Dzięki jednej nowości w Androidzie 6.0 może w końcu polubię się z zielonym robotem

Artykuł 24.08.2015
Dzięki jednej nowości w Androidzie 6.0 może w końcu polubię się z zielonym robotem

Czas pracy na baterii to bodajże największa bolączka, z jaką zmagają się użytkownicy współczesnych smartfonów. Producenci dwoją się i troją, by znaleźć na to skuteczne rozwiązanie bez poświęcania smukłej formy urządzeń, ale na razie przynosi to przeciętne rezultaty. Może się to jednak zmienić wraz z nową wersją Androida.

Jeśli jest jeszcze coś, co szczerze uwielbiam w Windows Phone’ach, to czas czuwania. Miałem już kilka Lumii i niezależnie od tego, czy mówimy o flagowcu czy przysłowiowym zetafonie, mogłem być pewien, że zostawiając telefon na noc z 50% baterii, rano będzie najmniej 45%. W modelach z większym akumulatorem zazwyczaj poziom naładowania nie spadał bardziej, niż o 2% w ciągu nocy.

Podobnie rzecz ma się w iPhonach. Bardzo dobry czas czuwania ratuje w innym razie fatalne czasy pracy na baterii (nie dotyczy iPhone’a 6 Plus, bo ten ma naprawdę świetne). Z kolei Android od zawsze miał z tym ogromny problem. Nie spotkałem się jeszcze z modelem, który miałby na tym polu jakieś wybitne osiągi. Słowem – zostawianie niepodłączonego Androida na noc jak dotąd było niezbyt mądrym pomysłem.

Odczuwałem to szczególnie dotkliwie, gdy przez blisko półtora roku byłem posiadaczem Nexusa 5. Jego czas pracy nie był rewelacyjny, ale zazwyczaj wystarczał na cały dzień, przy średnim obciążeniu. Sęk w tym, że nawet przy lekkim obciążeniu nigdy nie wystarczał na więcej. Telefon leżąc na biurku zużywał kolejne mAh w identyczny sposób, jak będąc w użyciu. Android 5.0 Lollipop tylko ten stan rzeczy pogorszył, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że się Nexusa pozbyłem.

Być może nie zrobiłbym tego, gdybym poczekał na Androida 6.0 Marshmallow.

Jedną z jego głównych funkcji, prezentowanych w czasie Google I/O jest tryb Doze, czyli inteligentne wyłączanie procesów działających w tle, aby wydłużyć czas czuwania. I jak wynika z najnowszych doniesień – Doze naprawdę działa.

Jak poinformował 9to5Google, powołując się na niemiecki blog Computerbase, czas czuwania w Nexusie 5 wydłużył się aż trzykrotnie, w porównaniu do poprzedniej wersji systemu operacyjnego. Metodologia badania była bardzo prosta – bloger wziął dwa egzemplarze Nexusa 5, jeden pracujący na obecnej wersji 5.1.1, drugi na becie Androida M, z tym samym zestawem aplikacji i zostawił je na 24, a potem 48 godzin.

A rezultaty? Jak widać w poniższej tabelce, jest naprawdę dobrze. Niemal trzykrotna poprawa czasu czuwania to coś, obok czego nie można przejść obojętnie:

Źródło: 9to5Google
Źródło: 9to5Google

Warto też odnotować, że testy wykonywano na pierwszej becie Androida Marshmallow, a od tego czasu ukazały się dwie kolejne – jest więc szansa, że ostateczny rezultat będzie jeszcze lepszy od tego, który widzimy powyżej.

Oczywiście trzeba zaznaczyć, że jest to niejako test syntetyczny i nie sposób przewidzieć, jak przełoży się na rzeczywiste zużycie baterii, bo to jest w większości zależne od sposobu użytkowania smartfona przez konkretnego użytkownika. Jeśli jednak faktycznie mielibyśmy uzyskać trzykrotną poprawę czasu czuwania, to właśnie na szczyt mojej listy zakupowej przesunęły się te smartfony, które mają czystego Androida, lub bardzo szybko dostaną aktualizację do Androida 6.0.

Nie wiadomo bowiem, jak poradzi sobie tryb Doze (jeśli w ogóle zostanie zaimplementowany) w smartfonach z nakładkami producentów, szczególnie tych, w których praktycznie nie sposób rozpoznać DNA Google’owskiej wizji zielonego robota.

Czas pokaże. Ale wiem na pewno, że spośród wszystkich nowości zaprezentowanych w Androidzie Marshmallow ta jedna ma dla mnie ogromne znaczenie. Biorąc pod uwagę jak bardzo ten system dojrzeje wraz z nową iteracją, to kto wie, może nawet się z nim polubię.

Bo dotychczas nasza relacja była dość… toksyczna. Z niecierpliwością wyczekuję więc nowych Nexusów i Motoroli Moto X. Oby tylko ostateczna wersja sprostała oczekiwaniom i zatarła niemiłe wspomnienia po aktualizacji do Androida 5.0. Google, nie zepsuj tego.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement