Hej, ty, który włamałeś się do Ashley Madison – od kiedy Internet jest miejscem narzucania jedynej słusznej moralności?

Hej, ty, który włamałeś się do Ashley Madison – od kiedy Internet jest miejscem narzucania jedynej słusznej moralności?

Obrońcy Moralności Internetu, Wojownicy o Sprawiedliwość, Jedyni Prawi w Zdemoralizowanej Sieci opublikowali dane użytkowników portalu Ashley Madison. Niestety moje się tam też znajdują, bo bezczelnie założyłam konto po hacku Impact Team. Trochę z ciekawości, trochę z przekory. Nie będziesz mówił mi, żałosny śmieciu sprzed komputera narzucający innym swoje standardy, jak mam żyć i co powinnam, a czego nie powinnam.

Pewien gość, którego poznałam na Ashley Madison, stronie stworzonej głównie z myślą o ludziach w związkach którzy szukają romansów mniej lub bardziej na boku powiedział mi, że afera rozbija się głównie o polityków i Bardzo Ważne Osoby. Tak, są politycy na tyle głupi, że na stronie typowo towarzyskiej używają adresów w rządowych i firmowych domenach. Jak takie działania ujawnione przez hakerów czy innych użytkowników odbijają się na ich karierach wiadomo. Zwłaszcza, jeśli Ważna Osoba jest moralizatorem mówiącym głośno i publicznie jak mamy żyć przyzwoicie.

Jednak dla rzeszy kilkudziesięciu milionów zwykłych, niepublicznych użytkowników wyciek prywatnych informacji oprócz tego, że oznacza zwykłe zagrożenie bezpieczeństwa (hakerzy wykradli nawet numery kart kredytowych) jest też zwykłym naruszeniem intymnej sfery życia.

Otóż, moi drodzy sprawiedliwi hakerzy pierwsi rzucający kamień, ludzie zdradzali i sypiali na boku odkąd powstała instytucja związków. Kiedy powstała? Nie wiadomo, pewnie jeszcze w jaskiniach i pewnie przysłowiowe targanie za włosy nieraz spowodowane było niewiernością.

Hakerzy włamali się do Ashley Madison, wykradli dane i postawili ultimatum: zamykacie stronę albo zrobimy kuku 37 milionom waszych użytkowników.

Właściciele strony nie ugięli się, bo chyba wierzą w to, że sumienie jest sprawą osobistą i każdy odpowiada sam za swoje decyzje.

ashley madison

Owszem, zawalili bo do porządnej strony nie dałoby się tak włamać. Jednak zwalają rządy, korporacje i słyszymy o tym na każdym kroku. Teraz Impact Team twierdzi, że pokrzywdzeni użytkownicy powinni obwiniać Ashley Madison za niepoddanie się groźbom. Otóż drogie hakerskie śmiecie, które sprawiają że haker kojarzony jest stereotypowo z przegranym nolajfem, obwiniać należy każdego po trosze – AM, samych siebie i was za przestępstwa popełniane w imię moralizatorskich pryncypiów.

Niczym, kompletnie niczym nie różnicie się od religijnych ekstremistów którzy w imię boga lub bogów narzucają innym sposób życia, zabierają możliwość decyzji poprzez blokowanie aborcji gdy zagrożone jest życie matki lub płód po urodzeniu będzie cierpiał, którzy więzią ludzi tylko dlatego, że mieli odwagę powiedzieć głośno co myślą (free Raif Badawi!), którzy swoje kompleksy i niepewności przerzucają na innych.

Człowiek, którego poznałam na Ashley Madison mówi, że jemu hack nic nie robi – konto założył na fałszywego maila, hasło składające się z 20 przypadkowych znaków zmienia często i hakerzy mogą mu skoczyć, i tak będzie robił to, na co ma ochotę.

Jednak ilu osobom, które nawet nie zrobiły nic złego i weszły tam tylko z ciekawości, ilu osobom, które nie pasują do waszej miarki przyzwoitości zniszczycie życie choćby przez to, że współpracownicy zaczną zadawać pytania, że ktoś ich rozpozna, że ktoś użyje ich kart kredytowych?

Od kiedy Internet stał się miejscem tylko dla jednego światopoglądu, w którym ktoś uzurpuje sobie prawo do narzucania innym sposobu życia? Od kiedy odbieramy ludziom możliwość popełniania błędów i decyzji właściwych, od kiedy zabieramy im możliwość decydowania o sobie i blokujemy ją na przyszłość?

Marzy mi się sytuacja, w której seks nie jest tematem tabu, w której nikt nie wtrąca się w niczyje życie i można samemu podjąć decyzję o wierności, niewierności, orientacji, prywatności czy całkowitemu upublicznieniu tej sfery. Marzy mi się, że skandale przestaną być skandalami i staną się prywatną sprawą osób zaangażowanych i najbliższych, sytuacja w której nie obwiniamy ludzi – którzy są przecież ludźmi – i zamiast źdźbła w oku bliźniego skupiamy się na belce w swoim własnym. Jednak na pewno nie stanie się tak dopóty pełni hipokryzji obrońcy jedynej słusznej moralności będą próbować terroryzować miliony ludzi.

* Zdjęcia: Shutterstock i Ashley Madison

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement