„Za moich czasów…” – czyli nostalgicznie o branży gier wideo

Felieton/Blog Forum 13.01.2015
„Za moich czasów…” – czyli nostalgicznie o branży gier wideo

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Robiłem ostatnio porządek wśród swoich starych płyt z grami. Po którejś przerzuconej grze zorientowałem się, że nad co drugim tytułem zatrzymuję się na chwilę, otwieram pudełko, czytam opis i wspominam chwile przy nim spędzone. Co i rusz odkładałem też kolejną płytę na stosik, z zamiarem ogrania jej w najbliższej przyszłości. Odkrywałem gry, których zakupu nawet nie pamiętałem, ale cieszyłem się niezmiernie, widząc, że posiadam daną pozycję. Uświadomiłem też sobie coś jeszcze – takie rozrzewnienie nigdy nie dopadło mnie, gdy przeglądałem bibliotekę nowszych tytułów na Steamie.

Czy to znaczy, że się „zestarzałem”? Czy może to gry zmieniły się na tyle, że nie budzą już we mnie żadnych emocji?

Dużo się mówi o tym, że branża się zmieniła. Że nie robi się już takich produkcji, jak kiedyś. Że gry „tracą ducha”.

Ale czy tak jest naprawdę? A może zwyczajnie starsze pokolenie graczy dopada nostalgia?

Do dziś z uśmiechem na twarzy wspominam swój pierwszy komputer. Dołączyłem do zabawy dość późno, bo już za czasów Windowsa XP, ale dostatecznie wcześnie, żeby pamiętać czasy, gdy AMD Duron 1,2 GHz był mocnym procesorem, a jak miałeś 256mb RAM, to każda gra śmigała bez zająknięcia. Pamiętam wczesno-nastoletnie lata, kiedy codziennie, sumiennie o 21 włączałem telewizor, by obejrzeć HyperTV, wówczas jedyną telewizję o grach. Dzień w dzień z wypiekami na twarzy oglądałem Fresh Air z recenzjami, Hot News z zapowiedziami gier, a w późniejszym czasie rewelacyjne Review Teritory, prowadzone przez tandem Tadeusza Zielińskiego i Miłosza Brzezińskiego.

gry-wideo-gry-komputerowe-2

Gdy wspominam tamten okres uderza mnie jedno – każda prezentowana gra budziła we mnie emocje. Cieszyłem się jak głupi, kiedy mogłem odpalić na swoim komputerze którąś z gier, opisywanych wcześniej na Hyperze. Nawet jeśli gra była mocno przeciętna, potrafiłem wciągnąć się na długie godziny i byłem w stanie jej wiele wybaczyć, jeżeli tylko zapewniała mi dobrze spędzony czas. Już wtedy gry traktowałem jako coś więcej, niż tylko pustą rozrywkę. Zawsze stały u mnie na równi z książkami, a już na pewno o wiele wyżej od filmów.

W tamtych czasach dominowały produkcje single-player. Nastawione na fabułę, rozgrywkę jednoosobową, musiały opowiadać świetną historię i dawać radę gameplayowo, aby zaoferować graczom to, co dziś zastępuje się trybami multi.

Jeśli chodzi o rozgrywkę wieloosobową, były to lata kafejek internetowych. Pierwszego Diablo, turniejów w Unreal Tournament (pun intended), Quake’a III: Arena i nieśmiertelnego, pierwszego Counter Strike’a. W kafejkach mogliśmy obserwować narodziny e-sportu, choć wtedy nikt nie myślał o grach jako o dyscyplinie. Wszystkich interesowała dobra zabawa i czas spędzony ze znajomymi.

Osobiście nigdy nie byłem fanem multiplayeru, być może dlatego właśnie z takim rozrzewnieniem patrzę na gry z minionych lat, kwitując donośnym „meh” niemal każdą, nową produkcję.

gry-wideo-gry-komputerowe-5

W ciągu ostatnich pięciu lat tylko trzy tytuły tak naprawdę mnie porwały – Skyrim, Alan Wake oraz Max Payne 3. Próbowałem większości gier, które wychodziły. Oglądałem gameplaye chyba z każdej. Ale tylko trzem z nich udało się zatrzymać mnie na dłużej. Powód? Tylko tam znalazłem tego „ducha”, obecnego w starych tytułach, które tak nostalgicznie wspominam.

Branża gier istotnie się zmieniła. Największy nacisk kładziony jest dziś na warstwę audio-wizualną, coraz to nowsze silniki graficzne i fizyczne, oraz tryby multi, które mają wynagrodzić braki w singlu.

Pomysły na gry są coraz bardziej wtórne. Tytuły AAA z odsłony na odsłonę sprawiają wrażenie wielokrotnie odgrzewanych kotletów; za każdym razem z innymi przyprawami, ale to wciąż te same kawałki mięsa. Za „innowacyjne” uważa się produkcje Indie, które po prostu czerpią garściami z tradycji gier komputerowych. Zabawne w tym wszystkim jest to, jak często twórcy szafują dziś słowem „immersja”, czyli zanurzeniem się w świecie gry. Sorry, drodzy deweloperzy, ale „immersja” to nie to samo co „fotorealistyczna grafika”. To, że w wielu grach zlikwidowano interfejs użytkownika wcale nie oznacza, że gracze się w nie bardziej zaangażują.

Wystarczy wspomnieć takie produkcje, jak uwielbiany przez wielu Gothic. Rozległość świata nijak się miała do dzisiejszych cRPG, a jednak był on tak żywy, tak nasycony, że mogliśmy się w nim naprawdę zanurzyć. Nie mówię tu o porozsiewanych po całym obszarze gry „znajdźkach”, których kolekcjonowanie ma zatrzymać gracza na dłużej. Mówię o prawdziwym, pełnowartościowym contencie.

Wspominałem o Max Payne 3. Choć bawiłem się świetnie przy tym tytule, nie mogłem się otrząsnąć z wrażenia, że czegoś brak. W porównaniu do genialnej części drugiej, która swoim klimatem dorównywała najlepszym powieściom noir, część trzecia była zaledwie poprawna.

gry-wideo-gry-komputerowe-3

Dlaczego cały świat gier tak bardzo wyczekuje zremasterowanej wersji Heroesów III? Ponieważ charakterystyka rozgrywki i jej mechanika do dziś są nie do pobicia.

Inną sprawą jest poziom trudności. Gry stały się casualowe, a co za tym idzie – o wiele bardziej przystępne dla tzw. „niedzielnych graczy”. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę fantastycznie! Świetnie, że gry wideo to już nie tylko rozrywka dla nerdów. Szkoda jednak, że wielu producentów zapomniało o graczach, którzy pamiętają czasy, kiedy nie było respownów, auto-leczenia i podpowiedzi na mapach.

Chciałeś znaleźć jaskinię na północny-wschód od Balmory w Morrowindzie? Szedłeś na oślep na północny-wschód. Strażnicy w Splinter Cell odkryli twoje położenie? Etap do powtórki. Pamięta ktoś klona GTA, The Getaway? Dwa strzały w dowolną część ciała i trzeba było wczytywać grę.

Być może dlatego tak wielu graczy jako najlepsze produkcje ostatnich lat wskazują serię Dark Souls – bo przywraca ona poziom trudności, który kiedyś był obecny w niemal każdym tytule.

Ba, nawet gry zręcznościowe przestały wymagać jakiejkolwiek „zręczności” od gracza. Krew mnie zalewa za każdym razem, gdy widzę, że postać sama skacze przez przeszkody, bez mojego udziału. No chyba nie o to w tym chodzi, prawda?

Czy to wszystko oznacza, że dzisiaj jest naprawdę tak źle? Oczywiście, że nie!

Dałbym się pokroić za Max Payne 2 z grafiką i fizyką trójki. Wiele bym oddał, żeby powstała nowa wersja Tenchu, ze wszystkimi mechanikami, na jakie pozwala nam dzisiejsza technologia. Żeby wyszła nowa Blood Rayne, której włosy będą powiewały jak Larze Croft.

Postęp technologiczny to naprawdę wspaniała rzecz. Boję się jednak, że branżę gier wideo spotyka podobny los jak branżę kinową – w całym zachłyśnięciu się nowymi możliwościami, zapominamy o najważniejszym: o treści.

gry-wideo-gry-komputerowe-4

Cały ten wywód łatwo przekreślić, traktując go jako kolejne biadolenie w stylu „za moich czasów…”. I bardzo chciałbym, żeby tak było, serio. Życzyłbym sobie, żeby do pisania takiego wywodu pchała mnie tylko nostalgia, a na półkach sklepowych pojawiały się same wyśmienite tytuły.

Niestety – tak nie jest. Gier jest coraz więcej, lecz w ich zalewie bardzo trudno jest wyłowić coś wartościowego.

Niemniej jednak takie gry wciąż się ukazują. Wystarczy spojrzeć na nasze dwie rodzime produkcje, Zaginięcie Ethana Cartera i This War of Mine. Na nadchodzącego Wiedźmina, Kingdom Come, czy wszystkie serie studia TellTale. W ostatnim czasie coraz więcej producentów orientuje się, że gracza nie da się już przyciągnąć przed ekran samą grafiką. Trzeba jeszcze dać coś, żeby chciał się w tę grafikę jak najdłużej wpatrywać, najlepiej z wypiekami na twarzy.

Gorąco trzymam kciuki za taki „powrót do korzeni” branży.

Nie liczę na to, że giganci nagle zaczną dostrzegać graczy zamiast chodzących złotóweczek; nie liczę, że nagle do ukończonej produkcji przestanie się pojawiać zylion DLC, a liczba gier free-to-play spadnie o połowę.

Mam za to nadzieję, że pośród tej masówki serwowanej przez największych potentatów, pojawi się coraz więcej produkcji umiejętnie łączących nowoczesne technologie, z klimatem znanym z czasów, kiedy gry wideo dopiero stawiały pierwsze kroki.

Chciałbym za dziesięć lat otworzyć swoją bibliotekę na Steamie i przeglądać ją z równym rozrzewnieniem jak te stare płyty, na których były gry mojego dzieciństwa.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement