„Zardoz” 1974 Czyli Sean Connery w eksperymentalnym kinie Science Fiction

Blog Forum 22.10.2014
„Zardoz” 1974 Czyli Sean Connery w eksperymentalnym kinie Science Fiction

„Zardoz” to taki eksperymentalny film Sci-Fi, który mimo swoich wad przetrwał próbę czasu. Nie jest to na pewno obraz, który jest uniwersalny i dla każdego, wręcz przeciwnie, trzeba mieć sporo dystansu do kina, żeby go z przyjemnością obejrzeć.

Jest rok 2239, ludzie w maskach nazywani Brutalami, poprzebierani w czerwone stroje przypominające dziwaczne kostiumy kąpielowe wyłapują pozostałych ludzi i zmuszają ich do pracy na polu. Są bardzo brutalni, gwałcą i zabijają. Od czasu do czasu na Ziemię przylatuje Bóg Zardoz w pojeździe wyglądającym na ogromną kamienną głowę i zabiera że sobą zboże. Jeden z ludzi w czerwonym stroju o imieniu Zed (Sean Connery) postanawia zakraść się na statek i przekonać, czym tak naprawdę jest bóstwo, któremu oddają część.

Po tym, jak Zed zabija zaskoczonego Zardoza, kamienną głową ląduje na farmie, gdzie jest mnóstwo domów i nieśmiertelnych, wiecznie młodych ludzi. To miejsce nazywa się Vortex. Zed dla jednych mieszkańców jest ciekawostką, a dla innych znakiem końca wiecznego, sielankowego życia i zwiastunem upragnionej śmierci. Mieszkańcy Vortexu są bardzo wyzwolenia, nic ich nie krępuje. Pojawienie się śmiertelnika sprawia, że coraz więcej nieśmiertelnych chce umrzeć. Jeszcze nie widziałem, żeby kogoś tak cieszyła perspektywa śmierci.

Najgorsze jest to, że już na początku filmu Arthur Frayn (Niall Buggy) zdradza nam cały misterny plan, który posłużył za fabułę filmu. Zardoz, za którego podaje się Frayn mówi, że jest trochę magikiem i sam mianował się bogiem dla reszty ludzi. Przeprowadzał w ten sposób behawioralny eksperyment na dużą skalę, a Zed i jemu podobni są tylko królikami doświadczalnymi. Wszystko to z nudy, która zaczęła dominować w codziennym odizolowanym od wszystkiego raju, gdzie ludzie nie umierają.

Dziwny to film, bardzo eksperymentalny ale na pewno nie jest płytki. Jest tutaj kilka ciekawych rozwiązań i klasycznych motywów wielkich obserwatorów, fałszywych bogów, którzy z ukrycia obserwują i biorą czynny udział w wydarzeniach. Jest też człowiek, który zbuntował się przeciwko swoim bogom i z czystej ciekawości postanowił poznać prawdę. Wszystko to i wiele więcej jest trochę ukryte pod warstwą naiwnego i momentami kiczowatego kina końca lat 70-tych. Warto jednak zagłębić się w ten świat i zobaczyć, jak Sean Connery, agent 007 dał się ubrać w bardzo interesujący czerwony kostium w stylu Borata. Connery jest oczywiście największą zaletą tego filmu, i gdyby nie on, to nie wiem czy ktoś by pamiętał o „Zardozie”.

Zdjęcie – Scott C www.pyramidcar.com

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement