Czego nie mogli otrzymać od producenta, zrobili sami. Jolla w końcu ma drugą połówkę z klawiaturą

News/Technologie 06.11.2014
Czego nie mogli otrzymać od producenta, zrobili sami. Jolla w końcu ma drugą połówkę z klawiaturą

W momencie premiery pierwszego telefonu z Sailfish OS, poza samym systemem jedną z największych ciekawostek była tzw. „druga połówka” – system podłączania specjalnie przygotowanych dodatków. Niestety jej potencjał nie został szczególnie wykorzystany i od producenta możemy zakupić jedynie kolorowe nakładki. Użytkownicy wzięli jednak sprawy w swoje ręce.

Najbardziej naturalnym dodatkiem, biorąc chociażby pod uwagę przeszłość w postaci Nokii N900, było stworzenie dedykowanej rozsuwanej klawiatury, którą można zamontować z tyłu urządzenia. W teorii nic nie stało na przeszkodzie – i pozwalał na to system operacyjny i kwestie techniczne. Pozostawał jedynie projekt oraz wykonanie, na co nie zdecydowali z różnych względów twórcy samego smartfona.

jolla

Użytkownicy musieli czekać prawie rok od premiery Jolla, aby znalazł się ktoś, kto podejmie wyzwanie, ryzyko i zrealizuje ich marzenie. Przy okazji udało im się udowodnić, że są środowiskiem gotowym na wsparcie tego typu inicjatyw. I to bardzo hojne wsparcie.

Projekt klawiatury dla telefonu Jolla, kiełkujący w społeczności skupionej wokół Sailfish OS od dłuższego czasu, znalazł w końcu swoje ujście na Kickstarterze. Jego autor zaprezentował zdjęcia wczesnych prototypów, opisał w skrócie funkcjonalność i plany rozwoju, po czym stwierdził, że na realizację potrzebuje 60 tys. euro.

Efekt? W ciągu dwóch dni udało mu się uzbierać prawie 85 tys. euro, a więc wyraźnie więcej niż zakładano. Prawdopodobnie jednak, mimo takiego startu, nie będzie to finansowy hit na miarę przenośnej lodówki. Powód jest prosty – liczba użytkowników Jolla Phone jest dość ograniczona i kto chciał mieć klawiaturę, prawdopodobnie już wpłacił pieniądze. Jeśli więc przekroczony zostanie próg 100 tys. dol., będziemy mogli mówić o sporym sukcesie lub nawet… zaskoczeniu.

jolla klawiatura

Co ciekawe, nie zdecydowano się tutaj na pójście na łatwiznę i skopiowanie 1:1 np. klawiatury z Nokii N900 czy N950. Czuć tutaj wprawdzie wyraźnie nostalgię za starszymi produktami Nokii, co widać chociażby po zastosowanym kroju czcionki i kolorystyce, ale sam układ zaprojektowano od podstaw na nowo.

I zrobiono to w naprawdę bardzo ciekawy sposób, choć już na starcie widać jedną poważną wadę tego dodatku. O ile Jolla sama w sobie nie jest szczególnie smukłym telefonem, przynajmniej według dzisiejszych standardów, to po dołożeniu TOHKBD jest wręcz przerażająco gruba. 16,5 mm (10mm bez klawiatury) to naprawdę sporo – dokładnie 3 razy tyle, ile mój obecny smartfon.

Sytuację trochę ratuje sprytne rozwiązanie. Klawiatura składa się bowiem z dwóch części – samego panelu z przyciskami oraz pozostałej elektroniki. Tą drugą montujemy na stałe do telefonu zamiast standardowej „pokrywy”, natomiast płytkę z przyciskami montujemy w dowolnym momencie na magnesy. Możemy to zrobić na dwa sposoby – albo podłączyć klawiaturę równo z bryłą telefonu i wysuwać ją podczas pisania, albo przypiąć do krawędzi i od razu zacząć pisać, a potem odczepić lub zasunąć. Cała konstrukcja jest przy tym obustronna, więc nie ma znaczenia, z której strony podepniemy klawiaturę w którejkolwiek z tych kombinacji.

I choć nie brzmi to jak rozwiązanie oferujące absolutny komfort i pewność, to jednak, jak pokazuje poniższe nagranie, wcale nie jest tak niebezpieczne dla telefonu, jak mogłoby się wydawać.

Co zyskujemy dzięki temu? Według twórców klawiatury, telefon z samą „stacją dokującą” mierzy 12 mm, a resztę możemy doczepiać wtedy, kiedy będzie to nam faktycznie potrzebne.

Sama klawiatura również prezentuje się interesująco. Zapowiadane jest m.in. uzyskanie podobnej jakości i ogólnych wrażeń jak w przypadku tej z N900, dzięki „zastosowaniu takich samych metod produkcji”. Zdecydowano się także na „wyciągnięcie” wszystkich niezbędnych symboli i znaków na wierzch, unikając tym samym konieczności wspomagania się np. klawiaturą wirtualną.

jolla klaw

Właściwie trudno jest znaleźć jakikolwiek znak czy przycisk, którego mogłoby brakować. Od podstawowych liter i symboli, przez „eFy”, podwójne Ctrl, Shift, aż po zestaw klawiszy kierunkowych czy nawet funkcyjnych, takich jak Insert czy Del. Zmieszczenie tego w taki sposób na niewielkiej powierzchni, aby było wygodne w użytkowaniu, z pewnością będzie sporym wyczynem, ale ponownie – filmy z testów pokazują, że jest to możliwe.

Oczywiście taka klawiatura nie zmieni świata, a za pokazaną przez nią drogą nie pójdą raczej wielcy producenci. Chociaż, gdyby pojawiły się takie opcje, prawdopodobnie wzbudziłyby spore zainteresowanie.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement