Nikt nie chce płacić za treści w sieci? Bzdura – Patreon udowadnia, że jest inaczej

Felieton/Technologie 12.11.2014
Nikt nie chce płacić za treści w sieci? Bzdura – Patreon udowadnia, że jest inaczej

Wszelkie Kickstartery i inne Indiegogo dla twórców treści to taki pomost pomiędzy realnym wspieraniem finansowym a płaceniem za treści. Twórca dostaje jednorazowe wsparcie, wspierający wiedzą, na jaki projekt się zrzucają. Jednak internet trochę namieszał i sprzyja powstawaniu artystów i twórców, którzy tworzą częściej i nie tak spektakularnie. W tym miejscu pojawia się Patreon – genialna platforma do wspierania wszelkiej maści YouTuberów, rysowników, komików internetowych, blogerów i każdego, kto tworzy coś w sieci. Widząc rezultaty Patreona wraca mi nadzieja, że może systemy zarabiania na reklamach i sprzedawaniu siebie nie są jeszcze ostatecznością.

Patreon jest prosty – jeśli korzystasz, lubisz czyjąś twórczość i twórca założy konto na Patreonie, możesz automatycznie przesyłać mu co miesiąc określoną przez siebie kwotę. Możesz dawać symbolicznego dolara, 5 dolarów czy 5 tysięcy dolarów, sam decydujesz. Zostając patronem otrzymujesz dostęp do aktywności twórcy na Patreonie i wchodzić z nim w interakcje dostępne tylko dla patronów. Żeby zachęcić do dotacji i nagrodzić patronów twórca może ustawić progi, po których patroni dostają coś ekstra. Dodatkowe wideo, show na żywo, bilety, treści czy cokolwiek wymyśli. Jeśli twórca publikuje coś rzadko, za rzadko by prosić o co miesięczne dotacje, może prosić o wpłaty tylko w momencie, gdy coś publikuje.

Screenshot 2014-11-12 at 10.28.17

Sama zostałam patronem na symboliczne kwoty kilku kanałów na YouTube.

Uważam, że twórcy robią kawał dobrej pracy, nie epatują sponsoringami i chciałabym, by mieli możliwość kontynuowania swojej działalności. Zdaję sobie sprawę, że takie stałe wsparcie od kilkuset osób pozwoli im planować wydatki, czas i sprawi, że poczują się zobowiązani wobec swoich fanów, którzy płacą im bezpośrednio. To relacja, na której zyskują obie strony – patron, bo czuje, że pomaga twórcom, z których dzieł korzysta i twórcy, którzy są tak blisko odbiorców, jak to tylko możliwe.

Patreon cudownie, w duchu historycznego mecenatu i nowoczesnego crowdfundingu, daje nadzieję, że treści w sieci, nawet te dostępne za darmo są warte pieniędzy. Rozwija odpowiedzialność odbiorców i przyzwyczaja ich do dobrowolnego, nieprzymuszonego zaangażowania w ich powstawanie.

Screenshot 2014-11-12 at 10.30.10

Na Patreonie już funkcjonują setki twórców – blogerzy, deweloperzy, autorzy wideo, sztuk graficznych, muzyki i wielu innych dzieci – którym miesięcznie wypłacany jest ponad milion dolarów.

Serwis pobiera 5 proc., opłaty pobierane są także od transakcji, ale minimalna wypłata realna to 90 centów od każdego dolara od patronów. Bez trudu znaleźć można twórców, którzy dostają kilkaset dolarów miesięcznie. Takich, którzy inkasują kilka tysięcy też nie brakuje. Chyba nie trzeba dodawać, że dla twórców-amatorów każda kwota za pracę włożoną w to, co wędruje potem w sieć za darmo jest cenna i motywująca. I pozwala planować przyszłość.

Jestem zachwycona Patreonem. O ile crowdfunding treści w stylu Kickstartera to bardzo specyficzna nisza, o tyle patronat może stać się realną przyszłością zapłaty za treści.

W końcu patroni płacą dobrowolnie. Nieprzymuszenie. Znaczy to, że twórcy robią coś dobrze – może jest to umiejętność nawiązania więzi z odbiorcami, wejścia w dialog i zejście z piedestału?

Łatwo jest narzekać jak Taylor Swift, że za twórczość należy się zapłata i Spotify oraz inne streamingi zabierają zyski i niszczą rynek. Łatwo mówić, że artysta w czasach internetu ma przerąbane. Patreon świadczy o czymś całkowicie innym – jeśli ten chłopak potrafi dostać od patronów ponad 2 tysiące dolarów za cover muzyczny, to może lepiej jest zastanowić się nad tym, jak zmienia się rynek na korzyść mniej popularnych twórców, którzy zamiast występować na okładkach magazynów lajfstajlowych faktycznie tworzą coś, za co chcą płacić odbiorcy?

Dołącz do dyskusji

Advertisement