Dzisiaj trzeba czegoś więcej niż brak limitów, żeby abonament przyciągnął klienta

Artykuł/Technologie 30.03.2015
Dzisiaj trzeba czegoś więcej niż brak limitów, żeby abonament przyciągnął klienta

Dokładnie 29 marca 2012 roku sieć Play wprowadziła swoją pierwszą usługę abonamentową bez limitu – Formuła 4.0. Sprawdźmy, jak od tamtego czasu zmienił się krajobraz możliwości oferowanych przez operatorów telefonii komórkowych.  

Dziś darmowe rozmowy i SMS-y do wszystkich sieci nikogo nie dziwią. Nawet w najtańszych pakietach abonamentu możemy znaleźć oferty, które nie wymagają dodatkowych opłat za połączenia poza jedną sieć komórkową. Wystarczy jednak sięgnąć pamięcią trzy lata wstecz, żeby sobie uświadomić, że nie zawsze było tak różowo.

Nie zawsze panował bezlimit

Gdy przyjrzymy się w tej chwili ofertom abonamentowym operatorów, łatwo jest zauważyć, że większość z nich oferuje bardzo podobne warunki w zbliżonych cenach. Przyjmując za wyznacznik tańsze taryfy, za 59,90 zł , u każdego z dostawców standardem są połączenia bez limitu do wszystkich sieci (często także na stacjonarne), SMS-y i MMS-y oczywiście również gratis, do tego obsługa LTE i pakiety internetowe sięgające od 500 MB w Plusie, do 2 GB w konkurencyjnych sieciach.

Oczywiście im więcej wydamy, tym więcej otrzymamy profitów, jak choćby znacznie wyższe pakiety internetowe. Trzy lata temu  59,90 zł było jednak kwotą, za którą naprawdę trudno było nabyć wartą uwagi usługę. Pierwsze sensowne abonamenty rozpoczynały się od 89,90 zł.

telefon-na-karte-bez-limitow

W ramach tańszych pakietów, standardem usług była ograniczona liczba minut i SMS-ów w obrębie trzech sieci: Plus, Orange oraz Era (dziś T-Mobile). Zazwyczaj za minutę rozmowy poza abonamentem płaciliśmy od 0,29 zł do 0,49 zł za minutę połączenia i ok. 0,20 zł za SMS. Oczywiście mowa tu o wspomnianych trzech sieciach, gdyż Play, który w tamtym czasie był jeszcze stosunkowo świeżym graczem na rynku, traktowany był przez konkurencję wybitnie po macoszemu, a minuta rozmowy z abonentami tej sieci kosztowała aż 0,72 zł.

Nie inaczej odbywało się to w drugą stronę – choć Play oferował bardzo tanie, bądź wręcz darmowe rozmowy w obrębie własnej sieci, to już dłuższa rozmowa poza Play mogła nieźle trzepnąć po kieszeni, bo za nią również płaciliśmy 0,72 zł za minutę.

Każda z sieci oferowała swoją namiastkę darmowych rozmów i SMS-ów, jak choćby Plus, ze swoimi Bezlikami, w ramach których mogliśmy wybrać od jednej do pięciu osób (wewnątrz Plusa, oczywiście), z którymi rozmawialiśmy bez dodatkowych kosztów.

rachunek za telefon

Można było też znacznie podnieść umowną kwotę abonamentu, inwestując w dodatkowe pakiety minut, SMS-ów czy Internetu. A zatem jeżeli solidnie eksploatowaliśmy nasz telefon, przychodziło nam za to naprawdę słono zapłacić.

Po wprowadzeniu pierwszych usług bez limitu, najpierw przez Play, potem przez T-Mobile, operatorzy szybko zdali sobie sprawę, że muszę gruntownie przemodelować swoje oferty, jeżeli chcą pozostać konkurencyjni. A jak wiadomo – nic nie daje klientowi tylu korzyści, co ostra konkurencja wśród usługodawców.

Gdy Play zniósł zawyżoną kwotę za telefonowanie do innych sieci, konkurencja po pewnym czasie musiała postąpić tak samo, choć potrzeba było niemal roku, aż sytuacja się ustabilizuje. Oferta abonamentowa nie zmieniła się także z dnia na dzień. Operatorzy stopniowo wprowadzali coraz to nowe udogodnienia, najpierw zwiększając liczbę minut i SMS-ów do wszystkich sieci, potem podwyższając pakiety internetowe, by w końcu doprowadzić do stanu rzeczy, jaki mamy dziś – kompletnego bezlimitu na połączenia do wszystkich sieci.

Czas na następny krok

Dziś sytuacja jest stabilna, a można nawet rzec, że rynek abonamentów jest w fazie stagnacji. Regularnie wykorzystują to wszelkiej maści usługi prepaidowe, które dziś wielu użytkownikom są w stanie zaoferować o wiele więcej, niż abonamenty, za znacznie niższą kwotę zobowiązania, a do tego bez uciążliwych umów.

Pojedynek rozgrywa się zatem nie tylko pomiędzy czterema największymi graczami, lecz także garścią mniejszych usługodawców, którzy coraz śmielej sobie na rynku poczynają, zaczynając rywalizować z abonamentami nawet w takich kwestiach jak roaming międzynarodowy.

przegladarka w telefonie

Zmieniły się też nasze potrzeby i to stanowi największe wyzwanie dla operatorów. Gigantyczny boom jaki przeżyły w ostatnich latach smartfony i tablety sprawił, że w piramidzie potrzeb darmowe minuty zajmują o wiele mniej znaczące miejsce niż stały, szybki dostęp do Internetu. Wysyłamy także mniej SMS-ów, przedkładając nad nie komunikatory internetowe, takie jak choćby Facebook Messenger.

Pojawiło się także wiele usług, które nie są związane bezpośrednio z telekomunikacją, a jednak stały się elementem walki operatorów o klienta, jak choćby serwisy streamingowe jak Wimp, czy Spotify (za korzystanie z których sieć nie nalicza opłaty), albo usługi czytelnicze, w rodzaju Audioteki oraz Legimi. Dzisiaj operatorzy oferują również usługi bankowe, a razem z nowym smarfonem możemy kupić też taryfę energetyczną do naszego domu lub mieszkania.

Decydując się na abonament nie patrzymy już wyłącznie na to, czy będziemy mogli porozmawiać przez telefon bez dodatkowych opłat – patrzymy, czy oferuje on wystarczającą wartość dodaną, aby usprawiedliwić podpisanie dwuletniego zobowiązania wobec jednej sieci, z którego bardzo trudno jest się później wycofać.

To fascynujące, że potrzeba było zaledwie trzech lat, żeby rynek telekomunikacji w Polsce przeszedł taką przemianę. Pozostaje pytanie, czy przez kolejne trzy nadąży on za dynamicznie zmieniającymi się potrzebami klientów.  

*Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement