Smart dom to nie produkt przyszłości. To coś, czego chcemy już dzisiaj

Artykuł/Technologie 26.05.2015
Smart dom to nie produkt przyszłości. To coś, czego chcemy już dzisiaj

Smartfony i tablety, niemal na stałe podłączone do Internetu, otaczają nas praktycznie z każdej strony. Mimo to, wizja podłączenia do tego samego „źródła” zwykłych domowych sprzętów dla wielu nadal pozostaje… wizją. Tzw. inteligentne domy, czy po prostu domy sterowane zdalnie to coś, co z wielu powodów nadal nie może stać się czymś pospolitym. Co nie znaczy, że ludzie tego nie chcą. 

Jeszcze niedawno smart dom kojarzył się z czymś drogim, niekoniecznie łatwym w instalacji, a do tego wszystkiego był to rynek, który czekały spore zmiany i nie wiadomo było, w które rozwiązanie inwestować, aby za chwilę nie musieć go zmienić. Z czasem jednak na rynku zaczęło pojawiać się sporo mniejszych i większych graczy, którzy zaprezentowali rozwiązanie prostsze w obsłudze i w montażu, a do tego względnie tanie.

Do tego całego grona w najbliższym czasie dojdą jeszcze inni zawodnicy, jak chociażby Google i jego partnerzy, o ile faktycznie na rynek trafi nieoficjalnie zapowiadany Android w wersji dla sprzętów z kategorii IoT. Do tego dochodzi jeszcze Samsung, który jakiś czas temu nabył firmę właśnie z tego segmentu i powoli zaczyna się robić naprawdę tłoczno.

Nie oznacza to jednak, że nie ma tu miejsca dla innych. Doskonale dowodzi tego chociażby jedna z ostatnich kampanii na Indiegogo, przeprowadzona przez amerykańską firmę Oomi. Przyznaję się, że gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, niemal na samym początku, nie spodziewałem się, że odniesie ona tak wielki sukces. Ot, kolejny, całkiem przemyślany i względnie atrakcyjny wizualnie system kontroli sprzętów domowych, oświetlenia, kamer i podobne. Bardzo podobny chociażby do naszego krajowego Fibaro.

A jednak mimo to i mimo tego, że podobne systemy są na rynku, społeczność Indiegogo uznała, że tego typu projektów na tym etapie wcale nie jest zbyt wiele. Jego twórcy, zamiast zakładanych początkowo 50 tys. dol. uzbierali w ciągu miesiąca, mając jeszcze niemal cały miesiąc zbiórki przed sobą, prawie… 1,4 mln dol. To niemal 30 razy tyle, ile planowano uzbierać na początku.

Czy jest więc coś, co tak naprawdę wyróżnia Oomni? Cóż, jak zawsze bywa, jest tu kilka detali wartych wzmianki.

Przede wszystkim autorzy projektu zdecydowali, że stacja bazowa, która w przypadku większości dotychczasowych produktów jest po prostu małą skrzynką, która nic nie robi, powinna w dzisiejszych czasach wyglądać inaczej i oferować więcej. W związku z tym centralny element systemu, Oomni Cube (komunikujący się ze światem przez WiFi, Bluetooth i obsługujący standard Z-Wave), jest jednocześnie kamerą, wyposażoną łącznie w 8 czujników. Potrafi dzięki temu (według deklaracji twórców) wykryć m.in. ruch, hałas, wibracje, zbicie szyby, temperaturę, wilgotność i nasłonecznienie. Sporo, szczególnie biorąc pod uwagę, że przeważnie taki zestaw funkcji wymagałby oprócz stacji bazowej 2-3 dodatkowych modułów.

oomni

Pozostałe części systemu wydają się być dość standardowe. Oomni Cam jest po prostu kamerą, Oomni Bulb jest żarówką sterowaną bezprzewodowo, Oomni Plug jest typową zdalnie sterowaną wtyczką, a Oomni Multisensor – kilkoma czujnikami zamkniętymi w jednej obudowie. Do tego dochodzi jeszcze czujnik na drzwi/okna oraz Oomni Streamer i Oomni Air, a wszystko możemy oczywiście niemal dowolnie łączyć w różne „sceny”.

Ciekawostką jest natomiast podejście projektantów do kwestii sterowania tymi wszystkimi urządzeniami. Owszem, oferują aplikację dla iOS i Androida, ale sami określają taką formę zarządzania „bezsensem”. Ich zdaniem jedyną naprawdę wygodnym sposobem obsługi jest kontroler Oomni Touch. Jakby jednak na to nie patrzeć, jest to po prostu skrzyżowanie tabletu z klawiaturą (duży ekran dotykowy i fizyczne przyciski), który być może – jako sprzęt dedykowany do obsługi – będzie bardziej komfortowy, ale trzeba go ze sobą nosić po domu i o nim pamiętać. Tymczasem smartfon zabieramy ze sobą praktycznie wszędzie, nawet nie zawsze będąc tego świadomym.

Producent zdecydował się też na dość odważny ruch – oderwanie całego systemu od chmury i możliwość zachowania pełnej funkcjonalności, gdy np. nasz dostawca ma awarię. Wszystkie polecenia i profile działań zapisywane są… lokalnie i tak samo są też wykonywane.

Oomni obiecuje również, że system jego autorstwa nie tylko da się zaprogramować, ale też będzie w stanie samodzielnie uczyć się naszego stylu życia i naszej aktywności w określonych porach dnia. Niestety, choć brzmi to jak jeden z ciekawszych aspektów tego rozwiązania, jego autorzy nie zdecydowali się udzielić na jego temat zbyt wielu dodatkowych informacji.

I to właściwie tyle. Ciekawy, choć niekoniecznie pod każdym względem odkrywczy projekt, z obsługą Z-Wave, a więc możliwością integracji wielu produktów, niekoniecznie pochodzących od tego samego producenta, niezależny od chmury, a do tego próba zmiany sposobu sterowania i… trudno znaleźć więcej elementów wyróżniających Oomni. Nawet cena nie jest przesadnie atrakcyjna (czytaj: w zasięgu absolutnie każdego), choć z całą pewnością nie należy do najwyższych.

W ramach akcji na Indiegogo można było kupić zestaw składający się z Oomni Touch, Oomni Cube oraz jednego dodatku za 299 dol. Zestaw złoty, zawierający oprócz tego moduł Air lub Streamer i trzy inne dodatki kosztuje już 459 dol. Dopiero jednak wydanie 700 dol. zapewni nam całkiem rozsądny zestaw do małego domu, choć i tak prawdopodobnie będziemy chcieli po krótkim czasie powiększyć go o kolejne moduły.

Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że ludzie nie tylko marzą o zautomatyzowaniu niektórych domowych czynności, ale po prostu te marzenia realizują. Nie jest to może oszałamiający sukces na miarę lodówki z ładowarką do smartfonu, ale mimo wszystko, patrząc na skalę Indiegogo, z całą pewnością jest to jeden z mocniej dofinansowanych projektów.

I oby było ich coraz więcej.

Dołącz do dyskusji

Advertisement