Wszystko u nas jest nowoczesne, ładne i nowe – mówi nam Krzysztof Waszkiewicz z VMWare

Relacja/Oprogramowanie 24.10.2014
Wszystko u nas jest nowoczesne, ładne i nowe – mówi nam Krzysztof Waszkiewicz z VMWare

Podczas odbywającej się w Barcelonie konferencji VMworld 2014 spotkaliśmy się z Krzysztofem Waszkiewiczem, by porozmawiać o tym, jak VMware się rozwija w Polsce i czego możemy się spodziewać w przyszłości.

Krzysztof Waszkiewicz w VMware pełni rolę business architecta. Oznacza to, że układa dla klientów „klocki”, części składowe ewentualnych wdrożeń. Odpowiada za koncepcyjne przygotowania projektu w fazie pre-sale. Jak twierdzi, stara się łączyć wiele technologii, nie tylko fragmenty portfolio VMware, a także firm trzecich. – Niektórzy nazywają to ewangelizacją – dodaje z uśmiechem.

Ale jak rozwiązania takie, jak chmura hybrydowa czy wirtualizacja pulpitów na korporacyjną skalę wyglądają w Polsce? Nasz kraj to źródło wielu informatycznych innowacji, ale te potem trafiają na „Zachód”. Polskie firmy i korporacje działają zachowawczo, nie tylko z uwagi na trudny dla nich polski rynek, ale też z powodu konserwatywnego podejścia.

Krzysztof Waszkiewicz
Krzysztof Waszkiewicz

Krzysztof przyznaje, że faktycznie nasz rynek jest niejako „za ścianą”, niewidzialnym murem, ale dodaje, że zauważa na naszym rynku coraz silniejszą inercję. Wdrażanie nowoczesnych rozwiązań korporacyjnych trwa u nas dłużej i zaczyna się później niż w innych krajach. Z drugiej jednak strony, jak zauważa, nasz rynek IT jest relatywnie młody, chociażby z powodów polityczno-historycznych.

– Dział IT na zachodzie jest zarządzany przez tysiące serwerów, z czego 30 procent to są bardzo stare serwery, kolejne to „średnio stare” i wreszcie na stanie jest kilka nowych. My, w Polsce, mamy nowsze platformy i częściej je wymieniamy. Niedawno zwiedzałem port lotniczy w Houston i wydawał się on wręcz… zacofany. Stare telewizory, stara infrastruktura. W Warszawie widzimy coś zupełnie odwrotnego – mówi Krzysztof.

Jak opowiada, przez to, że późno zaczęliśmy, wszystko u nas jest nowoczesne, ładne i nowe. Poza tym należy pamiętać o efekcie skali. Zupełnie czymś innym jest wymiana infrastruktury na lotnisku w Warszawie i na lotnisku w Houston. Na rynku stricte IT jest podobnie. Jak już przełkniemy jakąś technologię, jakąś koncepcję w Polsce, to ona działa i bardzo często jest błyskawicznie wdrażana. VDI, obsługa urządzeń mobilnych, to już u nas jest. W naszym kraju, jeżeli firma dojrzała do tego momentu, to – jak opowiada Krzysztof – po prostu to robi, wdraża to. Zwłaszcza, że trend BYOD to spore oszczędności dla firmy. Pracownicy odpowiadają na maile po godzinach pracy, reagują na zdarzenia związane z ich pracą i inwestycja, by zapewnić tym pracownikom na ich prywatnych urządzeniach bezpiecznego dla nich i dla firmy bezpiecznego środowiska do pracy zwyczajnie się opłaca.

A co z konkurencją?

W Polsce (i nie tylko, ale u nas jest to szczególnie widoczne) na rynku usług wirtualizacyjnych i chmurowych rozpycha się Microsoft ze swoim Hyper-V, Windows Server, Azure i resztą. Jak zachęcić firmę do przesiadki lub wdrożenia rozwiązań mniejszych bardziej wyspecjalizowanych firm takich jak VMware? Zwłaszcza, że przesiadka jest skomplikowana i kosztowna?

WP_20141014_09_21_42_Pro

Krzysztof odpowiada, że praca ewangelisty w VMware nie jest trudna, bo sami klienci tej firmy promują ją wśród swoich kontaktów. Na przeróżnych konferencjach, w tym VMworld, użytkownicy rozwiązań VMware najczęściej podają argument „bo to po prostu działa”. Jest, jak zauważa mój rozmówca, szereg argumentów technicznych za wdrożeniem rozwiązań VMware w firmie, ale największą siłą tej firmy jest rzekomo prostota wdrożenia. Od samego początku wirtualizacja w wykonaniu VMware działa tak, jak byśmy pracowali na natywnych platformach.

– Nie musimy rozmawiać z klientem o takim a takim hyperwizorze, a o tym, że jest taniej, szybciej i łatwiej – twierdzi Krzysztof.

Narzędzi uczymy się już na studiach

Krzysztof podczas prób przekonywania mnie jak to VMware jest niezawodny i prosty w zarządzaniu użył analogii smartfonu, który mimo swojego zaawansowania technicznego jest tak prosty, że kilkuletnie dziecko w mig rozumie jak się nim obsługiwać. I to mi o czymś przypomniało.

Na studiach mieliśmy kilka projektów dotyczących złożonych baz danych i serwerów. Mieliśmy dwa wyjścia: siedzieć po nocach w akademickich laboratoriach, albo pracować na domowych komputerach używając maszyn wirtualnych. Uczelnia w tamtych czasach nie zapewniała darmowych rozwiązań, więc korzystaliśmy z… pirackich wersji VMware Workstation (bo kupno takowego, dość drogiego narzędzia na potrzeby zaliczenia przedmiotu nie było w zasięgu możliwości większości z nas, a darmowe odpowiedniki wtedy były niewystarczające). A gdyby tak VMware nawiązał współpracę z uczelniami, które przecież mają produkować specjalistów w branży IT?

vmworld

– Mamy programy akademickie, dzięki którym można uzyskać bezpłatnie odpowiednie oprogramowanie. Natomiast rzeczywiście nie uruchomiliśmy formalnie żadnej współpracy z jakąkolwiek polską uczelnią. Jesteśmy w Polsce małym zespołem, ale próbujemy coś z tym zrobić, bo wiemy, że zapotrzebowanie na taki program jest – zapewnia Krzysztof.

Dodaje też, że uczelnie zgłaszają się do VMware z wieloma propozycjami i to nawet te, które mają umowę partnerską z Microsoftem. Czemu? Bo, jak się okazuje, studenci sami zgłaszają na to zapotrzebowanie.

Trzymamy za słowo i udajemy się na kolejną rozmowę. Tym razem z Angelosem Kottasem, odpowiedzialnym za rozwiązania hybrid cloud VMware, o której opowiemy wam już niebawem.

Na zdjęciu otwierającym Pat Gelsinger, dyrektor generalny VMware

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement