Oby z walki Komisji Europejskiej z Amazonem nic nie wyszło. Inaczej stracą klienci

Artykuł/Technologie 11.06.2015
Oby z walki Komisji Europejskiej z Amazonem nic nie wyszło. Inaczej stracą klienci

Wszystko wskazuje na to, że Komisja Europejska wzięła sobie do serca solidne prześwietlanie amerykańskich gigantów działających na rynkach Unii Europejskiej, szczególnie pod kątem praktyk monopolistycznych. Tym razem na celowniku Brukseli znalazł się Amazon, przeciw któremu 11 czerwca rozpoczęto kolejne postępowanie. 

Po ostatnim procesie przeciwko Google’owi, który wziął pod lupę rzekome nieczyste praktyki względem pozycjonowania wyników wyszukiwania, tym razem Komisja chce sprawdzić praktyki Amazona względem wydawców, szczególnie dwa zapisy w oferowanych przez firmę Bezosa umowach:

  • wydawca ma obowiązek informować Amazon o nowych/bardziej korzystnych umowach z innymi kontrahentami
  • wydawca ma obowiązek zaoferować Amazonowi równie dobre, bądź lepsze warunki jak konkurencji

Komisja Europejska chce zbadać, na ile niniejsze zapisy mogą stanowić zagrożenie dla konkurencji Amazonu, ograniczając im pole działania i zmniejszając konkurencyjność.

Jeżeli podejrzenia komisji się potwierdzą, będzie stanowić to pogwałcenie unijnego Prawa Ochrony Konkurencji.

Margarete Vesthager, odpowiedzialna za prowadzenie procesu przeciw Amazonowi w oficjalnym stanowisku Komisji Europejskiej podkreśla, iż dochodzenie nie ma na celu zmniejszenia zasięgu tak dobrze zorganizowanego i wygodnego dla użytkowników biznesu jak Amazon, lecz upewnienie się, że jednocześnie nie wpływa on negatywnie na inne obszary rynku.

Takiego organu jak Komisja Europejska zabrakło kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych, gdy boje z Amazonem toczyło wydawnictwo Hachette, a impas został rozwiązany dopiero po wystosowaniu petycji do Jeffa Bezosa podpisanej przez rozlicznych wydawców i bestsellerowych autorów.

Nie jest to pierwszy proces, który Komisja wytacza na rynku ebooków. W 2011 roku do analogicznego postępowania wystąpiło w przypadku Apple oraz pięciu wiodących, międzynarodowych domów wydawniczych, co do których istniało podejrzenie, iż celowo zaniżają ceny swoich produktów.

Nie jest to także pierwsze postępowanie przeciwko Amazonowi; w październiku 2014 firma została ujęta w większym dochodzeniu obejmującym praktyki podatkowe na terenie Luksemburgu. Istniało podejrzenie, iż dochodzi do malwersacji podatkowych w tym kraju, a podatek płacony przez Amazon jest nienaturalnie niski.

Postępowanie to nadal jest w toku, lecz jeżeli zarzuty okażą się prawdziwe, należną rekompensatę Unii zapłaci Luksemburg, nie Amazon.

Działania Amazonu mogą szkodzić konkurencji, ale działają na korzyść klienta

O ile w przypadku Google’a pochwalałem wnikliwe dochodzenie Komisji Europejskiej, o tyle w przypadku Amazonu mam mieszane uczucia. Osobiście jestem wielkim fanem działań giganta jako księgarni internetowej i bodajże najbardziej wygodnego miejsca w międzynarodowym Internecie, do kupowania ebooków. Tym bardziej, że Amazon zadbał o to, aby stworzyć koherentny ekosystem czytelniczy, który… co tu dużo mówić, po prostu działa.

Ze względu na powyższe zapisy w umowie, które zapewniają Amazonowi najlepsze możliwe warunki w kontaktach z wydawcami, konkurencyjne podmioty również muszą obniżać swoje ceny. W konsekwencji zyskują klienci, nawet, a może zwłaszcza ci, którzy nie korzystają z Amazonu. Ponieważ nawet kupując poza jego ekosystemem, nabywają książki, których cena została niejako wymuszona przez praktyki Amazonu.

Oczywiście na naszym rodzimym rynku problem ten jeszcze nie istnieje, ponieważ oficjalnie Amazon nie prowadzi u nas swojej działalności, a liczba osób kupujących anglojęzyczne ebooki, to nadal raptem odsetek całego czytelniczego grona.

Niemniej jednak już teraz czuć w powietrzu wydawniczo-dystrybucyjnym strach przed wejściem Amazona do Polski, dokładnie z tego powodu, dla którego znalazł się on pod lupą Komisji Europejskiej. Pojawienie się tego sklepu u nas z pewnością zatrzęsie rynkiem, na którym od wielu lat panuje stagnacja.

Dlatego paradoksalnie mam nadzieję, że z postępowania Komisji nic nie wyniknie. Rynek książek uważam za jedno z tych nielicznych miejsc, gdzie silny, dominujący gracz, dyktując swoje warunki wpływa korzystnie na rozwój całego rynku, wymuszając pewne standardy cenowe.

A ostatecznie korzyść spływa na klienta. Z czego chyba wszyscy powinniśmy być zadowoleni.

* Zdjęcie główne pochodzi z serwisu Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement