Oto lusterko rowerowe na miarę naszych czasów

News/Sprzęt 01.07.2015
Oto lusterko rowerowe na miarę naszych czasów

Osoby, które sporo jeżdżą samochodem, ale od czasu do czasu wsiadają również na rower, mają często w tym drugim przypadku jeden, dość nieszczęśliwy odruch – zerkania w lusterka przy różnych manewrach. Nieszczęśliwy, bo lusterek przeważnie w rowerze, z różnych powodów, po prostu nie ma. 

Powodów takiego stanu rzeczy może być sporo. Albo po prostu nam się nie podobają, albo nigdy nie mamy czasu ich kupić, albo przeważnie uważamy je za zbędne, albo do minimum chcemy ograniczyć liczbę dodatków, które zwiększają opór powietrza w trakcie jazdy. A lusterka, jakie by nie były, zawsze będą w pewnym stopniu „hamulcem”.

Z tym jednak, że rowerowe lusterka, czy chcemy czy nie, są w stanie znacząco podnieść nasze bezpieczeństwo, szczególnie, jeśli poruszamy się po drogach, po których jeżdżą również samochody. Każdy niespodziewany przejazd tuż obok nas może zakończyć się nieciekawie, a wychylanie się przez ramię zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem.

Garmin postanowił ten problem rozwiązać raz na dobre

Nie jest to wprawdzie całkowicie autorskie rozwiązanie firmy, bo pomysł i prawdopodobnie spora część realizacji należały do przejętego kilka miesięcy temu iKubu, ale nie zmienia to faktu, że urządzenie (a właściwie zestaw urządzeń) robią świetne wrażenie. I naprawdę mogą się przydać.

Garmin Varia, bo tak nazywa się nowy produkt, składa się z dwóch elementów – radaru z wbudowanymi diodami oraz wyświetlacza montowanego przy kierownicy.

Głównym zadaniem tego pierwszego jest monitorowanie obszaru za rowerzystą, który normalnie widziałby w lusterkach, i przekazywanie informacji na temat pojawiających się w nim samochodów do jednostki ulokowanej przed rowerzystą. Dzięki temu prowadzący rower bez obracania się widzi ile pojazdów znajduje się za nim, w jakiej odległości od niego są w danej chwili, dzięki czemu będzie mógł dostosować swoja prędkość czy pozycję do nadchodzącego mijania.

Wyświetlacz informuje także, kiedy droga za nami jest całkowicie wolna (monitorowana odległość to maksymalnie 140 metrów) i robi to w taki sposób, że wystarczy jeden rzut oka, aby odróżnić, czy coś czai się za naszymi plecami, czy mamy dla siebie sporo wolnej przestrzeni.

Rolę wyświetlacza może także przejąć jedno z urządzeń z serii Garmin Edge (po aktualizacji oprogramowania), dzięki czemu możemy nie tylko ograniczyć liczbę urządzeń, ale też nieco zaoszczędzić na całym zestawie.

Mocowany z tyłu radar pełni natomiast jeszcze jedną funkcję

Domyślnie działa jak standardowa, tylna lampka rowerowa, natomiast po wykryciu samochodu nadjeżdżającego z tyłu i wraz z jego zbliżaniem się, zaczyna coraz agresywniej migać, zwracając uwagę kierowcy na obecność rowerzysty.

I choć to wszystko może brzmieć jak zbędny, i prawdopodobnie nieskuteczny gadżet, jak dowodzi DC Rainmaker, to… po prostu działa. Wyświetlacz jest czytelny i wymaga dużo mniej uwagi niż zwykłe odwracanie się za siebie, a radar nie daje się nabrać ani na elementy krajobrazu (latarnie, drzewa, etc.), ani na np. nieruchome samochody. Doskonale za to zbiera i przekazuje informacje na temat samochodów, autobusów czy ciężarówek zbliżających się do nas z tyłu.

Może i sprzęt ten nie pozwoli nam całkowicie bezmyślnie poruszać się po drodze, w słuchawkach szczelnie odcinających nas od całego otoczenia i uwolnić od chociażby minimum uwagi, ale z całą pewnością będzie miał niejedną okazję, żeby pokazać swoją przydatność.

Jedynym problemem może być cena. Sam radar (jeśli posiadamy jakiś model Garmin Edge) to koszt około 160 funtów. W parze z wyświetlaczem – 240 funtów.

Sporo, choć jeśli ktoś sporo jeździ, taki wydatek może się bardzo szybko zwrócić – w postaci świętego spokoju i bezpieczeństwa.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement