Ten samochód jest jak smartfon. Zyskuje z każdą aktualizacją oprogramowania

Artykuł/Motoryzacja 19.03.2015
Ten samochód jest jak smartfon. Zyskuje z każdą aktualizacją oprogramowania

Wiadomość opublikowana przez Elona Muska na Twitterze kilka dni temu na zelektryzowała (żart zamierzony) fanów samochodów, których cała energia pochodzi z akumulatorów. Domysłów było sporo, podobnie jak wątpliwości, tym bardziej, że CEO Tesli zapowiedział, że cała magiczna sztuka z „zakończeniem troski o zasięg” będzie związana z aktualizacją oprogramowania. Dziś wiemy już na ten temat wszystko. Czy warto było czekać?

Jak do tej pory Tesla i tak nie miała sobie równych, jeśli chodzi o zasięg jej samochodów na pojedynczym ładowaniu. W przypadku odmiany 60 modelu S, wynosił on 208 mil (335 km), w 85 – 265 mil (426 km), a w P85D – 253 mile (407 km). Rekordzistą był jednak napędzany dwoma silnikami (podobnie jak P85D) 85D – tutaj bez szukania gniazdka mogliśmy przejechać aż 270 mil (434 km).

Na tym tle próby, przynajmniej te komercyjnie dostępne, największych producentów rynku motoryzacyjnego wypadały bardzo blado. Być może dlatego, że niespecjalnie chcieli oni brać udział w tym wyścigu, stawiając spokojnie na kolejne ogniwa łączące świat samochodów zasilanych klasycznymi silnikami, z tymi, które napędzane są tak jak model S. Z wyjątkiem pojedynczych i drogich jak na swój modeli od BMW, Toyoty czy kilku innych firm, do czynienia mieliśmy głównie z hybrydami, które pozwalały „na prądzie” przejechać raptem kilkadziesiąt kilometrów.

tesla s

Warta dziś ponad 25 mld dol. Tesla nie ustawała zresztą w próbach nie tylko popularyzacji swoich rozwiązań, ale także ułatwienia życia swoim klientom. Czy to przez rozbudowę stacji ładowania, czy przez wprowadzanie sprawniejszych metod ładowania, czy też poprzez… umożliwienie (choć na razie w ramach programu pilotażowego) niedrogiej wymiany całego zestawu akumulatorów, wymieniając przed długą podróżą nasz pusty akumulator na pełny.

Mimo to, w przypadku samochodów napędzanych wyłącznie energią elektryczną, w dalszym ciągu każdy z kierowców musi sobie zadawać pytanie – co stanie się w momencie, kiedy podczas trasy rozładują się akumulatory?

Co Musk przygotował teraz jako odpowiedź na to pytanie?

Oprogramowanie, dużo oprogramowania

Ci, którzy liczyli, że oprogramowanie dla Tesli w nowej wersji sprawi, że zasięg np. modelu S zwiększy się o kilkaset kilometrów, mogą się poczuć naprawdę rozczarowani. Nic takiego się nie stało.

Zrealizowano wariant, który przewidziała już wcześniej część internautów, a który wydaje się zdecydowanie mniej efektowny, choć bez wątpienia – z perspektywy kierowcy Tesli – przydatny i praktyczny. Mianowicie w nowym oprogramowaniu znalazły się funkcje odpowiedzialne za „bezpieczne wyznaczanie trasy”, na bieżąco kalkulując, czy zapas energii w naszych akumulatorach wystarczy na dojechanie do następnej stacji ładowania w okolicach naszej trasy, czy też nie. Jeśli prawdą będzie ta druga opcja, kierowca zostanie w odpowiedni sposób ostrzeżony.

Tesla S

W rezultacie, przynajmniej według Muska, praktycznie nie ma żadnego ryzyka, że w pewnym momencie zorientujemy się, że zabrakło nam „paliwa” i dalej już nie pojedziemy, chyba że świadomie zignorujemy ostrzeżenia. Takie utrzymywanie auta cały czas w „strefach zasięgu” może faktycznie uspokoić sporą część osób, które posiadają jedna z Tesli. W rezultacie bowiem nigdy nie są zbyt daleko od stacji ładowania i nie trzeba samodzielnie wyznaczać dłuższych tras dokładnie przez nie – system będzie dbał o to, żebyśmy zawsze dali radę do nich dotrzeć.

Owszem, jest to pewnego rodzaju cyfrowa smycz (sięgająca aż do prawdziwego życia), ale cóż, taki jest koszt decydowania się na nowości.

Dodatkowo oprogramowanie będzie w stanie zidentyfikować staje, które są aktualnie zajęte (biorąc pod uwagę prawdopodobnie również nas czas dojazdu), wybierając te, na które możemy po prostu zajechać i naładować nasz samochód.

Poprawki, poprawki, poprawki i nowości

Oprócz tego, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, nowe oprogramowanie systemowe wprowadzi zmiany i nowości, o których Musk wspominał już wcześniej. Kwalifikujące się odmiany modelu S (tylko ostatnie „wypusty” i odświeżone wersje) otrzymają m.in. funkcję częściowo autonomicznej jazdy.

Początkowo (w momencie premiery aktualizacji, za kilka miesięcy) dostępny będzie tylko jeden tryb wspomaganej w ten sposób jazdy – na drogach szybkiego ruchu i autostradach. Teoretycznie przygotowana jest także opcja „przywoływania” samochodu np. z parkingu pod wyjście z pracy, ale Musk zapowiedział, że nie zostanie ona jeszcze dopuszczona do publicznego użytku. Choć w pewnym momencie na pewno się tego doczekamy.

tesla s

Do tej pory właściciele Tesli S będą mogli jednak wjechać na autostradę, włączyć odpowiedni tryb i przejechać prawie cały kraj, nie przejmując się specjalnie tym, co dzieje się na drodze. Choć z całą pewnością zasypie nas lawina komunikatów o tym, że i tak należy być cały czas w gotowości.

Pojawią się również m.in. dodatki z zakresu bezpieczeństwa, m.in. automatyczne hamowanie awaryjne czy ostrzeżenia o bocznych kolizjach.

Samochód jak smartfon

Najciekawsze jednak w tym wszystkim, szczególnie dla tych, którzy modelu S nie posiadają, jest to, jak bardzo zbieżna jest polityka Tesli z tym, jak działają firmy na rynku mobilnym. Produkt wydany rok czy dwa lata temu może dzięki aktualizacji oprogramowania zyskać nowe życie, szereg nowych funkcji i na nowo dawać radość z jego odkrywania.

Owszem, producenci samochodów też już od lat aktualizują systemy w swoich samochodach, ale niezbyt często sprawiają oni tym samym, że auto zyskuje cokolwiek. Przeważnie są to poprawki wcześniejszych błędów lub drobne dodatki, ale żeby kupić np. samochód bez trybu autonomicznej jazdy, a potem, po jakimś czasie, po prostu go zaktualizować i taki tryb mieć – to się jeszcze nie zdarzyło.

Nic dziwnego, że Tesla tak chętnie nie tylko porównuje się do Apple, ale i „wymienia” się z tym technologicznym gigantem pracownikami.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement