Bądź uparty w swojej wizji, ale elastyczny w szczegółach – mówi nam Błażej Marciniak, który ma patent na wygrywanie Kickstartera

Bądź uparty w swojej wizji, ale elastyczny w szczegółach – mówi nam Błażej Marciniak, który ma patent na wygrywanie Kickstartera

Błażej Marciniak jest współtwórcą i CEO startupu Sher.ly. O tym polskim projekcie już wielokrotnie pisaliśmy na łamach Spider’s Web. W ramach naszego cyklu Google NE100 postanowiliśmy porozmawiać z twórcą docenionego na Kickstarterze urządzenia o nazwie Sherlybox o przyszłości chmury i kierunku, w jakim zmierza przechowywanie danych.

Szukając rozmówcy do w ramach naszej serii artykułów związanych z Google NE100 to właśnie Błażej Marciniak był jedną z pierwszych osób, które przyszły mi na myśl. Jego projekt w postaci usługi sher.ly i połączonego z nią charakterystycznego i estetycznego urządzenia Sherlybox, który rozwija razem z Markiem Cieślą, został doceniony przez entuzjastów z całego świata.

Czym w ogóle jest sher.ly?

sherlybox 7

Najprościej byłoby powiedzieć, że to taka chmura bez chmury z zacięciem na współdzielenie treści. Oprogramowanie instalowane na lokalnym urządzeniu może udostępniać zgromadzone lokalnie pliki innym użytkownikom. Pobierane są one bezpośrednio z komputera na komputer z pominięciem zewnętrznych serwerów.

Ideę sher.ly rozszerza Sherlybox, czyli urządzenie elektroniczne z wbudowanym dyskiem twardym. Działa ono w oparciu o platformę BananaPi (wariacja nt. popularnego Raspberry Pi) i autorskie oprogramowanie. Dzięki temu można mieć dostęp do danych z dowolnego komputera z wykorzystaniem dedykowanej platformy.

Pomysł na Sherlybox przypadł do gustu społeczności Kickstartera i polski produkt odniósł spektakularny sukces. Postanowiliśmy porozmawiać z Błażejem Marciniakiem o tym, jak widzi przyszłość tego segmentu rynku.

Blazej-Marciniak

Piotr Grabiec, Spider’s Web: Witaj Błażeju! Na początek przypomnij proszę mi i czytelnikom, jak długo zajmujesz się już sher.ly i jak w dwóch zdaniach opisałbyś swoją firmę?

Błażej Marciniak, Sher.ly: Cześć! Dziękuję za zaproszenie do wywiadu w NE100, to duże wyróżnienie. Nad Sher.ly pracujemy od kwietnia 2013 roku, oficjalnie zaprezentowaliśmy Betę na konferencji TechCrunch Battlefield w Berlinie w październiku tego samego roku. Sher.ly jest lokalną chmurą do współdzielenia danych, czyli działa jak Dropbox, ale z tą ważną różnicą, że dane pozostają na własnym storage użytkownika: nigdzie nie są wysyłane. Zaproszone osoby w ramach poszczególnych grup mają dostęp do wybranych plików. Czyli ten folder jest dla znajomych, ten dla współpracowników w firmie w projekcie X, a ten dotyczy zadania Y z inną ekipą.

Dlaczego zdecydowałeś się na rezygnację z pracy w korporacji na rzecz własnego startupu?

BM: To chyba niezdolność do zaakceptowania status quo, że coś jest nie tak jak powinno, że można to zrobić lepiej. To potrzeba która jest jak kamień w bucie, nie daje spokoju aż się nią zajmę ;) Z dużej firmy odszedłem w 2007 roku, bardzo dużo się tam nauczyłem, ale zmęczyła mnie rola człowieka od trudnych zadań, który w nagrodę dostaje kolejne, bo przecież świetnie mu to idzie – taka korporacyjna logika. Jestem też człowiekiem niecierpliwym (choć nad tym pracuję) i trudno mi zaakceptować powolność reagowania dużych firm, gdzie większość stanowisk okupowana jest przez ludzi mających tą cechę wspólną, że nie lubią zmian. Ja bardzo lubię zmiany, zwłaszcza na lepsze ;)

Co polskiemu startupowcowi może dać wyjazd do Stanów Zjednoczonych?

BM: Perspektywę, i to szeroką – to jak spojrzeć na panoramę zamiast na wąski kawałek nieba. Jeśli twierdzisz, że twój startup rozwiązuje globalny problem, to niezbędne jest wręcz odbycie tury zbierania opinii po Dolinie, żeby się przekonać, co o pomyśle sądzą ludzie, którzy słuchają nierzadko kilkudziesięciu pitchów dziennie i niełatwo jest ich czymś zaskoczyć. Nie przeceniajmy technologii, patentów – na wstępnym etapie naprawdę niewiele to znaczy, liczy się właściwie jedno: trakcja. Czyli w jakim tempie pozyskujesz użytkowników, klientów, najlepiej takich płacących.

sherlybox 8

Czy z perspektywy czasu możesz już ocenić, czy decyzja o finansowaniu Sherlybox’a przez serwis Kickstarter była słuszna?

BM: Oczywiście! Ta kampania dosłownie i w przenośni postawiła nas na globalnej mapie startupów i w lipcu w Dolinie po zakończeniu kampanii miałem nabity kalendarz spotkaniami. Wcześniej sądziłem, że szefowie firm VC biorą urlop w czerwcu i wracają w październiku, ale to nieprawda: większość z nich naprawdę ciężko pracuje całe lato.

Czy macie w planach kolejne produkty, a jeśli tak – co to może być i czy znów skorzystacie z finansowania społecznościowego?

BM: Cóż, tak i nie ;) W Sher.ly jesteśmy skupieni na ukończeniu Sherlybox’a i rozpoczęciu sprzedaży, a niespokojny duch mojego wspólnika Marka Cieśli nie dał mu spokoju i (Marek, nie duch) wspólnie z Teodorem oraz Bartem wystartowali znów na Kickstarterze z pięknie zaprojektowanym i mądrym portfelem Woolet, który już przebił Sherlybox’a i zanosi się że nasz wynik podwoi ;) Jak widać proste pomysły trafiające w podstawowe ludzkie potrzeby są zawsze w cenie, oczywiście doświadczenie jakiego nabyliśmy robiąc pierwszą kampanię ma tu kapitalne znaczenie.

Macie już pierwszych naśladowców? Czy uważasz, że startupy kopiujące pomysły innych firm to poważne zagrożenie dla twórców?

BM: Tak, mamy już naśladowców; nawet pojawił się na Kickstarterze projekt bardzo podobny do naszego. Chińczycy mówią, że naśladownictwo to najwyższa forma uznania ;) Mamy złożone wnioski patentowe w USA chroniące naszą własność intelektualną, więc nie martwimy się tym zbytnio, kluczową sprawą jest trakcja. Klienci sami zadecydują, co ich przekonuje.

sherlybox 4

Czy chmura to słuszny kierunek rozwoju, czy raczej chwilowa moda, a ludzie po pierwszym sparzeniu się i utracie danych wrócą do backupów lokalnych?

BM: Chmura to zdecydowanie właściwy kierunek, ale nie taka jaką nam się teraz proponuje: jest zbyt ograniczona i wszystkie oferty sprowadzają się do jednego: zapchajmy tą darmową przestrzeń jak najszybciej, żebyś musiał jej dokupić. To bardzo słaby model biznesowy i pokazuje to przykład Dropbox’a, który bitwę o klienta wśród konsumentów wygrał, ale w biznesie zupełnie nie ma dobrej pozycji – tu akurat lepiej sobie radzi Microsoft łącząc Azure z Office 365. Czyli zwycięstwo Dropbox’a było dość pyrrusowe, ponieważ zdecydowana większość z jego milionów użytkowników nie płaci, za to robi ogromne koszty. Dlatego także Dropbox migruje w stronę innych modeli niż płatność za storage, m.in. podejmując partnerstwo z Microsoftem.

Chmurą interesują się najwięksi gracze technologicznego świata – zarówno w ujęciu konsumenckim (Dropbox, iCloud, Google Drive, OneDrive) jak i biznesowym (Microsoft z Azure, chmura Amazonu). Jakie to niesie za sobą zagrożenia w przyszłości?

BM: Rynek usług jest tu bardzo rozdrobniony, zwłaszcza w biznesie jest więcej stosowanych rozwiązań do danych i myślę że będziemy tu mieć w perspektywie czasu konsolidację: biznesową przez akwizycje i fuzje, oraz technologiczną poprzez integrację rozwiązań różnych producentów. W Sher.ly widzimy to już teraz i naszym celem jest stworzenie sprzętowo niezależnej platformy do wymiany i dystrybucji danych. Aby ludzie w różnych organizacjach mogli wspólnie pracować na wspólnych danych, nie wnikając czy jedni mają Dropbox’a, a inni np. Google Drive. Chcemy spiąć w Sher.ly lokalny storage z chmurą w sposób wygodny i sensowny dla użytkownika: duże pliki nie ma sensu wgrywać do chmury, jest to wolne i drogie; podobnie ważne dane powinny być pod pełną kontrolą, której w chmurze nie ma. Z kolei szyfrowany backup w chmurze który mogę w każdym momencie przez Internet przywrócić to oczywista korzyść.

Chmurę coraz cześciej dostajemy w pakiecie ze smartfonem i komputerem od twórcy oprogramowania. Czy w takim świecie jest miejsce dla niezależnych graczy? Czy Sher.ly się nie boi, że nie wytrzyma presji ze strony gigantów?

BM: Masz rację, dlatego stawiamy na biznes i nisze związane z bezpieczeństwem oraz dużymi ilościami przetwarzanych danych. Kickstarter to był eksperyment PR skierowany do bardziej niż przeciętnie świadomych użytkowników, tzw. prosumentów. Naszą ofertę teraz kierujemy tylko do biznesu: kancelarii prawnych, instytucji i firm medycznych, badawczych, marketingowych oraz banków i firm z branży usług finansowych.

Sher.ly-map

Firmy idą w chmurę, a zwłaszcza Apple w swoim iOS forsuje odejście od klasycznego systemu plików na rzecz chmurowego magazynu, którym użytkownik nie powinien się przejmować. Czy to nie jest w dłuższej perspektywie zapowiedź zmian? Czy odejście od systemu plików nie jest słusznym kierunkiem?

BM: Zdecydowanie tak. Zwróć uwagę, że my także to robimy w Sher.ly: łącząc Twoje urządzenia storage w całość prezentujemy Ci jeden wirtualny folder, w którym są zebrane w całość Twoje dane z wszystkich urządzeń. Odrywamy dane od urządzeń je magazynujących, ponieważ tak naprawdę nie obchodzi Cię na jakim urządzeniu dany plik jest, o ile możesz go użyć kiedy potrzebujesz. Do tego pracujemy nad nowym paradygmatem inteligentnej synchronizacji, żeby temu bezmyślnemu robotowi z szuflą nazywanemu synchronizacją przerzucającej dane jak leci dać mózg. Inteligentna synchronizacja będzie dbać o to, żeby właściwe dane były na właściwym urządzeniu we właściwym czasie. Jaki ma sens zapychać sobie połowę dysku SSD w laptopie danymi których nie potrzebuję? Oczywiście można sobie włączać i wyłączać poszczególne katalogi do synchronizacji, ale w epoce mądrych żarówek stać nas na coś inteligentniejszego.

Czy jest szansa, że nasze urządzenia w przyszłości staną się jeszcze bardziej futurystyczne niż Chromebooki – dane będą trzymane i przetwarzane w chmurze, a system operacyjny i oprogramowanie będzie działać na zdalnym serwerze?

BM: Chromebooki mnie nie przekonują, to jest trochę chmura na siłę: na upartego się da z tego korzystać, ale po co te kompromisy? W moim przekonaniu w przyszłości podział między informacją dostępną lokalnie (na urządzeniu), a informacją dostępną w sieci będzie zanikał. Chmur będzie dużo, dużych i małych, publicznych i prywatnych – ponieważ z chmurami będzie jak serwerami: kiedyś serwer to była potężna maszyna w szafie rack w serwerowni nad którą czuwało kilku adminów. Teraz serwer może mieć każdy w domu, są wielkości paczki talii kart jak Malinka czy nasze BananaPi. Danych będzie stale przybywać i zarządzanie nimi będzie wymagać coraz większych zasobów. Będziemy swobodnie czerpać dane z różnych źródeł, wydatnie się do tego przyczyni Internet of Things. Bezpieczeństwo danych będzie nieustannym wyzwaniem, tutaj widzę pewne podobieństwo do fizyki teoretycznej: niejedna idea wydawała się być wyssaną z palca, póki ktoś nie dowiedzie jej realności – to pasjonujące pole do realizacji nowych pomysłów! ;)

Jak widzisz przyszłość swoją i Sher.ly za rok, pięć lat, dekadę? Co chciałbyś jeszcze w przyszłości osiągnąć?

BM: Jeff Bezos powiedział fajną rzecz: „bądź uparty w swojej wizji, elastyczny w szczegółach”. Chcę stworzyć organizację elastyczną i otwartą na nowości, która będzie tworzyć i wprowadzać na rynek innowacyjne rozwiązania do zarządzania informacją. Chcę pracować z utalentowanymi i kreatywnymi ludźmi, z którymi będę mógł realizować naszą wizję. Nad szczegółami jeszcze pracuję.

Sherlybox

Sherlybox zebrał na Kickstarterze od tzw. prosumentów finansowanie w wysokości 154 106 dol. To aż 223% początkowo zakładanej kwoty, co pozwoliło uaktualnić założenia projektu i za bazę przyjąć nie Malinkę, a wydajniejszą platformę BananaPi. Projekt twórców sher.ly wsparło 896 osób, a kampania okazała się oszałamiającym sukcesem. Błażej Marciniak i Marek Cieśla nie zaprzepaszczają danej im szansy.

Udana kampania pozwoliła sher.ly zaistnieć w mediach, a o startupie dowiedział się cały technologiczny świat. Teraz przedsiębiorcy szukają partnerów do wdrażania swojej wizji i kierują swoją ofertę do kancelarii prawnych oraz instytucji i firm medycznych, badawczych i marketingowych. Ważną grupą potencjalnych klientów są też banki i firmy z branży usług finansowych.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement