„Nowi”, internetowi celebryci

Artykuł/Technologie 16.03.2015
„Nowi”, internetowi celebryci

Korytarz do centrum prasowego. Tłok, multum ludzi napiera na barierki. Mają po 13-14 lat, kartki i mazaki w dłoniach. „Rezi” – krzyczą, gdy zza rogu wyłania się jeden z najpopularniejszych youtuberów. To idol pokolenia Y, które zamiast przeczytać książkę, albo wybrać się do kina woli włączyć filmik na YouTube.

IEM to impreza polegająca na graniu. Spotykają się dwie drużny i na wirtualnym polu bitwy rozstrzygają, która z nich jest lepsza. W życie wcielają opracowywane tygodniami strategie, a w ruch wprawiają trenowane miesiącami palce. Jednak niektórzy widzowie nie przyjechali do Katowic, aby podglądać najlepszych z najlepszych.

Przyjechali, aby zrobić sobie zdjęcie ze swoim idolem, człowiekiem, którego słowa towarzyszą mu po przejściu ze szkoły, albo przed zaśnięciem. Odpalają drugi najpopularniejszy serwis w Polsce, widzą, kiedy codziennie na zasubskrybowanym kanale pojawia się nowy film. To kolejny gameplay, wideo nagrane podczas grania wraz z komentarzem.

Czym innym jest wiedza, że wśród najpopularniejszych kanałów na YouTube są dzieła nastolatków, których widownię stanowi „gimbaza”, a czymś zupełnie innym doświadczenie interakcji pomiędzy nimi – nowymi, internetowymi celebrytami, a ich widzami.

YouTube’owe statystyki to tylko liczby. Tymczasem za każdym subskrybentem kryje się realna osoba. Część z nich jest w stanie przejechać setki kilometrów, stać godzinami w kolejce, aby później mieć okazję do zrobienia sobie zdjęcia, np. z przywołanym już Rezim.

Dla mnie to fenomen. W przejściu unosi się atmosfera rodem z wielkiego kulturalnego wydarzenia – koncertu, albo premiery filmowej.

Tymczasem sprawcą zamieszania jest ktoś, o kim wiele osób wyraża się pogardliwie. Bo co on przecież robi? Krzyczy do mikrofonu, gra, opowiada co zjadł na śniadanie, jak przeżył dzień. Tymczasem zrobienie kariery na YouTube to żaden przypadek.

Nigdy Reziemu nie odmówiłbym kolosalnej inteligencji emocjonalnej, naturalności i przewidywania trendów. Jego program oglądają miliony, a za każdym odcinkiem kryje się naprawdę ciężka praca. Na IEMie pojawił się około południa, kiedy napór na bramki sięgał zenitu, chodził od jednego końca tłumu do drugiego, podpisywał ręce i inne części ciała, pozował do zdjęć. Został prawie do samego końca, do ostatniej osoby, która na niego czekała i chciała zamienić choćby najmniejsze słówko.

„Rób więcej programów, choćbyś miał gadać bez sensu”, „Wróć do wcześniejszego formatu”, „Kiedy będzie Minecraft” – to tylko niektóre z uwag jakie rzucali fani. Być może na razie są wiekowo „gimbazą”, ale niedługo to właśnie oni będą dysponowali domowym budżetem, głosowali w wyborach, a co najważniejsze szukali wzorców zachowania w dorosłym życiu.

Wzorami są właśnie rówieśnicy, naturalne indywidualności, z którymi chciałoby się usiąść w ławce, rozegrać partyjkę online, czy zwyczajnie pogadać. Jestem od nich niewiele starszy, a byłem w szoku jak wiele nas różni. Są to jednak różnice pozorne. Co do istoty są to bowiem celebryci. Różni się tylko medium.

Kiedyś rzucali dyskiem, grali w teatrze, pisali wiersze, czytali prognozy pogody czy przepowiadali przyszłość – zawsze pozostawali odgrodzeni, barierą orchestry czy kinekopu. Dziś są kolegami z drugiej strony łącza.

Dołącz do dyskusji

Advertisement