Google panicznie boi się utraty hegemonii. I się z tym nie kryje

Felieton/Technologie 17.03.2015
Google panicznie boi się utraty hegemonii. I się z tym nie kryje

Mimo coraz większej ilości coraz lepszych alternatyw to wyszukiwarka Google jest niekwestionowanym liderem swojej kategorii, przynajmniej jeżeli chodzi o udziały rynkowe. Sęk w tym, że zmiana tego stanu rzeczy może być dla Google’a katastrofalna.

Google to firma, która przybrała już wiele twarzy. Przyklejaliśmy jej już łatki zarówno otwartego, miłującego wolność innowatora, jak i chciwej korporacji traktującej swoich użytkowników jak towar do handlu. Prawda jak zawsze leży zapewne gdzieś po środku i jest bez znaczenia: istotne jak zawsze są bowiem tylko namacalne jej cechy, takie jak jakość jej usług czy cena, którą musimy za nie zapłacić.

Bez wątpienia wyszukiwarka Google to najważniejsza usługa w ofercie giganta z Mountain View i w dużym uproszczeniu możemy założyć, że inne jej produkty i usługi, w tym system operacyjny Android, są wyłącznie jej rozszerzeniami. Google bowiem praktycznie w całości utrzymuje się ze sprzedaży reklam kontekstowych, które pojawiają się (zazwyczaj) idealnie dopasowane do informacji, której wyszukujemy i przeglądamy.

Problem w tym, że wracają czasy, w których Google zaczynał swoją przygodę z Internetem. Czasy, w których istnieje więcej jak jedna wyszukiwarka internetowa. I choć alternatywy takie, jak Bing, Yahoo czy DuckDuckGo pod wieloma względami są nadal ułomne w porównaniu do Google’a, tak stają się coraz lepsze i coraz bardziej zaradne. I oferują wiele unikatowych korzyści swoim użytkownikom.

Koniec hegemonii to poważny problem

W dzisiejszych czasach nawet „wyszukiwanie” coraz częściej zastępujemy słowem „goglowanie”, które nawet trafiło już do niektórych słowników w niektórych krajach. Większość konsumentów nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia alternatyw. Przeprowadziłem swego czasu pewien eksperyment: podmieniłem na chwilę w komputerach bliskich, którymi się opiekuję, domyślną wyszukiwarkę i stronę główną z Google.pl na Bing.com. Efekt? Obserwowane przeze mnie osoby nawet nie próbowały skorzystać z Binga. Nie dlatego, że jest gorszy (bo o tym te osoby przekonać się nie mogły), a dlatego, że nawet nie wiedziały, że za jego pomocą również można osiągnąć pożądany efekt. Zaprzestałem dalszych tortur, pouczony o postrzeganie Internetu przez „nietechnicznych Kowalskich”.

Windows_10_Universal_Apps_Bing_Maps_Wide

Dominacja Google’a zaczyna być jednak męcząca dla innych okołotechnicznych korporacji a także przedsiębiorstw szukających metod na dotarcie do klienta. Google coraz bardziej uzależnia od siebie cały rynek internetowy i ma coraz większe możliwości do sterowania nim, kontrolowania go, narzucania własnej polityki cenowej i wszelkich innych rodzajów widzimisię.

Metoda na rozwiązanie problemu? Zaprezentowanie użytkownikowi alternatyw. Jedyną popularną przeglądarką, która to robi, do niedawna był wyłącznie Internet Explorer, a więc produkt nielubiany przez większą część internautów. Drogą Microsoftu postanowiła jednak kroczyć również fundacja Mozilla, której głównym źródłem dochodów do tej pory było właśnie polecenia Google’a.

Nerwowy hegemon

O zmianie domyślnej wyszukiwarki w przeglądarce Firefox informowaliśmy już ponad kwartał temu. Mozilla podpisała umowę z Yahoo, zmuszając użytkowników do ręcznego przestawienia się na Google, jeżeli ci życzyliby sobie powrotu. Gigant z Mountain View nie jest zadowolony. Nawet mimo tego, że Firefox to raptem 8 lub 16 proc. (w zależności od pomiaru) światowego rynku przeglądarek, a lwia część jego użytkowników zapewne szybko powróciła do Google’a.

Wyszukiwarka Google została wyposażona w nowy algorytm napisany specjalnie dla użytkowników Firefoxa. Osoby, które trafią do wyszukiwarki i z niej skorzystają, są informowane o możliwości przestawienia się właśnie na Google. I to w sposób mało subtelny: za pomocą dużego formularza nad wynikami wyszukiwania, wraz z łączem do filmów instruktażowych jak to zrobić.

Funkcja ta jest dopiero wdrażana na serwery i nie wyświetla się jeszcze wszystkim użytkownikom (w tym i mi). Rozmiar tego formularza, poświęcający znaczną powierzchnię reklamową i wyników wyszukiwania może świadczyć o narastającym niepokoju w Google’u. Wpuszczenie realnej konkurencji na rynek może być dla Google’a katastrofalne.

Tymczasem od ogłoszenia umowy partnerskiej pomiędzy Mozillą a Yahoo, wartość akcji tego drugiego cały czas rośnie. Mam nadzieję, że inne przeglądarki niezależnych twórców, takie jak Opera, pójdą za tym trendem i zaczną prezentować coraz większej grupie użytkowników wyszukiwarkowe alternatywy. Nie chcemy Internetu bez Google’a, ale przydałby się oddech świeżym powietrzem…

* Ilustracja otwierająca pochodzi z serwisu Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement