Na Facebooku lepiej nie miewać gorszych dni

Felieton/Social media 18.03.2015
Na Facebooku lepiej nie miewać gorszych dni

Nie minął jeszcze miesiąc, odkąd Facebook wprowadził w Stanach Zjednoczonych mechanizm informowania administratorów o potencjalnych skłonnościach samobójczych, lecz już wiadomo, że w obecnej formie nie może dalej funkcjonować. Nie dlatego, że jest nieskuteczny. Wprost przeciwnie – stara się za bardzo.

Wszystko z powodu eksperymentu mieszkańca San Mateo, Shauna Tuscha, który w geście powinności obywatelskiej postanowił wypróbować nowy mechanizm raportowania możliwych samobójców Facebookowi. Umieścił na swoim profilu publiczny post, w którym opisuje, że nie wytrzymuje już presji systemu bankowego i dosadnie przedstawia, iż ma zamiar ze sobą skończyć, poprzez powieszenie na moście Golden Gate.

Facebook zareagował. I to jak

Post został oflagowany jako potencjalna groźba samobójcza, lecz nikt nie spodziewał się takiej reakcji portalu społecznościowego. Na dobry początek jego konto zostało zablokowane, na tak długo, aż zapoznał się z serią anty-samobójczych materiałów bezpośrednio na Facebooku. Dzień później do jego drzwi zapukała policja, po czym Tusch został pozbawiony wolności na 70 godzin i poddany serii badań, w tym aż siedmiu pobraniom krwi, testom na HIV oraz testom psychologicznym.

fake-facebook-suicide-note
Ten wpis został oznaczony jako sugerujący samobójstwo

„Ochotnik” opisał zaistniałą sytuację w kolejnym, publicznym poście na Facebooku, oraz zgłosił się do grupy aktywistów broniących praw obywatelskich – Consumer Watchdog, aby przedstawić swoją sprawę i nadać jej szerokiego rozgłosu.

Przewodniczący Consumer Watchdog wystosował w związku z przypadkiem Shauna list, adresowany bezpośrednio do Marka Zuckerberga, w którym nawołuje do wstrzymania programu prewencji samobójstw do czasu, kiedy będzie on naprawdę dopracowany i nie będzie stosował tak ekscesywnych metod reakcji.

Obydwaj Panowie w swoich publicznych oświadczeniach bardzo słusznie zauważają, że takie działanie jest najzwyczajniej w świecie naruszeniem prywatności i pokłosiem postępującej inwigilacji użytkowników.

Jak słusznie zauważa Tusch, poziom ingerencji adminów w treści publikowane na Facebooku już dawno przerósł pobudki związane z bezpieczeństwem użytkowników. Co jeśli kobieta napisze w poście, że rozważa aborcję? Czy powinna zostać aresztowana, jeżeli będzie to miało miejsce w stanie, gdzie aborcja nie jest zalegalizowana?

Ponownie otwieramy puszkę pandory z dylematem, jak dalece może posunąć się ingerencja w publikowane na Facebooku treści

Wychodzi bowiem na to, że na Facebooku lepiej jest nie miewać gorszych dni. Ani tym bardziej złośliwych, lub po prostu lubiących sobie pożartować znajomych. Bo w przypadku programu przeciwdziałającego samobójstwom to właśnie od ich czujności zależy skuteczność nowego wynalazku Facebooka. Problem w tym, że… stanowi to gigantyczne pole do niewybrednych żartów, bądź szykan.

fake-facebook-suicide-287x600
Tak Tusch opisuje swoje przejścia po „przetestowaniu” nowego mechanizmu Facebooka

Patrząc na historię Shauna Tuscha, taki „niewinny żart”, jak oflagowanie postu kolegi może skończyć się dla niego prawdziwą, a nie tylko wydumaną traumą.

W liście do Marca Zurkerberga pada bardzo trafny argument – są ludzie na tyle słabi psychicznie, że mogą popełnić samobójstwo W WYNIKU interwencji Facebooka. A raczej nie o to tutaj chodzi.
Jeżeli mielibyśmy lądować w psychiatryku za każdym razem, gdy na naszej tablicy pojawi się melancholijny, czy po prostu depresyjny post, to znam wielu ludzi, którzy równie dobrze już teraz mogą iść i poddać się „terapii”.

Zgłoszenie na Facebooku jak telefon na policję

Nadgorliwych ludzi w sieciach społecznościowych nie brakuje, podobnie jak w prawdziwym życiu. Facebook oddaje swoim użytkownikom narzędzia, które z wielu ludzi mogą uczynić takich „upierdliwych sąsiadów” z bloku, dzwoniących po policję za każdym razem, jak ktoś bardziej podniesie głos, albo kot zrzuci coś na podłogę.

Jeżeli histeryczne oflagowania postu będą traktowane na równi ze zgłoszeniem na policję, to w niedługim czasie stróże prawa będą musieli stworzyć nową dywizję, a mem „policja? proszę przyjechać na Facebooka” stanie się po prostu rzeczywistością.

To trochę tak, jak za czasów komunistycznych zawsze trzeba było uważać co się mówi, bo kilka niewłaściwych słów mogło skończyć się internowaniem. Podobnie teraz – co, mam się pilnować, żeby przypadkiem nie napisać, że mam ochotę wysadzić coś w powietrze, bo inaczej odwiedzą mnie odpowiednie służby?

facebook-samobojstwa

W Stanach Zjednoczonych to już się dzieje. Po ataku na WTC z 2001 roku służby bezpieczeństwa USA rozpoczęły swą paranoiczną inwigilację obywateli, filtrując m.in. Internet pod kątem tzw. „słów-kluczy”, które mogą być potencjalnym wyznacznikiem zamiarów terrorystycznych.

Podobny mechanizm „słów-kluczy” został wprowadzony na Facebooka, aby monitorować działania użytkowników pod kątem przestępstw. Co jednak, jeżeli sięgnie on dalej?

Czekam na moment, kiedy paranoja „słów-kluczy” sięgnie na Facebooku tak daleko, jak w przypadku Google’a. Znane są przypadki, gdy w USA smutni panowie pukali do drzwi pisarzy, po tym jak ci wpisywali do wyszukiwarki zapytania takie jak „jak rozpuścić zwłoki”, czy „jak skonstruować zapalnik zegarowy”.

Jeżeli już dziś mechanizmy Facebooka ruszają do akcji gdy napiszę „chcę się powiesić na moście golden gate”, to jak dla mnie wizja reakcji na znacznie bardziej błahe wpisy nie jest wcale tak odległa.

Wolność w Internecie jest tylko pozorna

Nie, nie urodziłem się wczoraj i zdaję sobie doskonale sprawę, że to, co w sieci nazywamy „wolnością”, jest dalekie od prawdziwego znaczenia tego słowa. Niemniej jednak tak jak nie uznaję zważania na słowa w „realu” , tak samo nie mam najmniejszego zamiaru ograniczać swojej swobody wypowiedzi na portalach społecznościowych, które są tak samo rzeczywiste, jak świat za oknem. A właśnie w tę stronę zmierza nowa polityka Facebooka.

Nie łudzę się, żeby list Consumer Watchdog odniósł jakikolwiek skutek. Być może zwróci uwagę na jednostkowy problem i pozwoli usprawnić kilka narzędzi reagowania, lecz na dłuższą metę nie wywróci do góry nogami projektu, do którego Facebook zaangażował tak wiele organów pomocniczych.

System prewencji samobójstw jeszcze do Polski nie dotarł, ale lepiej już dziś zacząć zmieniać przyzwyczajenia – niedługo każdy depresyjny wpis o strzelaniu sobie w głowę – bo poniedziałek, skończy się testem na HIV.

A ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy i uwagi, znów nie będą mieli dokąd się po nią udać.

Dołącz do dyskusji

Advertisement