BlackBerry z Androidem to pomysł świetny i straszny jednocześnie

Felieton/Sprzęt 07.07.2015
BlackBerry z Androidem to pomysł świetny i straszny jednocześnie

Nigdy nie byłem zwolennikiem tezy, że wybranie Androida jest w stanie uratować któregokolwiek producenta. Ba, jeszcze jakiś czas temu byłem w stanie postawić wszystko na to, że BlackBerry nigdy nie zdecyduje się na taki ruch. Im bliżej jednak do (prawdopodobnej) premiery pierwszego takiego sprzętu, tym więcej zdaje się to mieć sensu. I tym bardziej jest zgodne z obecną polityką firmy.

Kiedy Kanadyjczycy około 3 lata temu prezentowali światu po raz pierwszy swoja całkowicie autorską platformę, byłem dobrej myśli. Kto wie, może nawet byłem nastawiony do tego wszystkiego zbyt optymistycznie, żywiąc naiwne przekonanie, że da się zagrozić duopolowi Androida i iOS.

W końcu, dlaczego nie miałoby to być możliwe? Plany były ambitne, zapowiedzi również. Wydawało się, że wszystko to pozwoli może nie tyle na podbicie rynku i powrót na jego szczyt, ale przynajmniej na zaistnienie i uzyskanie sensownych udziałów rynkowych.

Tak jednak nie było.

Czegokolwiek BlackBerry nie robiło, próbując sprzedać swój telefon jak największej liczbie klientów , były to działania nietrafione i niewystarczające. I nie chodzi tu nawet o marketing – trudno w to uwierzyć, ale nadal są miejsca w Sieci, gdzie twierdzi się, że powodem porażki jest brak reklamy i pochodnych. Po prostu nie były to urządzenia, które była w stanie pokochać „większość”. Pewnie niezależnie od tego, jak mocno by je promowano.

Na końcu okazałoby się, że te wszystkie inwestycje w wizerunek byłyby pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Że ambicje i krótkoterminowe planowanie doprowadziłyby firmę do całkowitej zapaści, jeszcze gorszej od tej, z której kanadyjskiej firmie ledwo co udało się dopiero niedawno wygrzebać.

Marketingowo, ale także ofertowo (pod względem sprzętu) BlackBerry było w ostatnich miesiącach „poniżej radaru”. Nic dziwnego, że niektórzy mogą się dziwić, że ta firma nadal produkuje telefony. Od czasu Z30 nie było bowiem niczego, co miałoby chociażby najmniejsze szanse trafić w większych ilościach na ulice.

Z3 i Leap? Poprawne telefony, ale w cenach niezbyt konkurencyjnych, skierowane raczej dla firm, niż dla klientów indywidualnych. Classic? Typowo niszowa produkcja. Passport? Świetny produkt, ale nastawiony raczej na robienie szumu, niż na wielomilionową sprzedaż.

blackberry classic 40

Poza tym nic. Pustka. Fakt, że BlackBerry sprzedaje z kwartału na kwartał coraz mniej telefonów nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Po prostu nie ma czego sprzedawać w dużych ilościach. I jeszcze długo nie będzie miało, nawet po ewentualnej premierze smartfona z Androidem.

Kanadyjczycy bowiem najwyraźniej obrali sobie tymczasowo strategię sprzętową polegająca na zapełnianiu nisz. Wiedzą doskonale, że z największymi – nawet korzystając z pomocy Foxconnu i podobnych – nie mają żadnych szans. Super-wypasiony następca Z30, dajmy na to, wyposażony w Androida, nie będzie miał szans z iPhone’em 6 czy Galaxy S6. Tani smartfon BlackBerry z Androidem nie będzie tańszy od tego, co można sprowadzić sobie z Chin. Średniak zaginie w tłumie, tak jak wspomniany Leap czy Z3.

Androidowy slider kroczyłby natomiast częściowo drogą wyznaczoną przez Passporta, ale w wydaniu, które byłoby „zjadliwe” dla dużo większej grupy użytkowników. To nadal model, o którym można byłoby powiedzieć, że jest „jedyny w swoim rodzaju”, a jednocześnie nie trzeba byłoby tłumaczyć dlaczego jest taki kwadratowy czy brzydki.

Owszem, slidery zniknęły z rynku z pewnego konkretnego powodu – było na nie niewielkie zapotrzebowanie. Co jednak nie znaczy, że całkowicie zerowe. W końcu skoro czasem moda na retro działa, dlaczego nie miałaby – chociaż częściowo – zadziałać i teraz?

Samo „częściowo zadziałać” może być tu zresztą istotnym określeniem. Trudno oczekiwać, że od pierwszego dnia będzie to wielki hit sprzedażowy i (mam nadzieję) nie oczekuje tego BlackBerry. Odmienność od reszty to jedno, tak samo jak prawdopodobnie szczątkowy sentyment do marki na terenie Stanów Zjednoczonych i w niektórych innych krajach, ale to zdecydowanie zbyt mało, żeby stawiać slidera w jednym szeregu z produktami Apple’a, Samsunga, LG czy HTC.

BlackBerry nadal będzie „kolejnym graczem”.

Tu jednak pojawia się kolejna różnica w stosunku do Passporta. Ten bowiem, jakkolwiek nie byłby rozwijany system BlackBerry 10, był w dużym stopniu ślepym zaułkiem. Nie dało się rozwinąć tej idei tak, żeby trafić do większego grona klientów – nie z BB10. Jednorazowy „pik” i jednocześnie świetny produkt, ale to tyle.

Venice (o ile tak będzie się nazywał slider) z Androidem jest natomiast świetną bazą pod to, czego musi jeszcze przynajmniej raz spróbować BlackBerry – wyjścia z niszy. To już nie tylko passportowe powiedzenie „żyjemy i robimy ciekawe telefony”, ale „żyjemy i robimy ciekawe telefony, które będziesz chciał kupić”.

Jeśli to wypali, to kto wie, czy w dłuższej perspektywie nie zobaczymy kolejnych smartfonów tej firmy z Androidem. Może nawet kiedyś zadebiutuje „dotykowy” konkurent dla najpotężniejszych obecnie na tym rynku korporacji? Do tego jednak jeszcze bardzo, bardzo długa droga i na razie produkcja czegoś takiego byłaby po prostu stratą pieniędzy.

A jeśli się nie uda? Cóż, zostanie produkcja w małych ilościach smartfonów dla firm i organizacji, które tego typu sprzętów potrzebują. Zwykli klienci, coraz wolniej, bo zostali już prawie wyłącznie najwierniejsi fani, będą stopniowo odpływać.

blackberry passport 012

To jest ta dobra strona wybrania Androida, nawet odpowiednio zmodyfikowanego, jako system dla części nowych urządzeń BlackBerry. Gorszą jest to, że z całą pewnością taka decyzja będzie miała wpływ na przyszłość BlackBerry 10. Choć i tak trudno zakładać, żeby ta rysowała się w radosnych dla konsumentów barwach.

Trzeba to bowiem powiedzieć wprost – to nie jest system atrakcyjny dla przeciętnego użytkownika pod wieloma względami i małe są szanse na to, że kiedykolwiek nim będzie. Dogonienie iOS czy Androida w podstawowych, istotnych dla zwykłego klienta kwestiach, jest właściwie niemożliwe. A porównując możliwości finansowe i ludzkie wszystkich firm biorących udział w tym wyścigu, praktycznie pewne jest, że tak pozostanie jeszcze długo, jeśli nie na zawsze.

Rozwój tego systemu w tym kierunku nie ma więc najmniejszego sensu, nie widzi go też część z najbardziej oddanych platformie niezależnych programistów. I choć trudno to powiedzieć, to jeśli faktycznie na rynek trafi smartfon BlackBerry z Androidem, trudno oczekiwać, że BB10 czeka coś innego, niż nudne, korporacyjne życie systemu bezpiecznego, ale raczej niezbyt porywającego. Pozostanie ciekawostką dla zainteresowanych, platformą dla fanów i narzędziem dla niektórych. Nie systemem, w którym część osób widziała trzecią, lub przynajmniej czwartą siłę na rynku.

BlackBerry może i więc przegrało zakład o swoją całkowicie niezależną (w rozumieniu zarówno sprzętowym, jak i systemowym) przyszłość, ale kto wie – może dzięki temu będzie się w stanie przynajmniej trochę odrodzić.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement