Trzydziestokrotny zoom w kieszeni. Panasonic Lumix TZ70 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Foto 19.03.2015
Trzydziestokrotny zoom w kieszeni. Panasonic Lumix TZ70 – recenzja Spider’s Web

Panasonic Lumix DMC-TZ70 miał premierę w styczniu bieżącego roku, podczas targów CES 2015. Ten ciekawy kompakt z 30-krotnym zoomem oferuje w swojej klasie naprawdę sporo. Postanowiłem sprawdzić, czy duża krotność zoomu nie jest obarczona zbyt wieloma kompromisami.

Panasonic Lumix TZ70 w pigułce

Najważniejsze parametry nowego kieszonkowego kompaktu Panasonica, to:

  • matryca MOS wielkości 1/2.3 cala o rozdzielczości 12,1 Mpix,
  • ISO 80 – 6400,
  • obiektyw Leica DC Vario-Elmar o ekwiwalencie ogniskowych 24-720 mm (zoom 30x) i świetle f/3,3-6,4,
  • stabilizacja Hybrid O.I.S.
  • elektroniczny wizjer 0,2 cala o rozdzielczości 1,16 mln punktów,
  • tryby P, A, S M na pokładzie,
  • możliwość zapisu plików RAW,
  • obsługa sieci Wi-Fi oraz technologii NFC.

Panasonic-tz70 (3 of 13)

Jak widać, aparat stawia akcenty na zupełnie innych cechach, niż testowane przeze mnie kompakty premium, takie jak Sony RX100 III, Panasonic Lumix LX100, czy Canon G7X. Wymienione tu aparaty stawiają na najlepszą w swojej klasie jakość obrazu, która jest uzyskiwana kosztem uniwersalności. Ich duże matryce faktycznie generują świetny obrazek, natomiast rozmiar przetworników jest poważnym ograniczeniem w konstrukcji obiektywu. Projektanci nie mają tu pola manewru – aby obiektyw miał sensowne rozmiary, musi mieć małą krotność zoomu. W efekcie zoom oscyluje w granicach trzy- bądź czterokrotnego powiększenia.

Tymczasem w przypadku Panasonica TZ70 priorytetem dla projektantów była właśnie krotność zoomu. Obiektyw może się pochwalić zakresem ogniskowych 24-720 mm (w przeliczeniu na pełną klatkę), co oznacza dokładnie trzydziestokrotny zoom. Obok takiej wartości trudno przejść obojętnie, zwłaszcza patrząc na niewielkie wymiary aparatu.

Panasonic-tz70 (5 of 13)

Teoretycznie 30-krotny zoom powinien zapalać w głowie czerwoną lampkę. W końcu jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego – szczególnie w fotografii. Tyle tylko, że pozostałe parametry aparatu są dobrane bardzo rozsądnie. Mamy tu co prawda niewielką, ale za to nieprzeładowaną pikselami matrycę. Mamy możliwość pracy w trybach półautomatycznych i manualnych, dwa kółka nastaw, a także zapis plików RAW. Na dokładkę aparat ma wizjer elektroniczny, co automatycznie winduje konstrukcję o kilka klas wyżej. Nie sposób też zapomnieć o poprzedniku aparatu, czyli świetnie przyjętym Panasonicu TZ60. Nowy aparat nie jest więc pierwszą próbą rzucania się na głęboką wodę.

Wisienką na szczycie tortu jest dumny napis Leica na obiektywie. Postanowiłem sprawdzić, ile jest on wart w praktyce.

Jakość wykonania i obsługa

Po wzięciu aparatu do ręki najbardziej zaskakuje jego waga. Panasonic TZ70 jest niesamowicie wręcz lekki. Aparat bardzo dobrze leży w dłoni. Mimo dość płytkiego gripu, konstrukcję trzyma się pewnie, właśnie dzięki małej wadze. Niestety konstrukcja nie sprawia zbyt solidnego wrażenia, głównie za sprawą plastików średniej jakości. Choć kompakt prezentuje się naprawdę ładnie i stylowo, to po wzięciu do ręki wydaje się być tani.

Trudno za to mieć zarzuty co do obsługi aparatu. Już rzut oka na pierścień wokół obiektywu zdradza, że jest dobrze. W połączeniu z tylnym pionowym pierścieniem zmiana głównych parametrów jest szybka i wygodna.

Panasonic-tz70 (2 of 13)

Na górnej ściance aparatu znajduje się spust migawki otoczony dźwigienką zoomu (może działać płynnie lub skokowo), kółko trybów, przycisk nagrywania i włącznik.

Najwięcej dzieje się oczywiście na tylnej ściance. Wspomniane pionowe kółko jest także czterokierunkowym wybierakiem, do którego są przypięte na stałe cztery skróty do najważniejszych funkcji. Poza tym znajdziemy tu przycisk DISP. zmieniający ilość wyświetlanych na ekranie informacji, dedykowany przycisk Wi-Fi i dwa programowalne przyciski funkcyjne. Całość domyka standardowy zestaw guzików, czyli menu, podgląd i śmietniczek.

Panasonic-tz70 (4 of 13)

Obsługa aparatu jest wygodna, ale możliwości konfiguracji są bardzo niewielkie. Tylko przyciski Fn1 i Fn2 są konfigurowalne, a wybór dostępnych opcji nie jest zbyt szeroki. Przydałoby się jakieś dodatkowe szybkie menu dające dostęp do najważniejszych funkcji bez przeglądania głównego menu.

Wizjer i ekran

Cyfrowy wizjer zastosowany w Panasonicu DMC-TZ70 niestety nie jest mocną stroną aparatu. Głównym grzechem jest mikroskopijny wręcz rozmiar wyświetlanego obrazu. Za dnia wizjer sprawuje się dobrze, ale kiedy brakuje światła, ujawniają się wady. Kontrast jest nienaturalnie podbity, kolory są zbyt intensywne, a przy szybkim ruchu obraz laguje. Generalnie ma się wrażenie, że jest to konstrukcja sprzed kilku lat. Plusem jest natomiast możliwość zmiany wyświetlanych informacji w wizjerze oraz czujnik zbliżenia oka.

Panasonic-tz70 (9 of 13)

Niemniej jednak obecność wizjera jest sporą zaletą, szczególnie w słoneczny dzień. Zwłaszcza, że główny ekran nie jest odchylany. Jeśli o nim mowa, trudno mu cokolwiek zarzucić. Obraz ma wysoką rozdzielczość, poprawnie oddaje kolory i zachowuje się o niebo lepiej w słabym świetle – choć także gubi klatki przy szybkim ruchu. Zabrakło mi jedynie obsługi dotyku.

Złącza, bateria, dodatki

Aparat jest zasilany przez niewielką baterię o pojemności 1250 mAh, która pozwala wykonać na jednym ładowaniu ok. 300 zdjęć i kilka krótkich filmów. To niezły wynik w tej klasie sprzętu. Do zestawu z aparatem nie jest dołączona ładowarka do akumulatora. Aparat ładuje się kablem USB. W zestawie jest adapter do gniazdka sieciowego.

Niestety konstruktorzy zdecydowali się na dziwne złącze ładowania. Zamiast standardowego micro USB zastosowano tu mało popularne gniazdo USB typu UC-E6, więc trzeba pamiętać o dedykowanym kablu. Szkoda, bo do łądowania aparatów coraz częściej wystarcza zwykła ładowarka od smartfona.. Drugim złączem jest micro HDMI. Na dolnej ściance aparat ma również standardowy gwint statywu.

Lumix DMC-TZ70 na przedniej ściance ma także niewielką lampę błyskową. Szkoda, że nie jest to odchylana konstrukcja wyskakująca z górnej ścianki, ale w tak małej obudowie prawdopodobnie nie byłoby na nią miejsca. Umiejscowienie lampki tuż nad gripem sprawia, że łatwo zakryć ją palcem.

 

Aparat ma także łączność Wi-Fi i NFC. Dedykowany przycisk Wi-Fi tworzy lokalną sieć. Aparat może się również połączyć z istniejącą siecią Wi-Fi. Zdjęcia możemy przesyłać bezprzewodowo do pamięci urządzeń mobilnych, na komputer, czy na telewizor. Po połączeniu aparatu z urządzeniem mobilnym możemy sterować Lumixem zdalnie, za pośrednictwem aplikacji Panasonic Image App. Aplikacja daje dostęp do większości najważniejszych funkcji aparatu. Poprzez aplikację możemy również geotagować zdjęcia, korzystając z odbiornika GPS smartfonu.

Szybkość działania i AF

Panasonic Lumix TZ70 działa bardzo żwawo. Aparat szybko się włącza i reaguje na wszystkie komendy bez żadnych opóźnień. Spust migawki także reaguje natychmiast

Panasonic-tz70 (7 of 13)

Autofocus aparatu jest szybki i bardzo celny, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Czasem ma tendencję do ustawiania ostrości na pierwszy plan. Generalnie to dobra cecha, która gwarantuje, że przy portrecie ostrość będzie ustawiona na fotografowaną osobę, a nie tło. Czasem jest to jednak wadą, np. w zoo, kiedy ostre są barierki, a nie zwierzę za nimi. Aktywny punkt ostrości możemy wybrać sami, spośród 23 punktów. Może to także zrobić aparat – automatycznie, lub poprzez algorytm wykrywania twarzy.

Dla najszerszego kąta autofocus działa od 3 cm (konkretnie dla ogniskowych 24-50mm), a do ustawienia ostrości na maksymalnej ogniskowej potrzebne są minimum 2 metry.

Filmowanie

Panasonic Lumix TZ70 potrafi nagrywać filmy o rozdzielczości 190×1080 pikseli. Maksymalna jakość to AVCHD, 50p, 28 Mbit/s. Aparat ma też tryby szybkie, które są automatycznie rozciągane do slowmotion. 100 kl/s można osiągnąć dla rozdzielczości 720p, a 200 kl/s dla 480p. Podczas filmowania jest dostępny wbudowany mikrofon stereo.

Jakość filmów jest bardzo przyzwoita, a samo nagrywanie nie sprawia żadnych problemów. Ciągły autofocus dobrze radzi sobie z wykrywaniem obiektów. Bardzo przydaje się także wbudowana stabilizacja obrazu, zwłaszcza na długich ogniskowych. Mam wrażenie, że stabilizacja radzi sobie lepiej w filmie niż w zdjęciach.

Podczas nagrywania nie mamy żadnej kontroli nad parametrami ekspozycji, aparat wszystko dobiera sam, niezależnie od trybu. Szkoda, przydałaby się chociażby prosta kompensacja ekspozycji. W trakcie nagrywania możemy też wykonać zdjęcie o maksymalnej rozdzielczości 9 megapikseli, ale będzie ono podłej jakości.

Jakość zdjęć

Dochodzimy do najważniejszego punktu programu. Niestety, zgodnie z oczekiwaniami, im dłuższa ogniskowa, tym gorsza jakość.

Na szerokim końcu najostrzejszy obraz można uzyskać dla maksymalnego otworu przysłony, czyli f/3.3. Domknięcie o kolejną działkę wprowadza pogorszenie jakości spowodowane dyfrakcją. Na f/4.0 rezultaty są jeszcze akceptowalne, ale od f/5.6 robi się źle. Na f/8 jest już w zasadzie typowe „mydło”.

Sytuacja wygląda bardzo podobnie także w środku zakresu ogniskowych, choć im bliżej środka, tym bardziej poprawia się jakość obrazu na maksymalnym przymknięciu przysłony, czyli f/8.

Niestety, im dalej z zoomem, tym gorzej z jakością zdjęć. Na najdłuższym końcu jakość zdjęć jest ledwo akceptowalna, nawet w bardzo sprzyjających warunkach i to niezależnie od przysłony. Zdjęcia być może obronią się w małym rozmiarze w serwisie społecznościowym, być może nawet na tapecie u mniej doświadczonych użytkowników, ale nie może być mowy o zadowoleniu fotografa, który miał w rękach jakikolwiek aparat z matrycą APS-C, czy nawet jednocalową. To po prostu inna liga. Jest miękko, brakuje detali, a obraz zaczyna wyglądać jak malowany akwarelami.

W pracy pod ostre światło zdarzają się nieprzyjemne odblaski
W pracy pod ostre światło zdarzają się nieprzyjemne odblaski

Aparat za to dobrze trzyma światło wraz ze wzrostem ogniskowych. Nie ma tu niespodzianki, że po lekkim wysunięciu obiektywu światło spada do najgorszej deklarowanej wartości. Maksymalne otwory przysłony wyglądają następująco: dla 25mm – f/3.3, dla 28mm – f/3.5, dla 35mm – f/3.7, dla 50mm – f/4.1, dla 70mm – f/4.5 dla 90 – f/4.9, dla 135mm – f/5.3. Dalej wzrost jest tak samo równomierny, a minimalny otwór na poziomie f/6.4 dotyczy tylko najdłuższej ogniskowej.

Wycinek 1:1 zdjęcia wykonanego na ISO 800
Wycinek 1:1 zdjęcia wykonanego na ISO 800

W kwestii zdjęć nocnych – aparat po prostu się do nich nie nadaje. Jest bardzo źle począwszy od ISO 400. Detal w zdjęciach nocnych po prostu nie występuje. Co prawda balans bieli dość dobrze radzi sobie w słabym świetle, ale co z tego, skoro wszystko inne kuleje? Trudno nawet doradzić, żeby nie wychodzić powyżej jakiejś wartości ISO. Nie istnieje żadna kombinacja parametrów, dla której udałoby się zrobić udane nocne zdjęcie z ręki. Zostaje statyw i najniższa dostępna czułość ISO – może wtedy coś z tego będzie.

Aparat ma wbudowany tryb zdjęć poklatkowych, co jest dużym plusem. Interwał między kolejnymi zdjęciami może wynosić od 10 s do 30 min, a aparat może wykonać automatycznie od 10 do 200 zdjęć. Na pokładzie mamy także tryby kreatywne. Mamy do wyboru 15 efektów, w tym efekt miniatury, retro, dynamiczny czarno-biały, czy efekt zabawki.

W trybie wyboru scen aparat pozwala wybrać standardowy zestaw trybów, czyli zdjęcia nocne, portret, itd., natomiast jest też kilka ciekawostek. Jedna z nich to możliwość rejestracji zdjęć 3D, które wykonuje się mniej więcej tak, jak panoramę. Oczywiście może je oglądać tylko na ekranie 3D. Drugą ciekawostką jest tryb rejestracji filmu z szybkością do 200 kl/s (w jakości VGA) lub w 100 kl/s w jakości HD (720p). Aparat sam spowalnia taki film. Całość domyka możliwość wykonywania panoram.

Podsumowanie

Panasonic Lumix DMC-TZ70 niestety nie zdołał mnie pozytywnie zaskoczyć. Aparat jest dokładnie taki, jak wynikałoby z parametrów. Czerwona lampka zapalająca w głowie przy informacji o 30-krotnym zoomie jest niestety uzasadniona. Nawet mimo tego, że obiektyw jest sygnowany napisem Leica.

W aparacie największe wrażenie robi krotność zoomu. Możecie się o tym przekonać oglądając zamieszczony wyżej film. Niestety, jakość zdjęć jest poniżej poziomu akceptowalności dla osoby, która na co dzień ma styczność z aparatem z większą matrycą. Lumix TZ70 de facto obrazuje podobnie do smartfonów. Przewagą aparatu jest oczywiście wspomniany zoom, wizjer elektroniczny (choć nie jest on najlepszy), możliwość manualnej kontroli i jakość obsługi aparatu.

Na domiar złego, obecnie aparat kosztuje 1700 zł, a to jest poziom Sony RX100 mk I. Nie muszę chyba dodawać, że ten drugi aparat dosłownie zjada TZ70 jakością obrazowania. Obecnie Lumix TZ70 jest dostępny w Internecie tylko w jednym sklepie, możliwe więc, że kiedy aparat zacznie być powszechnie dostępny, jego cena unormuje się na racjonalnym poziomie.

Komu mogę polecić Panasonica TZ70? Na pewno podróżnikom, dla których jakość zdjęć nie jest priorytetem podczas wyjazdu. Jeżeli liczy się tylko to, że będziesz w stanie zrobić zdjęcie i nagrać film nawet najbardziej oddalonych obiektów, wówczas TZ70 będzie niezastąpionym kieszonkowym aparatem. Jeśli jednak oczekujesz od aparatu czegoś więcej, polecam skupić uwagę na kompaktach z jednocalową matrycą.

Zalety

  • kieszonkowy rozmiar i niska waga,
  • ogromna krotność zoomu (30x),
  • zakres ogniskowych rozpoczynający się od 24mm,
  • kółko nastaw wokół obiektywu i drugie pod kciukiem,
  • tryby P, A, S, M,
  • zdjęcia RAW,
  • wbudowany tryb zdjęć poklatkowych.

Wady

  • kiepska jakość zdjęć w ciągu dnia i nieakceptowalna w nocy,
  • bardzo mała ilość detalu na zdjęciach,
  • znaczne pogorszenie jakości na dłuższych ogniskowych,
  • uciążliwe odblaski podczas pracy pod słońce,
  • brak możliwości zmiany parametrów podczas filmowania,
  • ekran bez obsługi dotyku,
  • mały wizjer o niezbyt dobrej jakości.

Paczkę zdjęć w pełnym rozmiarze, wraz z kilkoma plikami RAW, możesz pobrać z tego linku. Archiwum ZIP, 327 MB.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement