Bing chce być jak Google. Teraz już tak na serio

News/Technologie 21.08.2015
Bing chce być jak Google. Teraz już tak na serio

Bing od samego początku był bardziej platformą niż wyszukiwarką webową, choć oczywiście drugie musi wynikać z pierwszego. To narzędzie do zbierania i interpretacji danych, którego Bing Web Search jest tylko jedną z końcówek. I ta właśnie platforma stała się dostępna dla znacznie szerszej publiczności.

Bing kojarzy nam się przede wszystkim z witryną bing.com, która stanowić ma alternatywę dla Wyszukiwarki Google. I nic dziwnego, marka tylko tam jest mocno eksponowana. Bing to jednak serce znacznie większej ilości usług. Zarówno microsoftowych (MSN, PowerBI, Office, Cortana), jak i partnerów (Facebook, Apple Siri). To „silnik wiedzy”, jak go nazywa Microsoft, którego zadaniem jest przetworzyć, skategoryzować i powiązać ze sobą dane big data.

Od jesieni możliwości wykorzystania Binga do swoich celów znacznie się zwiększają. Microsoft uwalnia coraz więcej API dla swoich usług, tak jak nas o tym zapewniał już kilka lat temu, a kolejnym ogólnodostępnym staną się API knowledge and action graph. To oznacza, że twórcy aplikacji mobilnych będą mogli wykorzystać „wiedzę” Binga do własnych celów. Tak jak robi to Siri w naszych iPhone’ach.

Tak mogłaby wyglądać implementacja Binga w twoim komunikatorze
Tak mogłaby wyglądać implementacja Binga w twoim komunikatorze

Pokusa dla deweloperów jest spora. To, że Bing jest więcej niż odpowiedni do inteligentnego kojarzenia danych pokazało już wiele usług (w wielu zapewne nie mieliście pojęcia, że backendem jest Bing). Usługa, jak twierdzi Microsoft, „rozumie” już ponad miliard pojęć (osoby, miejsca, rzeczy), a kolejne są dodawane każdego dnia do jego sztucznego „mózgu”. By Bing mógł te pojęcia i wzajemne relacje między nimi lepiej rozumieć, Microsoft wprowadził do jego pamięci 21 miliardów faktów, 18 miliardów kluczowych łącz i ponad pięć miliardów predefiniowanych powiązań między tymi pojęciami.

Niestety, kwestie związane z naszym krajem są traktowane przez Microsoft nadal po macoszemu, a to oznacza, że nasi programiści (i z innych, podobnych Polsce krajów) nową propozycję Microsoftu raczej ominą. Ktoś mógłby zapytać: dlaczego? Co za różnica, czy Polak czy Amerykanin pyta się Binga o to kim u diabła jest Justin Bieber. Problem polega na tym, że dużo istotniejsze są dla nas bardziej przyziemne sprawy.

Jak miałaby wyglądać ta integracja w aplikacjach?

No właśnie. Po co właściwie Bing w, na przykład, komunikatorze internetowym? A chociażby po to, by gdy nam nasza druga połówka zasugeruje kolację w restauracji „Papugi i Przyjaciele” od razu nam wyskoczyła informacja o tej restauracji, opinie użytkowników i możliwość rejestracji stolika. Jeżeli to nowojorska knajpa, to Bing zapewni nam wszystko to, co potrzebujemy, bo „rozumie” czym jest ten lokal gastronomiczny, a jeżeli nie ma na jego temat informacji, to „wie” w jakiej usłudze jej szukać. Bing nie zna polskich usług tego typu i polskiego rynku gastronomicznego. Więc nam nie pomoże. Tak samo, jak nie ozdobi informacjami o miejscu naszego urlopu na podstawie wrzuconych przez nas zdjęć i nie znajdzie tekstu do piosenki polskiej sezonowej gwiazdki pop.

I właściwie to na chwilę obecną jest największym problemem Binga. Google rozwijał się w sposób odwrotny do Binga: najpierw był wyszukiwarką webową, z czasem rozwijając się o kolejne usługi. I rozumie doskonale jak istotne jest dla jego partnerów to, że wyszukiwarka ta jest tak uniwersalna i stara się o dotarcie do każdego zakątka ziemi. Projektując usługi takie, jak Facebook, TripAdvisor, Flickr, Tinder i podobne nie myślisz tylko o Wielkiej Brytanii, USA, Niemczech i paru innych krajach. Aplikacje klienckie twojej usługi są dostępne globalnie i nie chcesz, by w części z krajów oferowały mniej. Google jest w znacznie mniejszym stopniu „pofragmentowany”.

Dlatego też z otwartymi ramionami witam otwieranie się kolejnych bingowych API, które pozwalają mu nie tylko być równie funkcjonalny co lider rynku, ale też go przewyższać, bo najwyższy czas, by ktoś temu liderowi, ktokolwiek, utarł nosa. Niestety z dużo większym zniecierpliwieniem obserwuję ślimaczą ekspansję Binga na kolejne rynki. Bo jako Polak odczuwam to bezpośrednio.

Pierwsza aplikacja wykorzystująca nowe API to oczywiście ta od Microsoftu. Jest to Bing na Androida, który integruje się z przyciskiem Home na telefonie. I tak jak Cortana sprytnie zastępuje Google Now na Androidzie, tak Bing przejmuje funkcję Google Now on Tap. Zobaczcie sami:

* Zdjęcie: Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement