziłby się w biednych krajach (studenci też by pewnie nie pogardzili). Oczywiście nie zadziała to jeśli Continuum dostępne będzie tylko we flagowcach ale jeśli kiedyś pojawi się w odpowiedniku Lumii 520 może to być hitem w biedniejszej części świata.

4. Phablety

Skalowalność aplikacji może okazać się fajnym bonusem na dużych słuchawkach. I nie chodzi o podpinanie ich do telewizorów – chodzi o to, że na ekranach 6-calowych uniwersalne aplikacje mogą uruchamiać się w trybach rozszerzonych, zwiększając w tej chwili mocno ograniczoną funkcjonalność dużych telefonów. Już teraz po obróceniu słuchawki z nowym windowsem aplikacje pokazują więcej niż w pionie, a jest duża szansa, że będzie jeszcze lepiej. Nie lubię „patelni” ale być może nawet ja się kiedyś skuszę jeśli wszystko pójdzie w tym kierunku.

5. Informacje poufne

Korzystając z terminali trzeba się liczyć z ogromnym ryzykiem. Nie wiem czy zdecydowałbym się na zalogowanie z publicznego terminalu w bibliotece, kafejce czy lotnisku do swojego Facebooka, a co dopiero do banku. Co innego, jeśli mógłbym w taki setup wpiąć się swoim telefonem. Wtedy nie byłoby się o co obawiać. Podobnie mogą do tej kwestii podchodzić klienci korporacyjni – jedno urządzenie łatwiej jest zabezpieczyć niż kilka łączących się z centralnymi serwerami.

A jak to robi konkurencja, czyli dlaczego Continuum nie robi na użytkownikach iPhonów wrażenia

Konkurencja poszła pozornie inną drogą. Wbrew wieszczonej od dawna integracji rozwiązań mobilnych i desktopowych ani Apple ani Google nie rezygnują z tego swoistego dualizmu równolegle rozwijając oba systemy. Ciekawie to wygląda w przypadku Google, który mając świetny i dojrzały system mobilny nie zdecydował się na jego rozwinięcie do postaci systemu desktopowego i postawił na tworzony od podstaw ChromeOS.

W przypadku Apple rzecz jest chyba dość czytelna. Firma żyje ze sprzedaży sprzętu i zupełnie nie jest zainteresowana rozwiązaniami 2w1. Klient tej firmy ma kupić telefon, tablet i laptopa (przystawka do TV opcjonalnie). Taki zestaw zapewnia świetną integrację wszystkich usług i niezłą unifikację „user experience”. Klient Apple od dawna strumieniuje gry i filmy z telefonu na komputer czy TV a na macbooku odbiera rozmowy i SMSy z telefonu. Już lata temu rozwój iCloud pozwolił na wdrożenie pełnej synchronizacji stanów aplikacji, dzięki której praca zaczęta w domu na PC może być kontynuowana na telefonie, a skończona w pracy na laptopie.

apple-store1

Nawet jeśli Apple samo nie oferuje jakiejś możliwości to braki uzupełni z pewnością armia chętnych developerów. Co ważniejsze, tutaj nie ma rewolucji. Klienci latami uczą się interakcji ze swoim sprzętem i ta pozostaje niezmienna – nowe możliwości są rozwinięciem starych a firma przykłada dużą wagę do tego, żeby pochopnie nie usuwać niczego co lubią jej klienci.

Co na to Google? Google w mojej opinii (ostatnio stronię od ich produktów, więc trudniej mi się wypowiadać) stawia na chmurę. Wiem, że to ogólnikowe określenie, ale chodzi mi o to, że cała unifikacja doświadczeń mobile vs desktop polega na przeniesieniu wszystkiego do Internetu. Jeśli telefon czy Chromebook będzie jedynie terminalem do łączenia się z usługami/aplikacjami/danymi znajdującymi się w chmurze, to przestanie mieć znaczenie jaki jest na nim zainstalowany system tak długo jak oferuje pełen dostęp do tych zasobów.

Swoją drogą podobną strategię miał onegdaj sam Microsoft (WP7 był najbardziej chmurowym rozwiązaniem pośród ówczesnych mobilnych OS-ów). Tym bardziej dziwi obecny trend odwrotny, w którym wszystkie pliki, a nawet cały komputer klient ma mieć fizycznie w kieszeni. Marginalizacja OneDrive jest na to takim samym przykładem.

Podsumowania czas najwyższy

Continuum oraz pośrednio uniwersalne aplikacje to świetny pomysł. Świetny pomysł i chyba jedna z ostatnich desek ratunku dla Microsoftu. Tylko kto z tego pomysłu skorzysta? Ja osobiście nie – pełen system na telefonie nie wpisuje się nijak w mój, mobilny w 100% „work flow”. Czy będzie to dobry argument za wymianą telefonu z iOS lub Androidem na ten z Windowsem? Naprawdę wątpię.

Nie do końca osobną kwestią jest fakt, że Microsoft stopniowo morduje swój system mobilny a jego działania idą w odwrotnym niż cały rynek kierunku. Ogromny boom na chmury i aplikacje webowe napędzający branżę parę lat temu pozornie osłabł i do łask wróciły rozwiązania lokalne i „normalne” aplikacje, więc może się wydawać, że Microsoft wie co robi. Osobiście jednak sądzę, że to wcale nie jest odwrócenie trendu, a jedynie jego korekta. Chmury nie znikły, one tylko spowszedniały i teraz nie są już żadnym wyróżnikiem, a stałym elementem krajobrazu. Aplikacje webowe też nadal są rozwijane, a dla wielu z nas pozostają głównym sposobem interakcji z serwisami internetowymi. To tylko aplikacje mobilne okazały się ich świetnym uzupełnieniem pozwalającym ominąć problemy z wydajnością telefonów, problemy, które z powodu postępu technologicznego stają się nieistotne.

Apple powolutku rozwija iCloud i na jego bazie oferuje coraz to kolejne funkcje (muzyka, backup, stan aplikacji itp.), a jego klienci najczęściej nawet nie wiedzą, że bierze w tym udział iCloud. Google trochę przestał rozwijać Drive ale w chmurze ląduje coraz więcej danych – jego klientów nie obchodzi gdzie konkretnie dopóty, dopóki mają do nich pełen dostęp.

Co robi w tym czasie Microsoft? Microsoft wycofuje integrację systemu z OneDrive w zamian proponując pełnoprawny, fizyczny komputer w kieszeni…

To nie może się udać. Zanim więc wymienicie cały swój sprzęt na ten ze znaczkiem okienka na obudowie, zastanówcie się dobrze, bo gwarantuję, że za rok czeka nas kolejna rewolucja.

PS. Mimo tych gorzkich słów ja ciągle zostaję z Microsoftem. Swojego Surface Pro 2 wymieniam zaraz na wersję 3 (najlepsze narzędzie do mojej pracy jakie widziałem). Rozbitą Lumię 1020 zastąpię kolejną Lumią (mam mały romans z Androidem, ale męczę się okrutnie) mimo tego, że w testowej wersji W10M poznikały kolejne unikatowe funkcje WP. Cierpliwość jednak powoli mi się kończy…

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement