Wspieranie niewiedzy

Blog Forum 21.10.2014
Wspieranie niewiedzy

… będzie trochę inaczej, bez hymnów pochwalnych. Czasem lubię poszperać w poszukiwaniu nowości ze świata techniki, tej bliskiej codziennemu życiu. Nie ja jeden odkryłem, że w zasadzie duża część internautów prowadzi dwa życia: on-line i off-line. Off-line często już przeplata się z on-line, a inżynierowie przerzucają już nie kładki, a mosty pomiędzy jednym a drugim naszym bytem. Ale socjologię i psychologię internetu zostawmy na razie z boku.

Od paru dni robiło się głośno, coraz głośniej o nowym produkcie, mającym być czymś bez czego nie będziemy się obyć. My, nasi bliscy, dalsi, ich bliscy i tak dalej. Mateusz Kuśnierewicz, gdyż to on spinał projekt, przekonał do projektu może nie wielkich, ale na pewno też nie małych świata innowacji technicznych. Jakaż musiała być siła spojrzenia pana Mateusza, że projekt znalazł naprawdę ciekawych współgrając. I oto nadszedł dzień gdy zaprezentowano ramkę do zdjęć. A jakże cyfrową, a nawet połączoną z siecią. Idea jest prosta. robisz zdjęcie, klikasz a raczej tapujesz i za chwilę twoja babcia już widzi jak wnusio świętuje zdaną maturę. Albo cieszy się ze zdjęć wnuka, która urodził się w angielskim szpitalu. Jakiż ten szpital piękny, nie to co w Polsce- oczy babci biegają po kolorowych ścianach. Tylko z kim żona wnuka ma się wymienić radością i obawami i jeszcze radami rodzących po raz drugi i więcej?- myśli Babcia patrząc na pusty pokój. Babcia nie wie, że Internet to też ogromna samotność ukryta za nieprawdziwymi nickami i awatarami. Ale zostawmy już babcię z jej zachwytem.

Choć babcia występuje tu nie bez przyczyny. Bo to babcie i dziadkowie, i to krajach takich jak Polska, mogą stać się głównymi odbiorcami cudownej ramki pana Mateusza. I żadne zaklinanie i marketingowe hokus-pokus nie pomogą. Bowiem nasze rodzime babcie i dziadkowie nie są biegli tak w obsłudze komputerów, jak i w serfowaniu po Sieci. Po prostu, nasze pokolenie 50+ nie miało jak polubić się i z komputerami i z Internetem. Więc dla nich Zoom.me będzie cudownym lekiem na rozłąkę z bliskimi. Młodzi kupią, dziadkowie postawią na honorowym miejscu i będą podziwiać i dziwić się jak to się stało, że wnuczka zobaczyli 0,30 sekundy po tym jak flesz obwieścił wszystkim portalom społecznościowym, że narodził się kochany skarbek, którego zdjęcia za chwilę opanują mamine konta.

Niestety pan Mateusz i specjaliści, którzy zachwycili się swoim produktem, zrobili też coś niewłaściwego. Pomijam fakt, że uznali tablety i smartfony za rzeczy nie występujące w przyrodzie, pomijam, że nikła funkcjonalność jest piętą achillesową produktu, pomijam, że obecny trend nakazuje nowym przedmiotom robić wszystko i jeszcze więcej, ale jednego przemilczeć nie mogę. Mianowicie tego, że wypuszczając na rynek tak prosty (i nie jest to zaleta niestety) produkt odebrał naszemu nieinformatycznemu pokoleniu 50+ bodziec do poznania świata Internetu. Bo po co mają oni to robić skoro cudowna ramka sama pokaże zdjęcia i to jeszcze najnowsze i jeszcze natychmiast. A że obecnie większość informacji obecnie zamieszczana jest w Internecie, i to niejednokrotnie tylko tam, to już pana Mateusza i partnerów przedsięwzięcia nie obchodzi. A powinno, bo społeczeństwo nam się starzeje, ale też tworzy potężny rynek zbytu. Trzeba więc sprze-dawać takie produkty, które naszych potencjalnych klientów będą nawet uczyć korzystania z Internetu.

Tak, tak, młodzi maja tablety i smartfony, które mogą dużo więcej niż tylko pokazać przesłane zdjęcie, starsi też swobodnie radzą sobie w świecie on-line, ale ci jeszcze starsi są w tym temacie abnegatami. I produkt innowacyjny panie Mateuszu byłby wtedy gdyby pomagał im swój strach przełamać i nauczyć poruszania się w świecie Internetu. Bo jak dla mnie Zoom.me to cyfrowe średniowiecze. Nie zdziwię się jak za pół roku cudowna ramka Zoom.me będzie dodawana do kremu na stawy w TV-shoopie. Za najwyżej złotówkę.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement