Nie śpię od 5 dni, czyli Razer Nabu X – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 06.05.2015
Nie śpię od 5 dni, czyli Razer Nabu X – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Mogłoby się wydawać, że wszystkie opaski fitness, których na rynku pojawiły się już dziesiątki, są dokładnie takie same i robią dokładnie to samo – czasem lepiej, czasem gorzej. Razer przy okazji swojej drugiej w historii opaski spróbował podejść do tematu nieco inaczej, promując zresztą swój produkt jako… opaskę społecznościową. O co chodzi i czy to w ogóle działa?

Jak to się nosi?

Pierwszy kontakt z opaską i całym zestawem jest raczej standardowy. Nabu X niespecjalnie wyróżnia się z wyglądu na tle innych sprzętów z tej kategorii, składając się – tak jak i większość jego konkurentów – z gumowego, wymiennego paska oraz modułu głównego, chronionego tworzywem sztucznym. To, na co warto zwrócić uwagę to fakt, że o ile pasek jest raczej dość wąski i drobny, o tyle cyfrowy mózg Nabu X ma już całkiem spore wymiary w porównaniu np. do Fitbita Flex. Na szczęście trudno jest odczuć to na ręce, głównie za sprawą bardzo niewielkiej masy.

nabu x 7

Sam pasek również nie daje powodów do narzekań. Tworzywo sztuczne, z którego został wykonany jest przyjemne w dotyku i nawet kilkudniowe sesje z Nabu X nie powodują podrażnienia skóry. Pewne wątpliwości może budzić jedynie mechanizm zapinania. Nie chodzi nawet o fakt, że może się odpinać podczas biegania czy jazdy na rowerze (przetestowane – nie odpina się, nawet jeśli ktoś macha łapami jak dziki), ale o to, że pomimo podwójnego klipsa, dłuższa część opaski potrafi się odchylić na bok. I wtedy nie tylko denerwuje to z estetycznego punktu widzenia, ale po prostu trzeba przeszkadza i zmusza do poprawiania.

Takie zachowanie można wprawdzie zaobserwować głównie przy zapinaniu opaski na „oczka” bliższe modułowi, ale będzie to ustawienie właściwe dla większości osób. Pasek Nabu X przy maksymalnym zapięciu można byłoby chyba założyć może nie na nogę, ale z pewnością daleko poza nadgarstek.

nabu x 11

Klips zapinający ma jeszcze inną wadę. Wykonano go z bardzo twardego tworzywa sztucznego, co jeśli chodzi o zaczepy może być zaletą, natomiast jeśli chodzi o fragmenty zewnętrzne, jest już już wadą. W momencie, kiedy piszę na laptopie i słyszę tylko notoryczne skrobanie o jego obudowę przy każdym ruchu dłonią, Nabu X muszę po prostu zdjąć i odłożyć na bok.

Jak widać na zdjęciach, czarny pasek bardzo lubi kolekcjonować kurz. W dowolnych ilościach. I bardzo trudno jest się go pozbyć.

Mig, mig

Tak czy inaczej, da się jednak opaskę Razera bez problemu nosić tam, gdzie powinna i to nawet w czasie bardziej intensywnych aktywności. Co jednak potrafi sam moduł? Wygląda wprawdzie dość niepozornie, tym bardziej, że w opasce nie ma nawet wycięcia na ekran. Mimo to, pod gumowym, prześwitującym paskiem umieszczono trzy wielokolorowe diody, pełniące oczywiście role informacyjne, ale nie tylko związane z naszą aktywnością.

nabu x 2

Do ich zadań należy więc informowanie nas o przychodzących połączeniach, nowych wiadomościach oraz alarmach, przy czym dla każdego z tych wydarzeń można ustawić jeden z trzech kolorów, choć niestety będzie on dotyczył wszystkich diod. Nie można więc ustawić dla wiadomości zielonej, niebieskiej i czerwonej – wszystkie będą miały dokładnie taki sam kolor. Dla wszystkich rodzajów powiadomień można także ustalić jasność diod oraz poziom wibracji, która nawet na poziomie średnim jest wystarczająco mocna.

Oczywiście wszystkich tych ustawień nie możemy zmienić z poziomu opaski. Ta reaguje bezpośrednio jedynie na podwójne stuknięcie, które wyświetla za pomocą diod jeden z wybranych przez nas parametrów (liczbę kroków, poziom naładowania, liczbę spalonych kalorii, długość snu, etc.) oraz umożliwia wyłączanie powiadomień przez potrząśnięcie nadgarstkiem. Niestety w tej pierwszej kwestii zastosowanie zaledwie trzech „lampek” okazuje się dość sporym utrudnieniem – jest po prostu nieprzesadnie precyzyjna, nawet jeśli chodzi o ogólne informowanie o naszej aktywności. Systemy z ekranami, czy nawet pięcioma LED-ami spisują się po prostu lepiej.

Aplikacje

Aby więc dokładniej sprawdzić nasze wyniki, musimy uruchomić aplikację, a właściwie dwie (przynajmniej w przypadku iOS). Pierwsza z nich odpowiada za połączenie, konfigurację, przesyłanie powiadomień i zmianę ustawień, natomiast druga jest już typową aplikacją monitorującą aktywność.

IMG_0196

W przypadku tej pierwszej trudno powiedzieć cokolwiek złego. Parowanie jest szybkie, powiadomienia o wiadomościach i połączeniach są błyskawiczne, liczba opcji jest wystarczająca i właściwie może jedynie drażnić możliwość ustalenia zaledwie jednego alarmu (choć przy tak mocnej wibracji powinno to wystarczać).

Niestety aplikacja Nabu Fitness jest, mówiąc delikatnie, zdecydowanie nie w formie. Nie dość, że pokazuje zebrane dane w niesamowicie prymitywny sposób, to jeszcze (choć może poprawiła to wczorajsza aktualizacja) robi coś dziwnego z zapiskami z poprzednich dni. Przykładowo, 3000 kroków następnego dnia zamieniło się już w około 300 i nie było wiadomo, z czego to wynika.

Na szczęście tak naprawdę nie trzeba z Nabu Fitness w ogóle korzystać. Opaska bardzo sprawnie synchronizuje się z Apple Health, gdzie dostęp do tych samych danych jest nie tylko wygodniejszy i łatwiejszy, ale i przedstawione są w atrakcyjniejszy i bardziej czytelny sposób.

W praktyce

Nabu X praktycznie nie schodzi z mojego nadgarstka od kilku dobrych dni, zbierając dane regularnie, ale trzeba przyznać, że z dość różnym skutkiem. Zacznijmy więc od wymagań trudniejszych.

Kilka razy zdecydował się założyć Nabu na rękę obok mojego zegarka sportowego podczas biegania. Nie oczekiwałem wiele, ale zasadniczo byłem całkiem pozytywnie zaskoczony. Przy dwukrotnie powtórzonym w ciągu dwóch dni 5-kilometrowym biegu, opaska Razera za każdym razem pomyliła się zaledwie o 200-300 m w stosunku do tego, co pokazał GPS.

nabu x 12

Z jednej strony to całkiem sporo, ale z drugiej, mało kto będzie faktycznie biegał np. ze stoperem i opaską, a potem na tej podstawie wyznaczał sobie tempo. Jest więc całkiem przyzwoicie na „potrzeby ogólne”, choć rozczarowuje znów aplikacja Fitness – nawet tańsza o niemal połowę opaska Kruger&Matz automatycznie wykryła, kiedy biegałem i ładnie zapisała to w telefonie. Nabu natomiast nie.

Na pocieszenie można dodać fakt, że podczas biegu opaska nie próbowała spaść, nie drażniła i przy okazji udowodniła swoją wodoodporność (choć nie należy z nią pływać).

nabu x 1

Co ciekawe, największe błędy Nabu X robi podczas mniej wymagających czynności. Przykładowo do czasu biegu na 5 km zdołała naliczyć mi 5 km marszy, podczas gdy zdecydowaną większość tego dnia spędziłem przed biurkiem, wchodząc na dwór może trzykrotnie i raczej kręcąc się w kółko na niewielkim obszarze. Może i na 3 albo 4 km byłbym w stanie się zgodzić (tyle pokazuje przy podobnej aktywności Flex), ale 5 to zdecydowanie za dużo.

Najwyraźniej algorytmy, z których korzysta Razer nie są wystarczająco dobre, by odróżnić ruchy ręką (tak, opaska była na na lewej, czyli nie-głównej) od faktycznego marszu i potrafi nam doliczyć to i owo, nawet gdy nie ruszamy się nawet o metr, klepiąc tylko w klawiaturę.

nabu x 5

Szkoda, bo dużo lepiej jest gdy opaska zaniża naszą liczbę kroków, niż gdy zawyża ją i to w dużym stopniu. Co ciekawe, taki wyskok oceny aktywności Nabu X miał miejsce tylko raz. Potem opaska postanowiła się nieco uspokoić i jej wyniki były zdecydowanie bliższe tym, które podaje Fitbit i tym, które można sobie policzyć samemu.

Czas na sen

O ile więc Nabu X radzi sobie z monitorowaniem aktywności całkiem znośnie jak na swoją cenę (około 200 zł), o tyle ze snem jest już problem i to nawet dość poważny. Ani mi, ani Mateuszowi, który testuje inny egzemplarz opaski, nie udało się skłonić jej do tego, żeby sprawiła poprawnie czas snu.

nabu x 9

Teoretycznie tryb monitorowania snu można włączyć ręcznie z poziomu aplikacji (dlaczego nie z poziomu opaski?), albo z automatu. W tym drugim przypadku, jeśli opaska nie wykryje ruchu w zadanym przedziale czasowym, uzna, że zasnęliśmy i włączy odpowiedni tryb.

Niestety, choć próbowałem już na wszystkie możliwe sposoby, od kilku dni, przynajmniej według Nabu X, nie śpię. Może i praca dla Spider’s Web wymaga poświęceń, ale gdyby to, co pokazuje opaska było prawdą, musiałbym chyba zacząć myśleć nad zmianą pracodawcy.

nabu x 8

Od zeszłego czwartku, kiedy założyłem po raz pierwszy Nabu na rękę, program zliczył mi… całą 1 minutę snu. Niewiele, a do tego w okolicach godziny 19, czyli zupełnie nie wtedy, kiedy miał w ogóle myśleć o tym, żeby monitorować ten parametr.

Cóż, pozostaje walczyć dalej z cyfrową bezsennością, choć to raczej nie mój problem, a Nabu.

Ile bez ładowania?

Sporo. Jak na razie od pierwszego ładowania (i to nie jestem pewien czy do pełna) z 30.04, zostało jeszcze 46% energii w akumulatorze. Opaska była przy tym prawie cały czas na moim nadgarstku, aczkolwiek przez długi czas nie była połączona przez Bluetooth (potrafi przechowywać dane o krokach przez wystarczający czas), więc i nie musiała wyświetlać powiadomień ani wibrować.

Teraz pozostaje się przekonać, jak długo wytrzyma przy stałym połączeniu.

Oczywiście na razie jeszcze zbyt wcześnie na ostateczną ocenę, szczególnie że twórcy opaski dość często aktualizują oprogramowanie i jest nadzieja, że wszystkie błędy zostaną za jakiś czas usunięte. Na razie głównie widać, że jak na produkt z tej kategorii cenowej jest całkiem spory potencjał. Intrygująco brzmi chociażby opcja wymiany danych z innymi użytkownikami Nabu X przy spotkaniu (tak jak na zdjęciu głównym).

Oby tylko potencjał ten nie został zmarnowany.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement