Mówili że się nie da, a proszę – smartfon Blu wytrzyma 4 dni na jednym ładowaniu

News/Technologie 08.01.2015
Mówili że się nie da, a proszę – smartfon Blu wytrzyma 4 dni na jednym ładowaniu

W obecnych czasach i przy aktualnej sytuacji rynkowej, szanse na to, że którykolwiek z wielkich graczy zdecyduje się poświęcić walory estetyczne swoich najlepszych urządzeń na rzecz walorów funkcjonalnych, są w najlepszym przypadku niewielkie. W kwestii chociażby rozmiaru i pojemności akumulatorów możemy więc liczyć wyłącznie na tych, którzy do czołówki dopiero próbują się dostać.

Krytyka coraz wyraźniejszego „odchudzania” telefonów nie jest niczym nowym. Pojawiła się już dawno temu, w czasach kiedy telefony mierzyły ponad 1 cm grubości, a schodzenie poniżej tej granicy było dla wielu osób posunięciem bezsensownym i całkowicie bezcelowym. Mimo to producenci za nic mieli sobie te uwagi, dziś oferując smartfony cieńsze niż 0,5 cm. Nic zresztą dziwnego, skoro sami daliśmy przekonać się do tej mody, dziwiąc się, jeśli kolejna odsłona urządzenia z danej serii nie była od swojego poprzednika cieńsza i lżejsza.

Zaakceptowaliśmy też niemal bez mrugnięcia okiem fakt, że jeden dzień bez konieczności podłączania telefonu do gniazdka jest dobrym wynikiem, a wszystko ponad to można już określać jako „bardzo dobre” lub wręcz „rewelacyjne”. Narzekania pojedynczych osób nie były dla większości producentów wystarczająco motywujące, aby spróbować zmienić tę sytuację. W końcu zawsze można skorzystać z powerbanku, których rynek aktualnie kwitnie, a smartfon odchudzony o tę zbędną część akumulatora bez wątpienia będzie wyglądał ładnie na wystawie i w prospektach.

Granica 4000

Patrząc na obecną i niedawną ofertę największych producentów, mało kto z czołówki decydował się na jakiekolwiek szaleństwa. Jeden z najczęściej podawanych przykładów, Motorola Droid Maxx, mogła pochwalić się akumulatorem o pojemności 3500 mAh. Oppo ma N1 uzyskał wynik 3610 mAh, a Huawei Ascend Mate 2 i Droid Turbo podniósły poprzeczkę jeszcze wyżej – do 3900 mAh, choć w tym pierwszym przypadku całość zamknęło w gigantycznej obudowie (ekran telefonu ma aż 6,1″!).

blu 2

Nieco bardziej przystępna rozmiarowo zeszłoroczna nowość trafiła na rynek z logo Lenovo. S860 z niewiele mniej pojemnym akumulatorem (4000 mAh, podobnie jak model P780) pozwalał nawet na ładowanie innych sprzętów. Zastanówmy się, co by się stało, gdybyśmy z naszych obecnych telefonów próbowali naładować inny.

Nikt jednak specjalnie nie kwapił się do wyraźnego przekroczenia granicy 4000 mAh, szczególnie mając świadomość, że niektóre telefony dostępne na rynku, choć wyposażone w mniejsze akumulatory, potrafią być i dwa razy cieńsze. Zrobił to dopiero niewielki amerykański producent, którego nazwa dość rzadko pojawia się w mediach – Blu.

Z Chin do Stanów z wielkim akumulatorem

Premiera urządzenia, o której informował m.in. serwis Gigaom, z pozoru mogłaby wydawać się umiarkowanie interesująca. Jej bohaterem był bowiem smartfon z Androidem (i to w wersji 4.4), bez LTE, ze słabymi podzespołami, kosztujący mniej niż 200 dol. Trudno jest wzbudzić jakiekolwiek zainteresowanie taką propozycją, chyba że postawi się na jedną konkretną cechę i rozwinie się ją niemal do granic możliwości. Tak właśnie zrobił Blu, czego efektem jest przeciętny telefon z nieprzeciętną baterią.

5-calowy model Blu Studio Energy (albo po prostu przebrandowane Gionee Marathon M3) wyposażono w akumulator o pojemności 5000 mAh, co nawet jeśli nie jest absolutnym rekordem w swojej kategorii, z całą pewnością w ogólnej klasyfikacji zapewnia jedno z najwyższych miejsc. Podobnie ma się deklarowany przez producenta czas użytkowania (nie czuwania) bez konieczności ponownego ładowania – 4 pełne dni. Normalny smartfon miałby ogromne problemy, żeby wytrzymać tyle nawet przy bardzo oszczędnym użytkowaniu.

blu

Przedstawiciele Blu nie zdradzili wprawdzie dokładnych wymiarów swojego nowego urządzenia, ale jeśli nie zmieniono zbyt wiele w stosunku do oryginału Gionee, najważniejszy parametr – grubość, nie powinien być dla nikogo problem. 10,4 mm, czyli około 3-4 mm więcej, niż spora część obecnych telefonów z wyższej półki – oto cena, którą trzeba zapłacić za tak gigantyczny akumulator i swobodę życia z daleka od ładowarki i kontaktu. Wydaje się być stosunkowo niewielka, tym bardziej, że współczesna średnia półka w większości nie jest o wiele cieńsza.

183 g masy mogą być odrobinę większym problemem, ale na pewno nie jest to poziom, przy którym po 30 minutach ze zmęczenia odpadają ręce. Mój obecny telefon ma bardzo zbliżone wymiary i masę, a z całą pewnością nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby trzymał trzykrotnie, albo nawet czterokrotnie dłużej niż dotychczas.

W zamian za to nie musimy bać się, że telefon nagle rozładuje się w połowie dnia, zastanawiać się, czy możemy jeszcze chwilę pograć, czy lepiej schować telefon do kieszeni i przede wszystkim, nie musimy targać ze sobą powerbanku, który trzeba oddzielnie ładować i o którym trzeba pamiętać. Wręcz przeciwnie – smartfon Gionee/Blu pozwoli nam naładować większość sprzętów mobilnych w krytycznych sytuacjach.

Eksperyment czy moda?

Niestety niezbyt prawdopodobne, aby producenci nagle zapałali miłością do wielkich akumulatorów, których obecność wiązałaby się z powiększaniem urządzeń mobilnych. Powszechna akceptacja przeciętnego czasu pracy, ogromna popularność powerbanków i dążenie do tego, aby nasz następny telefon był lepszy pod każdym względem (w tym i wymiarów), zamyka drogę rozwoju w tym kierunku.

Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że eksperymenty Blu/Gionee, Lenovo, Huawei czy Motoroli znajdą uznanie w oczach klientów i pozostali producenci może nie zaczną nagle pogrubiać swoich najlepszych modeli, ale przynajmniej zaoferują niektórym klientom alternatywę w postaci np. tak samo wydajnego i tak samo dobrze wykonanego smartfonu, ale odrobinę grubszego i z akumulatorem o odpowiednio większej pojemności. 5000 mAh może być przesadą, ale ktoś zawsze musi ustalić górną, „absurdalną” granicę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement