Dwadzieścia lat temu miałem swój papierowy Instagram – mówi nam Robert Wolański, jeden z najbardziej znanych polskich fotografów

Artykuł/Foto 25.06.2015
Dwadzieścia lat temu miałem swój papierowy Instagram – mówi nam Robert Wolański, jeden z najbardziej znanych polskich fotografów

Zmieniają się czasy, tempo pracy i technologie, ale czy to oznacza, że zmienia się też zawód fotografa? Przy okazji premiery spektaklu „Powder Her Face” postanowiłem zapytać o to jednego z najbardziej znanych polskich fotografów – Roberta Wolańskiego – który stworzył niezwykłą sesję zdjęć towarzyszących premierze.

„Powder Her Face” w adaptacji Mariusza Trelińskiego to jedna z najgorętszych premier w tegorocznym repertuarze Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Wystawa zdjęć Roberta Wolańskiego jest oficjalnym wydarzeniem towarzyszącym spektaklowi. Na 36 zdjęciach prezentowanych w Salach Redutowych można zobaczyć kulisy pracy największej sceny teatralnej w Europie oraz portrety artystów grających w Powder Her Face.

Robert Wolański jest jednym z najbardziej rozchwytywanych fotografów w Polsce, choć na koncie ma również wiele sukcesów zagranicznych. Specjalizuje się w portrecie, zdjęciach modowych, reklamowych, ale także w reportażu. Jego zdjęcia publikowane były w wielu renomowanych magazynach na całym świecie.

Miałem ogromną przyjemność rozmawiać z Robertem Wolańskim o współczesnej fotografii, roli sprzętu i o zmianach zachodzących na rynku fotograficznym.

Robert Wolanski 4Marcin Połowianiuk, Spider’s Web: Czy łatwiej jest fotografować osoby znane, czy raczej te „zwykłe”, czyli nierozpoznawalne? Zdjęcia których osób bardziej podobają się Panu, jako fotografowi, a które Pana widzom?

Robert Wolański: Nie ma tu żadnej reguły. Z osobami anonimowymi rzecz jest o tyle ciekawa, że dla nich spotkanie z fotografem nie jest codziennością, więc u takich osób występuje większy poziom stresu. Nie znaczy to, że u osób znanych tego stresu nie ma. O dziwo najwięcej dziwnych sytuacji zdarza mi się przy pracy z aktorami. Kiedy odgrywają oni na scenie pewną rolę, to zupełnie nie mają problemu z pozowaniem. Natomiast kiedy stoją przed obiektywem fotografa jako osoby prywatne, kiedy muszą być sobą, niespecjalnie im to wychodzi.

Czy wobec tego trudniej jest zrobić portret aktora?

Aktora na pewno tak, natomiast w przypadku projektu Powder Her Face praca była niesamowitym doświadczeniem. Można się było spodziewać różnych zachowań, ale w przypadku czworga solistów (którzy występują zresztą na scenach całego świata), pracowało mi się najłatwiej. To było cudowne, ludzkie spotkanie. W momencie kiedy normalnie oglądamy tych ludzi na ekranie, czy na scenie, to wydaje nam się, że są niedostępni. Tymczasem mieli oni zupełny, cudowny dystans do siebie. Swoją otwartością kompletnie pozbawiali fotografa sytuacji stresowych. Ani przez chwilę nie kołatało w głowie pytanie pt. „o matko, kogo ja fotografuję?!”. Sam staram się wykonać moją pracę jak najlepiej, a jeżeli zaangażowanie jest z obu stron, to wychodzą rzeczy najpiękniejsze. Niezależnie od tego, czy znamy się z osobą fotografowaną od lat, od godziny, czy nawet od 15 minut.

Czy w profesjonalnej pracy zdarzają się sytuacje, w których wychodzą zdjęcia niespodziewane, spontaniczne? A może podczas sesji wszystko musi być zaplanowane od A do Z?

Nie, ja bardzo lubię dozę improwizacji, która wynika ze spontaniczności i elementów, które nie są przewidziane. Mimo to wychodzę z założenia, że do pracy należy przyjść przygotowanym. Nawet jeśli nie miałem możliwości spotkania się z kimś wcześniej i omówienia tego, co chcemy i możemy zrobić. Kluczowe jest to, żebym przyszedł na sesję i – tak jak w przypadku czworga naszych solistów – zaproponował plan działania. Muszę przyjść i powiedzieć – „słuchajcie, pomysł jest taki, a wyobrażam to sobie w taki a taki sposób”.

Czyli to punkt wyjścia jest tutaj istotny?

Tak, jest naprawdę ważny, szczególnie przy pracy z artystami, aktorami, czy śpiewakami, którzy potrzebują takiej „reżyserskiej” wskazówki. Natomiast po kilku klatkach czy kilku minutach wychodzą rzeczy, które nie są zaplanowane. Nie wymyślam wszystkich gestów i min. Podobnie różne pozy – poważne, czy zabawne – mogą być kwestią chwili. To jest niesamowite, że często znajduję się w sytuacjach, których się w ogóle nie spodziewałem i robię zdjęcia, o których nawet nie marzyłem. To są cudowne i wzruszające chwile zostające w pamięci na całe życie.

Jak szukać ciekawych osób do portretowania, kiedy jest się na początku fotograficznej drogi? Co zrobić, żeby wyjść poza ramy ładnego zdjęcia ładnej modelki? Jak zrobić prawdziwy portret?

Nie wiem czy jest na to jakaś rada. To zależy, co fotografa w życiu interesuje. Każdy z nas, fotografów, przechodził momenty fascynacji różnymi rodzajami fotografii i różnymi fotografami, których twórczość była nam bliska. Jeżeli jest się osobą początkującą, trzeba mieć niezwykle silną osobowość i charakter, by od samego początku wiedzieć, do czego się dąży. W trakcie pracy trzeba doświadczać i uczyć się pewnych rzeczy. Ja taką drogę przeszedłem. Moje fascynacje fotograficzne były zupełnie inne, niż są w tej chwili. Byłem zafascynowany podróżami i reportażem wojennym, czyli fotografią, jaka dziś już prawie nie istnieje.

A jak to wygląda konkretnie w przypadku fotografii mody?

W przypadku mody czy fotografii portretowej, obecnie jest system, który działa na całym świecie. Fotografowie pretendujący do bycia fotografami mody zaczynają od robienia testów w agencjach modelek. Wtedy można nauczyć się obycia z modelkami. Mamy też początkujących artystów specjalizujących się we włosach, make-upie, stylizacji. Tworzą się grupy. Co test, co historia, poznaje się nowych ludzi. Część rezygnuje, bo czasem nie jest to ich droga, albo nie są na tyle zmotywowani lub kreatywni. Część zostaje tu na dłużej. Także jednej recepty nie ma. Wszystko zależy od wrażliwości osoby, która ten zawód uprawia.

W takim razie jak udało się to Panu?

Ktoś mnie kiedyś zapytał jak dojść do fotograficznej czołówki. Zanim to pytanie nie padło, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo to nie fotografowie plasują się w tej czołówce. To odbiorca i klient wybiera. Ja całe życie robiłem zdjęcia z pasji robienia zdjęć, a okazało się, że rzeczywiście ktoś zauważa i docenia moją pracę.

Czy warto być fotografem specjalizującym się w konkretnej dziedzinie, czy lepiej być artystą uniwersalnym? Czy fotografowie „wielobranżowi” nie są mniej wiarygodni w tym co robią?

To tak jak w sztuce – czy można zarzucić Leonardo da Vinci, że robił grafiki, że malował farbami olejnymi, akwarelą? Że rzeźbił, że konstruował maszyny? Czy ten człowiek był upośledzony bo nie skanalizował swojego talentu w jednym kierunku? Ja myślę, że nie. Należy być człowiekiem otwartym i doświadczać wszystkiego, w tym absolutnie wszystkich dziedzin fotografii, a nawet sztuki. Mamy tak niesamowite możliwości, że grzechem byłoby kierować swoje możliwości tylko w jednym kierunku. Nie możemy szufladkować artystów i fotografów. Nie można krytykować fotografa mody, który zrobi piękne zdjęcia martwej natury, słowami „niech lepiej zajmie się tym, w czym jest dobry”. Nieprawda! Nie wiadomo, w czym on jest dobry. Tak samo ja nie wiedziałem w czym jestem dobry. Okazało się, że fotografia reporterska, czy wojenna nie jest mi przeznaczona. Zupełnym przypadkiem zahaczyłem o fotografię mody. I był to świat fascynujący. Nie można być zamkniętym – wręcz przeciwnie.

Porozmawiajmy o sprzęcie. Jest pan profesjonalistą obserwującym rynek od lat i na pewno widzi pan zachodzące zmiany. Obecnie każdy z nas ma aparat – chociażby w smartfonie. Czy wobec tego warto jeszcze być zawodowym fotografem?

To bardzo ciekawe i niełatwe zagadnienie. Czy warto być fotografem? Ja ciągle twierdzę, że warto. Natomiast rzeczywiście podejście do naszego zawodu zupełnie się zmieniło. Nawet nie w momencie wejścia fotografii mobilnej – bo ty był kolejny etap – ale już przy wejściu fotografii cyfrowej. Rynek został zalany aparatami. Wcześniej fotografia analogowa dla przeciętnego człowieka była dość skomplikowaną przygodą.

A dziś?

Dzisiaj nikt nie zastanawia się, jak zrobić zdjęcie. Wachlarz technologiczny jest przeogromny, jednak to nie sprzęt jest ważny. Ważne jest to, jak człowiek widzi świat patrząc przez aparat. Tę wrażliwość albo się ma, albo nie. Jeżeli nie ma się w sobie tej kropli artystycznego niepokoju, to niezależnie od posiadanego sprzętu, nie będzie się dobrym fotografem. Nieważne, czy ma się smartfona, czy profesjonalny aparat. Fotografem warto być, a jest się nim wtedy, gdy to się czuje.

Robert Wolanski 2

Czy smartfon zastąpi nam kiedyś profesjonalne aparaty? A może już się to dzieje? W końcu nawet duże firmy modowe coraz częściej stylizują sesje reklamowe na typowo amatorskie, przypadkowe zdjęcia.

Fotografia mobilna, którą sam uprawiam na różnym poziomie, jest czymś ogromnie interesującym. Natomiast dzisiaj jeszcze nie może ona zaspokoić wymagań klientów przez duże K, jeżeli chodzi o estetykę i poziom obrazu, którego poszukują. Pewnie gdybym się uparł, to mógłbym zaproponować klientowi zrobienie zdjęcia reklamowego na bilbordy smartfonem, bo pewnie takie rzeczy istnieją. Jednak klienci, którzy wydają duże pieniądze na kampanie reklamowe, nie byliby zachwyceni gdybym przyszedł do studia i wyjął telefon. Byłoby to dla nich takim profesjonalnym faux pas.

Przywołam Powder Her Face. Przy okazji tych sesji robiłem zdjęcia telefonem, ale jeśli się zasadzamy na profesjonalną fotografię, nie należy zapominać o tym, co w fotografii jest kluczowe – o świetle. W sytuacji studyjnej takiej jak przy Powder Her Face, nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić – z całym szacunkiem – czymkolwiek. Bardzo mocne lampy, głębia ostrości – tego telefonem się dziś nie zrobi.

W takim razie po co powstają wspomniane sesje lifestylowe wzorujące się na fotografii mobilnej?

One też wymagają pewnych umiejętności. Naśladując ten efekt, trzeba wiedzieć, w jaki sposób go uzyskać. Ciągle twierdzę, że jednak wiedza i wrażliwość fotograficzna do wykonywania tego zawodu jest potrzebna, bo sam sprzęt nie zrobi za nas zdjęcia. Natomiast sam korzystam z rozwoju technologicznego i jestem nim wręcz zachwycony. Technologia jednak cały czas się zmienia, a ja jestem tym szczerze zafascynowany. Jeszcze 20 lat temu nie mogłem nawet marzyć o tym, by mieć niewielki a jednocześnie na tyle profesjonalny aparat, by można nim było wybrnąć przy zdjęciach na bilbordy, czy do prasy. To było marzenie, które w dzisiejszych czasach się spełnia. Lustrzanki w klasycznym wydaniu są wielkimi pudłami, które są dla większości fotografów kompletnie bez sensu. Tak samo jest ze światem aparatów średnioformatowych i przystawek cyfrowych, który jeszcze chwilę temu tak szybko się rozwijał, a dziś jest anachroniczny. Patrzę na nie jak na dziwolągi.

Jeżeli poruszyliśmy już kwestie sprzętowe – czy nie jest tak, że sprzęt jest obecnie trochę marginalizowany? Coraz więcej rzeczy możemy robić programowo. Możemy rozmywać tło, tworzyć HDR-y, wyciągać światła, cienie, itd. Czy to wszystko nie zmierza w kierunku, że zdjęcia będziemy robić de facto na komputerze, że przestanie się liczyć duża matryca i jasny obiektyw?

Nie, duża matryca i jasny obiektyw nadal robią różnicę. Były czasy, kiedy poszukując na zdjęciach konkretnego efektu, takiego jak kolorów zachodzącego słońca, bliku słońca, czy jego braku, trzeba było stosować filtry na obiektywy. Tych filtrów było kilka naraz. Dzisiaj te filtry zastępuje komputer, dzięki czemu nie musimy głowić się przed sesją jak „zafiltrować” sprzęt, by nie stracić na jakości, czułości, czy głębi ostrości. Robimy dzisiaj zdjęcie w sposób „przyzwoity”, a doprowadzamy je do świetnego poziomu na komputerze. Uważam, że nie ma w tym nic złego. To tak jakby krytykować drwala za to, że dziś ścina drzewa piłą mechaniczną, a nie ręczną. Takich analogii jest bardzo wiele.

Robert Wolanski 3

Na koniec mam pytanie o fotografię jako sztukę. Tworzy mi się taka klamerka, choć nie wiem czy słusznie. Powder Her Face to spektakl operowy, natomiast operę można uznać za kulturę wysoką, podczas gdy w dzisiejszych czasach znacznie częściej chodzimy do kina, lub wręcz spędzamy czas na YouTube. Czy nie to samo dzieje się z fotografią? Czy nowe pokolenie odbiorców wychowanych na Facebooku i Instagramie jest w ogóle w stanie docenić dobre zdjęcie?

Znam młodych ludzi, którzy są wychowani na Facebooku i generalnie Internecie, ale kulturę – szeroko pojętą, od muzyki, po inne dziedziny – mają na wysokim poziomie. To że są wychowani na kulturze Internetu nie umniejsza w żadnym stopniu ich wrażliwości. Ta młodzież, która dziś pstryka, klika, wysyła i robi mnóstwo innych rzeczy, również dojrzewa. Dziś możliwości jest bardzo dużo, znacznie więcej, niż w momencie, kiedy ja miałem przyjemność zaczynać przygodę z fotografią. Uważam, że żyjemy w fenomenalnych czasach rozwoju technologii.

A jak to wyglądało dawniej?

W momencie kiedy zaczynałem nie było Internetu, wiec nie było możliwości, by pokazać zdjęcie trzy godziny po sesji i oczekiwać czterech tysięcy komentarzy po czterech godzinach. To trwało dłużej – miesiącami, czy wręcz latami. Szukam w pamięci co sam robiłem w młodym wieku. Robiłem pamiętniki i albumy z wycinków zdjęć i polaroidów. Można powiedzieć, że był to taki Facebook, czy Instagram, tylko 20 lat temu. Dziś zmieniła się nie sama wrażliwość, a jedynie narzędzia. Chyba nie ma w tym nic złego.

Wystawa zdjęć  Powder Her Face jest dostępna dla widzów spektakli na godzinę przed rozpoczęciem oraz w antraktach do 30 czerwca 2015 roku. 

Dołącz do dyskusji

Advertisement