Fotograficzne targi CP+, czyli z dużej chmury mały deszcz

Artykuł/Foto 17.02.2015
Fotograficzne targi CP+, czyli z dużej chmury mały deszcz

W weekend zakończyły się fotograficzne targi CP+ odbywające się w Jokohamie. Poza odbywającą się co dwa lata Photokiną, są to największe targi tego typu na świecie. Niestety tegoroczna edycja mocno rozczarowała fanów nowości sprzętowych.

Targi CP+ trwały od 12 do 15 lutego. W ogromnej hali centrum kongresowego Paifico Yokohama swoje stoiska miały wszystkie najważniejsze firmy fotograficzne, takie jak Canon, Nikon, Sony, Fujifilm, Panasonic, ale również firmy związane z drukiem, oświetleniem, akcesoriami, czy nawet egzotyczną, niedostępną w Polsce optyką. W ciągu czterech dni halę Paifico Yokohama odwiedziło 15 tys. gości.

Targi były więc w równym stopniu imprezą doniosłą, co… nie do końca potrzebną. Większość producentów zdecydowała się pokazać światu swoje nowości przed targami (m.in. Canon, Nikon, Olympus, czy Samsung) a ważnych premier na targach było jak na lekarstwo.

Królestwo wydmuszek

W świecie technologii od jakiegoś czasu panuje trend na pokazywanie urządzeń, które będą dostępne dopiero za kilka miesięcy, a w obecnej fazie rozwoju są praktycznie w fazie prototypu. Taką strategię przyjęło Apple przy prezentacji Watcha i tym samym tropem podąża wiele firm foto. Doprawdy nie rozumiem jaki jest cel tego typu zapowiedzi. Fani marki mogą debatować nad wyglądem urządzenia, ale co z tego, skoro nie jest znana jego specyfikacja? Może w przypadku zegarka ma to jakiś sens, ale sensowność pokazywania „wydmuszek” aparatów jest raczej wątpliwa. A takich przypadków było kilka.

Fot. photorumors.com
Fot. photorumors.com

Przed targami Pentax szumnie zapowiedział swoje wejście w segment pełnoklatkowych lustrzanek. W materiałach prasowych brak było jakiejkolwiek specyfikacji, a dostępny był jedynie render przedstawiający możliwy wygląd urządzenia. Więcej informacji mieliśmy poznać podczas targów, ale Pentax nabrał wody w usta.

Na stoisku Pentaxa znalazła się tylko makieta lustrzanki wydrukowana w 3D, w której producent nie postarał się nawet o umieszczenie prawdziwych ekranów. O samym aparacie nie dowiedzieliśmy się też niczego nowego. Nie znamy jego nazwy, specyfikacji, daty premiery, ceny, ani nawet faktycznego końcowego wyglądu. Są tylko dwa pewniki: matryca pełnoklatkowa i bagnet Pentax K.

129449_PowerShot-G3-X

Podobnym tropem poszedł Canon prezentując zapowiedź zaawnasowanego kompaktu Powershot G3 X, którego prototyp można było zobaczyć w zamkniętej gablocie. Tutaj mamy jednak jakiś podgląd na parametry i kształt urządzenia. Aparat będzie zbudowany wokół jednocalowej matrycy, a obiektyw będzie zoomem o powiększeniu aż 25x (ekwiwalent ogniskowych 24-600 mm). Wiemy także, że aparat będzie miał autofocus z silnikiem USM, odchylany ekran i łączności bezprzewodowe Wi-Fi i NFC. Wygląda też na to, że sprzęt dostanie obudowę z całkiem zaawansowaną „guzikologią”. Aparat nie będzie niestety wyposażony w wizjer.

Kolejnymi produktami z gatunku „może kiedyś” były prototypy obiektywów. Moją uwagę najbardziej przyciągnęły szkła Fujifilm. Do systemu dołączy jasna szeroka stałka 16mm f/1.4, kompaktowy standard 35 mm f/2.0, długo wyczekiwana portretówka z prawdziwego zdarzenia – 90 mm f/2.0, ogromny telezoom 100-400 mm o nieznanym jeszcze świetle i obiektyw makro 120mm f/2.8. Podczas targów można było zobaczyć jedynie prototypy tych urządzeń. Jeśli faktycznie wszystkie te obiektywy zadebiutują w 2015 roku, projektantom systemu Fijifilm będą należeć się głębokie ukłony.

Olympus-Air-A01-Smartphone-Camera-Lens-4

Z kolei Olympus pokazał kilka niecodziennych akcesoriów, w które aż trudno uwierzyć. Wszystkie są przeznaczone do nowego „bezkorpusowca” Olympus Air A01, czyli odpowiedzi na aparaty-obiektywy Sony. Olympus Air to moduł fotograficzny wyposażony w matrycę i bagnet systemu Micro Cztery Trzecie. Urządzenie nie ma żadnego ekranu, a pełnię funkcjonalności uzyskuje po sparowaniu ze smartfonem.

Fot. theverge.com
Fot. theverge.com

Wspomniane akcesoria to specjalny grip do Olympusa Air, który ma kształt przezroczystego korpusu Olympus PEN. To „prawie” jak prawdziwy aparat. To jeszcze nic, bo na targach pojawił się także… dość osobliwy grip. Z jednej strony umożliwia on wygodne podłączenie smartfona, a z drugiej, wielkiego teleobiektywu 40-150mm f/2.8, zapewniając podpórkę pod złącze statywowe obiektywu. Do gripa można jeszcze zamontować laserowy celownik EE-1, działający podobnie do celowników kolimatorowych. Wyobrażacie sobie „fotografię mobilną” z takim rynsztunkiem? Czyste szaleństwo!

Fot. engadget.com
Fot. engadget.com

Zabrakło mocnego uderzenia

Na targach oczywiście pokazano również bardziej „przyziemny” sprzęt foto dostępny w ofertach producentów. Nie zabrakło także kilku premier, choć dotyczy one raczej niszowych sprzętów. W całej imprezie zabrakło jakiegoś mocnego uderzenia w postaci głośnych premier. Najwięksi nieobecni to zapowiadana od dawna lustrzanka Nikon D7200 i bezlusterkowiec Sony A7000. Pozostaje mieć nadzieje, że te aparaty po długo wyczekiwanej premierze pojawią się od razu na sklepowych półkach, a nie tylko na stronach producentów.

Dołącz do dyskusji

Advertisement