Ogrodnik January: Gdyby Apple powstało w Polsce – część trzecia

Felieton/Technologie 13.02.2015
Ogrodnik January: Gdyby Apple powstało w Polsce – część trzecia

Gdyby Apple powstało w Polsce. Historia bogato ilustrowana.

Odrodzenie

Po powrocie w 1997 roku do macierzystej Spółdzielni Jabłko i objęciu stanowiska prezesa, Pracuś zaczyna od starannego dopracowania własnego wizerunku. Spółdzielnia jest potentatem na rynku komputerowym i minęły już czasy, gdy razem z inżynierem Woźniakiem paradowali wystrojeni niczym przedstawiciele handlowi hurtowni używanych dywanów…

historia apple steve jobs (7)

Po badaniach okresowych w zakładowej przychodni zdrowia i zdiagnozowaniu niewielkiej wady wzroku, polegającej na uporczywym zakrzywianiu rzeczywistości (ang. Reality Distortion Field), Pracuś musi zamienić przywiezione z Bułgarii szpanerskie ciemne okulary na szkła korekcyjne. Za namową okulisty wybiera krajowe, refundowane przez NFZ, plastikowe oprawki, które wkrótce staną się jego znakiem rozpoznawczym i ikoną stylu, chronioną licznymi patentami:

historia apple steve jobs (4)

Do kompletu dochodzi importowany, czarny turecki golfik z dzianiny, peweksowskie dżinsy i podróbka adidasów z komisu. Z tym wizerunkiem Stefan nie rozstanie się już do końca swych dni, z wyjątkiem uroczystych okazji, gdy zakłada bistorowy garnitur z Vistuli. O wiele większe zmiany następują w Spółdzielni, gdzie prezes Pracuś energicznie wdraża w życie swoją koncepcję funkcjonowania firmy i całkiem nową linię produktów. Na pierwszy ogień idzie popularny Makintosz. Na fali ogólnych cięć, upraszczania oferty i porządkowania nazewnictwa, a także w ramach szukania oszczędności na wycinanych ploterem foliowych napisach reklamowych, nowy komputer Spółdzielni Jabłko otrzymuje chwytliwą i łatwą do zapamiętania nazwę iMak.

historia apple steve jobs (1)

Świeżo zatrudniony, utalentowany i bardzo obiecujący projektant z byłej Czechosłowacji – Jaromír Ivo – opracowuje wszystkomającą konstrukcję z wbudowanym kolorowym monitorem Neptun, oraz innowacyjną obudowę, która jest częściowo przejrzysta, ukazując wnętrze iMaka. To zaskakujące rozwiązanie jest wynikiem permanentnego braku zaopatrzenia krajowego rynku w tworzywa sztuczne. Postawiony pod ścianą Ivo wpada na genialny pomysł – przy budowie prototypu wykorzystuje plastik z przetopionych przezroczystych mydelniczek, kubeczków i etui na szczotki do zębów, pochodzących z bardzo popularnego wówczas tzw. zestawu turystycznego. To właśnie stąd wziął się efektowny kolor obudowy iMaka:

historia apple steve jobs (11)

Pomysł nie jest całkiem oryginalny, bowiem w tych czasach mydelniczki były powszechnie wykorzystywane przez majsterkowiczów jako obudowy wszelakiego drobnego sprzętu elektronicznego, ale Ivo jako pierwszy wykorzystuje mydelniczki na taką skalę. Do tego pomysłu powróci jeszcze raz wiele lat później, przy projektowaniu iFona 5c.

iMak bardzo się podoba zarządowi Spółdzielni, a nawet samemu prezesowi Pracusiowi, dlatego już wkrótce jest produkowany w bogatej gamie kolorów, ograniczonej jedynie bieżącą dostępnością zestawów turystycznych w sklepach z artykułami gospodarstwa domowego.

Uwadze specjalistów z branży nie uchodzi fakt zastanawiającego podobieństwa iMaka do amerykańskich telewizorów z lat 50. Ze strony zawistnej konkurencji natychmiast pojawiają się zarzuty wobec Jaromíra Ivo o zapożyczenia z imperialistycznego i zachodnioeuropejskiego wzornictwa przemysłowego. Ivo jednak nie ma sobie nic do zarzucenia i obrażony zamyka się w swojej pracowni, a Pracuś wygłasza słynną maksymę (zapożyczoną od zachodnioeuropejskiego artysty Picassa), że „dobrzy artyści kopiują, a wielcy kradną”. Od tej pory Ivo i Pracuś uważają się za wielkich artystów. I tak już zostanie do końca.

Mimo podobieństwa do zachodnich wzorów (a może właśnie dlatego) iMaki błyskawicznie zdobywają serca klientów i sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Mimo wysokich cen trafiają pod przysłowiowe strzechy, podbijając takie niezdobyte dotąd tereny, jak chcociażby okolice Siedlec, gdzie przykryte koronkową serwetką z Koniakowa stanową ozdobę niejednej jadalni.

historia apple steve jobs (5)

Narodziny hejterstwa

Spółdzielnia Komputerowa Jabłko znowu jest na fali. To prawdziwy sukces i odrodzenie firmy. Niestety, ogromna produkcja iMaków znowu niekorzystnie odbija się na krajowej gospodarce. Jak zwykle okazuje się, że rynek nie nadąża za wizjonerstwem dwóch geniuszy – Stefana Pracusia i Jaromíra Ivo. W sezonie letnim 1998, gdy przezroczyste iMaki biją rekordy popularności, podnoszą się liczne oburzone głosy, że wyjeżdżająca na kolonie młodzież szkolna, a także turyści udający się z Almaturem i Orbisem na zorganizowane wczasy do Bułgarii, nie mają w co zapakować mydła i szczoteczek do zębów. Inni sieją fałszywe pogłoski, jakoby z powodu obłej obudowy iMaka masowo spadały z niego szklane ryby, bardzo popularne w owym czasie i powszechnie służace do ozdabiania sprzętu elektronicznego. To oczywista nieprawda, bo jak dowodzą laboratoryjne testy, iMak nie ma żadnej wady – wystarczy umiejętnie złożyć serwetkę. Okazuje się, że cały ten tumult to głosy gorzej zarabiającej części społeczeństwa, której nie stać na Jabłka, więc z zazdrości rozładowuje swoją frustrację, krytykując znakomite produkty Spółdzielni. To zjawisko z czasem będzie coraz bardziej przybierać na sile. Rodzi się hejterstwo.

Handlowe imperium

Po tym, gdy Spółdzielnia Jabłko stanęła na nogi w nowej rzeczywistości gospodarki wolnorynkowej, a pod rządami Pracusia produkty zaczęły się znowu dobrze sprzedawać, trzeba było pomyśleć o własnej sieci dystrybucji. Dotąd produkty Jabłka były dostępne wszędzie – w sklepach z artykułami AGD i RTV, punktach ZURiT, Domach Towarowych PDT, a także w całej masie innych przypadkowych placówek handlowych, wliczając w to tzw. prywatną inicjatywę i tworzone jak grzyby po deszczu spółki joint-venture z udziałem kapitału zagranicznego.

historia apple steve jobs (2)

Bywały nawet przypadki, że Makintosze – zapewne wskutek mylącej nazwy – sprzedawano całymi skrzynkami w Centrali Zaopatrzenia Rolnictwa i w sklepach ogrodniczych. Przyszła więc najwyższa pora na budowę własnych salonów sprzedaży. W pierwszym odruchu Spółdzielnia planowała przejąć specjalistyczne punkty handlowo-usługowe upadającej sieci ZURiT i przerobić je na własne sklepy, korzystając z wiedzy i bogatego doświadczenia technicznego pracującego tam personelu oraz pracowników serwisu. Powstają nawet wstępne koncepcje aranżacji obiektów z zachowaniem istniejącej infrastruktury i powierzchni reklamowych…

…ale Pracuś niebawem wpada na całkiem inny pomysł. Uznaje, że produkty Jabłka zasługują na specjalne traktowanie. Są zbyt wyjątkowe, aby sprzedawać je w tych samych miejscach, gdzie handlowano ruskimi telewizorami Rubin. Zachwycony kapitalistyczną architekturą (udało mu się wreszcie zdobyć paszport i wyrwać na 3 dni do Berlina Zachodniego), Stefan stwierdza, że interesują go tylko prestiżowe lokalizacje i nowoczesna architektura z wykorzystaniem szkła i metalu. Wymyśla nawet oryginalną nazwę dla nowopowstającej sieci sklepów – Skład Jabłek.

Pierwszym punktem, którego przejęcie planował Pracuś, jest położona w reprezentacyjnym miejscu stolicy Rotunda PKO. Ma mnóstwo szklanych powierzchni i nowoczesny wygląd – nadaje się doskonale na salon sprzedaży. Pracuś postanowia wyremontować Rotundę, doprowadzić do idealnego stanu i uczynić z niej flagowy Skład Jabłek. Niestety w czasie prac adaptacyjnych następuje wybuch – prawdopodobnie improwizowanej bimbrowni, w której brygada budowlana wytwarzała na dużą skalę spirytus, niezbędny do mycia szyb (na rynku stale brakowało skutecznych środków czyszczących). Inna wersja mówi o tym, że to sam Pracuś – jako obsesyjny perfekcjonista – detonował w Rotundzie minę przeciwczołgową, wkurzony tym, że szyby w oknach miały niewłaściwy odcień w późnych godzinach popołudniowych. Niestety, mina okazuje się za silna, budynek ulega zniszczeniu, a zniechęcone władze miasta cofają Spółdzielni wuzetkę.

Po utracie prestiżowego punktu handlowego w stolicy, Pracuś energicznie zaczyna rozglądać się za nową lokalizacją dla reprezentacyjnego Składu Jabłek. Wybór pada na krakowski Wawel – miejsce niewątpliwie godne tego, aby promować największą markę komputerową w kraju. Być może nawet uda się tam przenieść siedzibę Spółdzielni. Po pertraktacjach z magistratem i sowitej dotacji na fundusz rewaloryzacji zabytków Krakowa, Pracuś podpisuje umowę na dzierżawę Wzgórza Wawelskiego.

historia apple steve jobs (9)

Według niezwykle ambitnych planów zagospodarowania Wawelu, wraz z flagowym Składem Jabłek ma się tam znaleźć centrum operacyjne Spółdzielni na Polskę i kraje RWPG. W Smoczej Jamie ma powstać obsługiwana przez chińskich robotników montownia kolorowych iMaków, a ulokowane w Baszcie Koreańskiej (dawniej Sandomierskiej) Centrum Badań i Rozwoju ma się zajmować pozyskiwaniem najnowszych technologii od inżynierów Samsunga, uprowadzonych podczas roboczej delegacji na terenie NRD. Swoją funkcję ma zachować Baszta Złodziejska, gdzie teraz będą przetrzymywane osoby podejrzewane przez Pracusia o kradzież własności intelektualnej i licznych patentów Spółdzielni Jabłko.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W centrum Wzgórza Wawelskiego ma znaleźć się reprezentacyjny, dwupoziomowy Skład Jabłek i pięknie przeszklony gmach zarządu Spółdzielni. Dla siebie Stefan skromnie przeznacza prywatne apartamenty w Kurzej Stopce, nazwanie byłej kaplicy Zygmuntowskiej swoim imieniem, oraz rebranding konnego pomnika Tadeusza Kościuszki na konny pomnik Stefana Pracusia – poprzez dospawanie okularów i naciągnięcie na tułów spiżowego golfika, specjalnie zamówionego w Hucie im. Lenina.

historia apple steve jobs (10)

W planach jest jeszcze sklepik z pamiątkami, dyskretnie umieszczony pod arkadami renesansowego dziedzińca, adaptacja Zbrojowni na siedzibę działu prawnego i patentowego, powiększenie Skarbca w celu przechowywania rosnących zasobów gotówki Spółdzielni oraz urządzenie wystawy pt. Sztuka Wschodu, gdzie znajdzie się ekspozycja chińskich podróbek Jabłka.

Niestety, wszystkie te plany biorą w łeb. Stanowczy protest zgłasza miejski konserwator zabytków, który obawia się, że gigantyczne kolejki, ustawiające się pod Składami Jabłek po każdej premierze nowego produktu, kompletnie zadepczą Wawel – jak by nie patrzeć, wciąż jeszcze pomnik historii i skarbnicę narodowej kultury. Ku powszechnemu zaskoczeniu, Pracuś – mimo swego legendarnego uporu – ustępuje niemal natychmiast (zaledwie po niewielkim napadzie histerii i rozbiciu szklanej ryby stojącej na iMaku w jego gabinecie), a następnie oświadcza, że jako prawdziwy artysta, mecenas sztuki oraz patriota, doskonale rozumie sytuację i rezygnuje z planów adaptacji Wawelu. Zastrzega dla siebie jedynie prawo do skromnego pochówku w krypcie pod katedrą.

Po tych perypetiach Spółdzielnia Jabłko ostatecznie postanawia skupić się na budowaniu sieci sklepów w coraz liczniej powstających galeriach handlowych, gdzie jest dość miejsca dla coraz większych kolejek i odpowiednie zaplecze sanitarne. Handlowe imperium rośnie w siłę…

Koniec części trzeciej. Czwarta niewątpliwie nastąpi…

Zobacz też:

Ogrodnik January – Z zawodu grafik, projektant i ogólnie tzw. artysta – absolwent krakowskiej ASP. Dyrektor kreatywny własnej pracowni graficznej Młyn Artystyczny. Z zamiłowania gadżeciarz, z powołania bloger. W sieci obecny od zeszłego wieku. Prześmiewca, samozwańczy tester technologii, poszukiwacz dziury w całym. Od 2010 roku autor bloga Applefobia, gdzie ośmiesza absurdy, demaskuje mitologię, kpi z fanbojstwa i zdrapuje pozłotkę z aluminium. W wolnym czasie czyta książki, gra na gitarze, jeździ na rolkach i fotografuje. Oczywiście nie wszystko na raz…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement