Branża zrezygnuje z liczbowych ocen gier? Chciałbym, bo to wcale nie taka fantasmagoria

Felieton/Gry 16.02.2015
Branża zrezygnuje z liczbowych ocen gier? Chciałbym, bo to wcale nie taka fantasmagoria

Już jest! Pierwsza recenzja oczekiwanej gry, na kilka dni przed premierą. Klikasz w tekst, patrzysz na grafikę tytułową, po czym… zjeżdżasz na sam dół strony, sprawdzając ocenę. Jeżeli jest skrajna, szokująca bądź zaskakująca, ewentualnie zaczynasz czytać właściwy tekst. Niestety, tak dzisiaj konsumujemy recenzje, całkowicie wypaczając ich charakter. Na całe szczęście jest szansa, że to się zmieni.

Jedną z największych zalet pracy w redakcji Spider’s Web jest kontakt z Czytelnikami. Pisałem w kilku medialnych podmiotach i z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić – jesteście rewelacyjni. Posiadacie olbrzymią wiedzę, natomiast merytoryczna dyskusja w komentarzach to przyjemność sama w sobie. Kiedy więc zaczęliśmy rozmawiać o wadach liczbowej formy ocen gier w kontekście Evolve uznałem, że warto nieco rozwinąć ten temat.

Moment jest ku temu wyjątkowy, ponieważ to właśnie teraz coraz więcej internetowych mediów odchodzi od wystawania liczbowych ocen testowanym grom.

Kilka dni temu popularny Eurogamer zrezygnował ze stosowania liczbowych ocen. Chociaż polski oddział potężnego medium wciąż stosuje skalę od 1 do 10, być może zmiany czekają również rodzimą redakcję. Dlaczego Eurogamer zrezygnował z liczb? Zdaniem wydawcy Oliego Welsha te po prostu nie nadążają za współczesną branżą. W dobie 3-gigabajtowych łatek w dniu premiery, dodawania trybów gry w tygodnie po debiucie czy nieustannych wersji beta oceny przestały być wymierne. Rozmijają się ze stale ewoluującą treścią i nie są w stanie ukazać zmienności produkcji.

ign oceny gier

Doskonale rozumiem Welsha. Do teraz głupio mi za recenzję Driveclub. Napisałem wam wtedy, że gra może nie jest wybitna, ale na pewno warta polecenia. Dwa dni później, w momencie światowej premiery, serwery wyzionęły ducha, natomiast sama produkcja stała się niegrywalna. Gdybyśmy wystawili tytułowi jakieś 7+/10, byłoby to z naszej strony zupełnie niepoważne. Do podobnych wniosków doszedł Polygon, implementując do swojego środowiska coś takiego jak „oceny zmienne”, ewoluujące wraz z samą grą.

SimCity oraz Driveclub to najlepszy przykład „zmiennych ocen”. W obu tych przypadkach początkowe wysokie noty w serwisie Polygon opadły do niskich poziomów, po kompromitacjach przy premierach. Bez dwóch zdań pomysł ciekawy, ale również problematyczny. Zakładając zmienność naszych werdyktów, czy nie powinna ona odnosić się do WSZYSTKICH produkcji? Czy każda gra nie powinna być oceniana na nowo wraz z wydaniem aktualizacji? Albo z okazji rocznego podsumowania kondycji całej branży i oceny z perspektywy konkurenci? „Zmienne oceny” są równie ciekawe co niebezpieczne i bardzo szybko mogą zapędzić krytyków pod ścianę.

polygon oceny gier

No dobrze, ale co właściwie jest nie tak z ocenami liczbowymi i skalą od 1 do 10?

Po pierwsze – wypaczają sens samej recenzji. Liczby nigdy nie powiedzą ci tego, co powie ci tekst. Ocenę 9/10 dostanie zarówno Minecraft jak i GTA V. Obie gry są świetne, obie zupełnie różne od siebie. System ocen ci tego nie zdradzi. Oczywiście doskonale znasz oba tytuły, ponieważ to bardzo głośne pozycje. Co jednak w przypadku nowych IP? Ułomnością liczb jako ocen jest ich wstrzemięźliwość do informowania o autentycznej jakości produkcji. Tylko i wyłącznie na podstawie tekstu i grafiki czytelnik jest w stanie zweryfikować, czy dana produkcja leży w jego kręgu zainteresowań.

metacritic oceny gier

Po drugie – liczby straciły swoją wartość. Mam wrażenie, że współczesna branża gier mocno odleciała od ziemi, wystawiając swoje noty. Dzisiaj dobrymi ocenami jest już tylko „10” i „9”. Takie „8” to dawne „6”, z kolei „6” to dawne „4”. Oceny w przedziale od „4” do „6” dzisiaj praktycznie nie istnieją. To bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że w treści recenzji bardzo często pojawiają się takie wartościowania jak „przeciętny”, „nijaki”, „pospolity” czy „średni”. Najlepszym przykładem na wypaczenie skali ocen jest recenzja Evolve na Polygonie – gra dostała ocenę 8 na 10, chociaż z tekstu wynika, że nie powinna otrzymać więcej niż 5 lub 6. Kto by tam jednak czytał tekst, prawda?

Po trzecie – ocena liczbowa zabija słowo pisane. Zwróćcie uwagę na dwa agregatory ocen – Steam oraz Metacritic. Jeden polega na ocenie opisowej, drugi liczbowej. Która forma wydaje się być dla was bardziej rzetelna, konkretna i pewna? Większość osób wskaże Steam i zupełnie się temu nie dziwię. Miejsca pokroju Metacritic jedynie wypaczają recenzje i pracę krytyka. Świat zaczyna stać na głowie. Powoli nie mamy prawa do własnej negatywnej oceny, ponieważ na Metacritic dany produkt dostał 8 na 10. Czyli 6 na 10, trzymając się dawnej skali.

eurogamer oceny gier

Jasno sformułowane oceny są potrzebne. Tutaj nie chodzi o ich usunięcie. Chodzi o formę ich podania.

Osoba oceniająca dany produkt nie robi tego dla siebie. Zawsze, za każdym razem krytyk pisze tekst dla was – czytelników i internautów. Recenzent jest czymś na kształt rynkowego „gatekeepera” o ograniczonym zasięgu i możliwościach. Jest pośrednikiem między twórcą oraz klientem, z którego usług i opinii można skorzystać. Z tego powodu recenzent powinien robić wszystko co w jego mocy, aby czytelnik był zadowolony. Skoro internauta chce ocen, powinien je dostawać. Warto jednak zastanowić się nad samą formą.

kotaku oceny gier

Jak napisałem wyżej, skala liczbowa nie mówi i nie zawiera tego, czego powinna. „Zmienne oceny” to z kolei niezwykle ryzykowny projekt. Co więc zamiast tego? Najbardziej podoba mi się system rekomendacji, jaki stosuje na przykład Kotaku (zdjęcie powyżej). Ich tabele z ocenami odpowiadają na najważniejsze, zasadnicze pytanie – czy warto zagrać? Jednak w przeciwieństwie do systemu „10 do 8 warto, 7 do 1 nie warto”, tabele rekomendacyjne Kotaku odpowiednio rozwijają i tłumaczą werdykt.

W przeciwieństwie do liczb tutaj nie ma prostego „warto” bądź „nie warto”. Zamiast tego otrzymujemy „tak, ponieważ…” albo „nie, ponieważ…”. Dzięki temu wystawiona ocena nie żyje własnym, wypaczonym życiem, ale jest pigułą i streszczeniem właściwego, bardzo ważnego tekstu. Jest jego kwintesencją, nie osobnym bytem, w jaki zdążyły się przerodzić liczbowe noty. Właśnie takie podejście podoba mi się najbardziej, będąc kompromisem między oczekiwaniem czytelnika, a rzetelnością oraz dbałością o konsekwentną politykę ocen.

steam oceny gier

W momencie pisania tej wiadomości kolejne medium internetowe – VideoGamer – odchodzi od ocen liczbowych.

Coś się zmienia. Internetowe media od zawsze reagują szybciej niż media tradycyjne. Ich właściciele najwyraźniej powoli zdają sobie sprawę, że format liczbowych ocen w znanej nam formie uległ wyczerpaniu. Nie tylko odleciał w kosmos za sprawą zupełnie niewymiernej, wypaczonej skali, ale nie przystaje już do samych gier. Te zmieniają się w dnia na dzień. Aktualizacje, dodatki, popawki, DLC – to wszystko zupełnie inny świat niż kompletna, wydana na płycie CD gra, którą dostawaliśmy kilkanaście lat temu. Wtedy oceny od 1 do 10 dobrze spełniały swoją rolę. Dzisiaj warto już im jednak podziękować.

*Grafika tytułowa: Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement