Mam konsolę, bo nie stać mnie na peceta

Felieton/Gry 19.06.2015
Mam konsolę, bo nie stać mnie na peceta

Komputer czy konsola? Konflikt ten prawdopodobnie nigdy się nie skończy, a zwolennicy jednej i drugiej opcji bez końca będą wymieniać się licznymi argumentami potwierdzającymi wyższość swojej platformy. I choć staram się szanować argumenty używane przez obydwie strony, to niedawno byłem zmuszony opowiedzieć się po jednej z nich.

Finalnie wybrałem konsolę. Powodem mojego wyboru nie było jednak przekonanie o wyższości PlayStation czy Xboksa nad pecetami, a fakt, że obecnie nie stać mnie na kupno porządnego komputera.

Doszedłem do takiego wniosku, mimo że wcześniej przez długie lata byłem posiadaczem i użytkownikiem całkiem mocnego komputera. Były to czasy, gdy uwielbiałem ulepszać komputer o każdy gigabajt pamięci, dokładać do niego nowe dyski, karty graficzne, podkręcać procesory i wymieniać chłodzenia na wodne. Jak dziecko cieszyłem się z każdego upgrade’u, a praktycznie wszystkie zarobione pieniądze wkładałem w rozbudowę komputera.

Powód tego był bardzo prosty. Pisaniem zacząłem się parać już w szkole średniej i nawet kilkaset lub tysiąc złotych, które miałem okazję zarobić, mogłem wydać na co tylko chciałem. Nie musiałem dokładać się do rachunków, więc wszystko wydawałem na pizzę, używki oraz właśnie sprzęt komputerowy.

Potrafiłem co kilka miesięcy zmieniać procesory, karty graficzne oraz dokładać RAM. Całkowicie mnie to pochłaniało, a często pracowałem też za barter. Nie robiło mi różnicy, czy dostanę pieniądze i kupię za nie sprzęt, czy może od razu otrzymam wymarzony podzespół.

Po wyprowadzce z rodzinnego miasta okazało się, że pomoc od rodziców i moja pensja muszą mi starczyć na zapłacenie czynszu, rachunków i zwyczajne przeżycie. Z czasem moje zarobki rosły, ale gdy postanowiłem zamieszkać tylko ze swoją drugą połówką zamiast grupą lokatorów, rachunki znacznie się zwiększyły. Dodatkowo wypadało coś odłożyć na poczet wkładu własnego w mieszkanie, które prędzej czy później będę musiał kupić.

Nikogo nie powinno dziwić, że z czasem zacząłem coraz uważniej oglądać każdą wydawaną przez siebie złotówkę.

Miałem to szczęście, że zajmowałem się testowaniem podzespołów i mogłem zajmować się graniem w trakcie oraz po pracy. Zresztą robię to do dziś. Niestety urządzenia testowe mają to do siebie, że po krótkim czasie trzeba je zwrócić. Dlatego potrzebowałem własnego sprzętu domowego, na którym mógłbym grać bez obawy o to, że za chwilę będę musiał wymieniać kartę graficzną lub wręcz żegnać się z całym pecetem.

Ostatecznie w 2010 roku za 600 zł kupiłem używanego Xboksa 360, zaś rok temu zdecydowałem się na kupno PlayStation 4. W teorii kosztowała mnie ona 1200 zł, a w praktyce nic, bo była dodatkiem do abonamentu telefonicznego kosztującego 50 zł miesięcznie. Jednak nawet bez tej osobliwej promocji okazałby się sprzętem tańszym od peceta.

shutterstock_137164625Według jednej z ostatnich analiz Eurogamera komputer, która ma w Wiedźminie 3: Dziki Gon takie same osiągi jak Playstation 4 kosztuje nieco ponad 2000 zł. Dodatkowo peceta z czasem będzie trzeba wymienić lub ulepszyć, a PlayStation 4 starczy nam na co najmniej 5 lat.

Oczywiście komputer może służyć nie tylko do grania, ale też do pracy. Wtedy jednak konieczne jest dokupienie do niego monitora i akcesoriów. Sam wolałbym zainwestować różnicę w cenie między PlayStation 4 i pecetem w laptopa, którego mógłbym zabrać wszędzie. Nie miałby on zbyt dużej mocy obliczeniowej, ale zdecydowanie wystarczyłby do wymagań moich i 90% użytkowników pecetów.

W ten sposób otrzymałbym zestaw sprzętów, który umożliwia mi granie w domu i pracowanie z dowolnego miejsca. Co więcej, nawet taki laptop byłby w stanie poradzić sobie z pecetowymi tytułami, które pojawiają się często na wyprzedażach. Tak naprawdę miałbym dwie platformy zamiast jednej.

Wbrew pozorom posiadacze konsol nie muszą płacić zbyt wiele za gry.

Nie tylko Steam, ale też Playstation Network i Xbox Live oferują ciekawe promocje, dzięki którym można kupić świetne tytuły za grosze. Dodatkowo dostępne są na nich abonamenty, które umożliwiają zdobywanie co miesiąc mniej lub bardziej atrakcyjnych tytułów bez dodatkowych opłat. Cieszą też inicjatywy takie jak dostępne na Xboksie One EA Access, które za kilkadziesiąt złotych rocznie daje dostęp do naprawdę ciekawych gier, w tym takich z serii FIFA oraz Battlefield.

Tego na komputerach niestety nie ma, ale trzeba pamiętać, że to na pecetach promocje są dostępne częściej. Za to konsolowcy mają możliwość odsprzedawania gier, dzięki czemu za możliwość przejścia nowego tytułu mogą płacić zaledwie 20-30 zł. Każda strona ma tu swoje plusy i minusy, zatem możemy uczciwie uznać, że mamy remis.

gry linuxMożna oczywiście wspominać o płynności i grafice, która na pececie jest ładniejsza niż na konsoli. Co więcej, różnica między dwoma sprzętami jest zauważalna… ale tylko w porównywalnych warunkach. Jeśli odpalisz Wiedźmina 3 na Xboksie One, PlayStation 4 i PC na 24-calowym monitorze, bez problemu zauważysz różnice.

Okaże się jednak, że po podłączeniu tych sprzętów do większego ekranu, który stoi kilka metrów od nas, różnica w grafice nie jest aż tak wyraźna, a dla osób z mniej wprawionym okiem staje się w ogóle niezauważalna. Dodatkowo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w większość gier przyjemniej gra się na kanapie trzymając pada w ręku niż siedząc przy biurku, nawet z padem. I nie, nie chce mi się podłączać komputera do telewizora, bo ten stoi w oddzielnym pomieszczeniu i jest oddzielony od 50-calowego ekranu dwoma ścianami, kuchnią i dystansem 10 metrów.

Reasumując, nie wybrałem konsoli dlatego, że jest najlepsza.

To też nie będzie powodem, dla którego konsole coraz wyraźniej wypierają pecety do gier. Dzieje się tak wyłącznie dlatego, że są wygodne, przystępne cenowo i tanie w eksploatacji. Już w 1526 roku Mikołaj Kopernik pisał, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Konflikt konsol i pecetów jest doskonałym przykładem na ponadczasowości tej zasady.

* Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement