Wymyśliliśmy na nowo email i ekran główny. Teraz czas na… powiadomienia

Felieton/Technologie 23.10.2014
Wymyśliliśmy na nowo email i ekran główny. Teraz czas na… powiadomienia

Trendy i standardy w przypadku systemów i aplikacji mobilnych zmieniają się w większości błyskawicznie. Niektóre nawyki są jednak tak głęboko zakorzenione w nas, że trudno jest nowym, lepszym pomysłom przebić się do masowej świadomości. Skoro jednak spróbowano już (całkiem udanie) z pocztą email czy ekranem głównym smartfonu, czas zabrać się za coś innego – powiadomienia.

W teorii powiadomienia to prosta rzecz. Mają jeszcze bardziej ułatwić nam to, na co pozwala każdy telefon czy tablet połączony z Internetem – na bycie w kontakcie. Wibracja, dzwonek czy migająca dioda – od razu wiemy, że pojawiło się coś nowego. Może wiadomość, a może nowe, interesujące nas treści w jednej z zainstalowanych przez nas aplikacji. W każdym razie – coś.

Coś, co wymaga od nas uwagi. Jest pilne – gdyby tak nie było, przecież nie dawałoby o sobie znać, albo my nie dalibyśmy mu prawa zakłócać nam spokoju. Tylko, że jak słusznie zostało już napisane, pilne nie zawsze oznacza istotne. Trudno się więc dziwić niezbyt nowemu, ale coraz popularniejszemu trendowi na wyłączenie powiadomień. Nawet całkowicie.

powiadomienie

Powód jest prosty. Powiadomienia nie tylko wdzierają się w nasze życie, ale też są wręcz beznadziejnie wręcz prymitywne. Żadnego kontekstu, żadnego dostosowania się, po prostu nic. Co ustaliliśmy wcześniej, zadziała/zadzwoni w swoim momencie. Dodając do tego bolesne uproszczenie profili powiadomień otrzymujemy obraz nędzy i rozpaczy.

Owszem, teoretycznie istnieją rozwiązania, które powinny rozwiązać ten problem.

Wszelkie tryby „Nie przeszkadzać” czy dodatkowe aplikacje o zbliżonej funkcjonalności nadal wymagają od nas jednak szczegółowej konfiguracji – co, kto, kiedy. Podczas gdy nasz telefon tak naprawdę i tak to wie.

W jakiś, niekoniecznie tajemniczy i magiczny sposób, Mailbox wie, że np. wiadomości od danego rozmówcy przeważnie odkładamy na potem. Dlaczego system nie miałby podchodzić do wszystkich powiadomień w ten sam sposób? Jeśli np. dzień w dzień odkładam o kilka godzin odebranie wiadomości przesyłanych do mnie od konkretnej osoby po 23:00, to niech zrobi to następnym razem sam, automatycznie. Oczywiście tylko na podstawie wystarczająco dużej próbki „akcji”.

smartfon

Aviate potrafi natomiast dostosować wygląd praktycznie całego systemu, włącznie z układem aplikacji, do tego, w jakim miejscu się znajdujemy. Dlaczego system nie może na tej podstawie uznawać, które wiadomości są aktualnie istotne, a które nie? Nawet w banalnych przypadkach – jestem w pracy, dostaje powiadomienia służbowe. Wracam do domu – są już przynajmniej całkowicie wyciszone albo nawet w ogóle się nie pojawiają. To po części wprawdzie już było, ale też w formie dalekiej od dzisiejszych standardów.

Smartfony mają dziś praktycznie kompletną wiedzę o naszych zachowaniach, lokalizacji i przede wszystkim interakcji z osobami z naszych książek adresowych.

Doskonale wiedzą, kiedy i gdzie odbieramy połączenia czy wiadomości od danych osób, a kiedy odrzucamy je, ignorujemy albo odkładamy na później. I jest w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa w wielu sytuacjach przewidzieć jak potraktujemy je w przyszłości. A jednak z tych możliwości nie korzystają.

Oczywiście kombinowanie z powiadomieniami wiąże się z ogromnym ryzykiem. W końcu niektóre z nich mogą wyjść poza schemat, np. w sytuacjach awaryjnych. Na szczęście w dzisiejszych czasach nie powinien być to aż tak wielki problem – na rynek już trafiają rozwiązania, które potrafią określić stopień ważności wiadomości i przepuścić je dalej lub nie. Na razie mają one pomóc głównie kierowcom lub posiadaczom smartzegarków, ale dlaczego nie zastosować ich i w takich sytuacjach?

smartphone

Poza tym już twórcy obecnych aplikacji stosują w takich przypadkach odpowiednie „furtki”. Przykładowo jeśli ktoś dwukrotnie próbuje się do nas do nas dodzwonić w ciągu 5 minut przy włączonej blokadzie powiadomień, trzecie z kolei zostanie przepuszczone.

W teorii mamy więc niemal wszystkie niezbędne narzędzia, tyle tylko, że obecne w różnych produktach. I prawdopodobnie jeszcze długo ta sytuacja się nie zmieni. Tak drastyczna zmiana sposobu obsługi tak podstawowej funkcji, mogłaby spowodować frustrację u wielu użytkowników, a jeśli pomysł nie wyjdzie od dużego producenta, szanse na popularyzację są nikłe. W końcu jednak, bombardowani setkami albo tysiącami powiadomień dziennie, sami poprosimy producentów o taki dodatek.

Albo po prostu wyłączymy na dobre telefon.

* Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement