Właśnie takiej gry brakowało na Nintendo 3DS. Zelda: Tri Force Heroes – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Recenzja/Gry 17.07.2015
Właśnie takiej gry brakowało na Nintendo 3DS. Zelda: Tri Force Heroes – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Już dawno żadna gra na Nintendo 3DS nie spodobała mi się równie mocno, co Legend of Zelda: Tri Force Heroes. Japończycy całkowicie zaskoczyli mnie pomysłem na rozgrywkę, który świetnie sprawdza się w akcji. Mamy tutaj miłośników kooperacji?

Legend of Zelda: Tri Force Heroes jest czymś zupełnie innym od poprzednich odsłon kultowej serii. Zapomnijcie o wielogodzinnym doświadczeniu dla jednej osoby. Fani serii niebawem otrzymają zręcznościową, podzieloną na krótkie poziomy produkcję, która wymusza współpracę trzech graczy jednocześnie. Bardzo odważny eksperyment, który kapitalnie sprawdza się w praktyce.

W Legend of Zelda: Tri Force Heroes miałem okazję zagrać na wydarzeniu Post E3 organizowanym przez Nintendo.

Już sam początek z Zelda: TriForce Heroes wyróżnia ten tytuł na tle pozostałych. Nie mogłem rozpocząć swojej przygody dopóki nie znalazłem dwóch pozostałych śmiałków, którzy byli gotowi na wspólne eksplorowanie wcale nie tak znowu mrocznych lochów. Dopiero skompletowanie 3-osobowej drużyny grającej ad-hoc bądź za pomocą sieci internetowej rozpoczyna rozgrywkę.

Legend of Zelda: Tri Force Heroes-2

Zrób sobie własnego Linka – tak w skrócie można opisać początek zabawy. Dzielni członkowie drużyny wybierają barwy wojenne, w których będzie paradować awatar każdego z nich. Potem dobierają mu kostium – tutaj Nintendo uprawia typowy fan-service, pozwalając przyodziać graczom ciężkie zbroje, pancerze samurajów, stroje klaunów i tak dalej. Jestem przekonany, że sukienka Peach i uniform Mario to tylko kwestia czasu.

Filary rozgrywki w Legend of Zelda: Tri Force Heroes to skakanie, drużynowe walczenie i wspólne rozwiązywanie łamigłówek.

Co od razu rzuciło mi się w oczy – poziomy są naprawdę krótkie oraz podzielone na sekcje. To świetna decyzja. Rozgrywka online rządzi się zupełnie innymi prawami, zwłaszcza na urządzeniach przenośnych. Tutaj zazwyczaj wskakujesz do wirtualnego świata, spędzasz w nim kilka minut i wyskakujesz, bo na przykład autobus zdążył dojechać na miejsce.

Zelda: Tri Force Heroes idealnie wpasowuje się w taki „smartfonowy” model zabawy. Walcząc ramię w ramię z dwoma innymi graczami stojącymi obok mnie, uporaliśmy się z poziomem w naprawdę kilka minut. Pierwsze podejście! Co prawda za naszymi plecami stała przemiła dziewczyna, która od czasu do czasu rzucała wskazówkami, lecz i bez tego nasi Linkowie rozgromiliby olbrzymi szlam na końcu ostatniego obszaru.

Co najważniejsze, niemal niczego w Legend of Zelda: Tri Force Heroes nie da się osiągnąć w pojedynkę. Poziomy zostały skonstruowane w ten sposób, że wymuszają interakcje między graczami. Jedna osoba musi stać na kamiennej płycie, aby druga mogła przejść korytarzem. Druga osoba musi wejść na barki trzeciej, aby dosięgnąć zawieszonej wysoko dźwigni. Trzecia osoba musi odwracać uwagę przeciwnika, aby pierwsza bezpiecznie dostała się do celu. Takich przypadków można mnożyć.

Najważniejsze w Legend of Zelda: Tri Force Heroes jest to, że współpraca naprawdę działa.

Nauczony dziesiątkami godzin z Diablo III, Destiny czy Left4Dead doskonale wiem, że podczas rozgrywek sieciowych natrafia się na… ekhem, „różne” osoby. Na całe szczęście Tri Force Heroes jest idioto-odporne. Lokacje zostały zbudowane w taki sposób, aby nie pozostawiać miejsca do interpretacji. Od razu widać, co trzeba zrobić i widać, że trzeba to zrobić wspólnie.

Namiastką komunikacji będzie z kolei sprytny system naklejek. Dotykając dolnego, dotykowego ekranu, gracz może zawiesić nad głową swojego awatara jeden z kilku obrazków. Te są bardzo czytelne i odzwierciedlają takie hasła jak „chodź tutaj”, „dobra robota”, „walczmy”, „uważajcie” i tak dalej.

Legend of Zelda: Tri Force Heroes-4

Właśnie takiej gry brakowało mi na Nintendo 3DS.

Na 3DS-ie gram głównie w tytuły dla jednego gracza. Unikam starć po sieci w kapitalnym Fire Emblem: Awakening, natomiast w Pokemonach każdy napotkany przeze mnie trener łoi mi skórę. Zwłaszcza kolega Piotr Grabiec z redakcji Spider’s Web. Legend of Zelda: Tri Force Heroes to bardzo miła, kooperacyjna odmiana.

Chodzi o czystą zabawę. Każdy ma takie same szanse i takie same możliwości. Nie trzeba awansować z poziomu na poziom, nie trzeba rywalizować z innymi graczami. Szybka, przyjemna, łatwa współpraca to esencja Legend of Zelda: Tri Force Heroes. Model sprawdza się doskonale. Nie chciałem odejść od handhelda i już nie mogę się doczekać, kiedy położę ręce na finalnej porcji kodu.

Jeżeli posiadasz konsolę Nintendo 3DS, Legend of Zelda: Tri Force Heroes zapowiada się na obowiązkowy zakup.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement