Windows MUSI być darmowy. Na szczęście Microsoft zaczyna to rozumieć

Windows MUSI być darmowy. Na szczęście Microsoft zaczyna to rozumieć

Microsoft zaczął eksperymentować z „uwalnianiem” Windows od opłat licencyjnych. Efekt przekroczył najśmielsze oczekiwania nawet największych optymistów: pojawiło się 50 nowych, chętnych do współpracy partnerów OEM. Czas na bardziej zdecydowane kroki.

„To ostateczny koniec Microsoftu jakiego znamy” – zastanawiałem się nad takim tytułem, ale stwierdziłem, że będzie on zbyt krzykliwy. Co nie zmienia faktu, że prawdziwy. Model biznesowy Microsoftu przez ostatnie dekady opierał się na sprzedaży licencji na oprogramowanie. Owszem, pojawiały się „przybudówki” w postaci sprzedaży klawiatur, kamerek internetowych czy nawet konsol do gier, ale podstawą istnienia Microsoftu od zawsze były licencje na Windows i Office. Jak bardzo nieaktualne jest to podejście niech zaświadczą wyniki eksperymentów giganta z Redmond.

Ten bowiem postanowił, po tym jak dostał łupnia na rynku tabletów i smartfonów od Apple’a i Google’a, na udostępnienie Windows za darmo lub półdarmo swoim partnerom OEM. Urządzenia o wyświetlaczach z przekątną 9 cali lub mniejszą otrzymują Windows za darmo, zaś te większe mogą zostać wyposażone w coś, co nazywa się „Windows z Bing” i jest to dostępne za bardzo niewygórowaną cenę.

Efekt jest oszałamiający

Windows na tabletach i smartfonach był niechcianym dzieckiem, implementowanym przez partnerów OEM często z konieczności. Niektórzy z nich głośno krytykowali nową platformę Microsoftu, inni siedzieli cicho i „tłukli” urządzenia mobilne z tym systemem tylko po to, by móc wynegocjować niższe ceny na licencje na Windows dla „dużych komputerów”, a jeszcze inni zaczęli stawiać na Chrome OS i Androida, półdarmowe (czemu „pół” napiszę za chwilę) systemy operacyjne od Google’a. A znaczna część konsumentów, tak po prostu, poszła do Apple’a.

windows 10

W momencie, w którym Windows dla urządzeń mobilnych stał się darmowy, nagle sytuacja się odwróciła o 180 stopni. Producenci smartfonów i tabletów wręcz rzucili się na nowego Windowsa i zastosowane tu określenie nie ma w sobie ani grama przesady. Jak bowiem informuje Terry Myerson z Microsoftu, od czasu ostatniej konferencji Build (wiosna bieżącego roku) Microsoft zdobył… 50 nowych partnerów OEM i wzmocnił zaangażowanie istniejących.

Windows kusił „od zawsze” partnerów solidnym wsparciem ze strony Microsoftu, brakiem opłat za wykorzystanie cudzych patentów (właśnie dlatego określiłem Androida jako półdarmowy), ochronę patentową ze strony Microsoftu (to Microsoft, a nie producent sprzętu z Windows, odpowiada za ewentualne naruszenie patentów przez ten system operacyjny), optymalizacją pod szerokie spektrum podzespołów (również tych najtańszych) oraz, na rynku zdominowanym przez Androida, sposobem na wyróżnienie się z tłumu. Tyle że był drogi, co w połączeniu ze sceptycznym nastawieniem klientów, okazywał się nieopłacalny. Teraz nie tylko jest sam w sobie darmowy, ale też owa darmowość pozwala na obniżenie cen samego sprzętu, a więc uczynienie go znacznie atrakcyjniejszym dla potencjalnego klienta.

A co z „dużym” Windows?

Microsoft dostał po nosie na rynku mobilnym i zareagował odpowiednio. Na rynku PC ma się jednak nadal znakomicie, więc… Windows nadal jest płatny. A skoro sam Terry Myerson z Microsoftu przyznaje, że „nie ma sensu wracać do płatnego Windows” na rynku mobilnym, podobne podejście powinno zostać zastosowane również na PC. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, Chromebooki i Macbooki przestały być rynkową ciekawostką a realną (i groźną!) konkurencją. Po drugie, z uwagi na opłaty licencyjne za Windows, komputery z tym systemem są drogie. Wymiana starego ale nadal świetnie działającego laptopa na nową, drogą hybrydę nie jest tak oczywiste. A to z kolei oznacza, że mało kto zagląda do Sklepu Windows w poszukiwaniu „dotykowych” aplikacji. Za jakiś czas może się okazać, że Windows na PC będzie popularny głównie w korporacjach (a i tam coraz chętniej patrzy się na Linuxa i OS X), a zyski Microsoftu polecą na łeb na szyję.

Windows 81 update 1

Nie da się zarabiać zarówno na oprogramowaniu, jak i na usługach. Koszt dla konsumenta i zamieszanie z tym związane są zbyt wysokie. Steve Ballmer i Satya Nadella po nim zapowiadali, że Microsoft stanie się firmą żyjącą z urządzeń i usług. Patrząc na gigantyczny sukces Google’a, to bardzo dobra decyzja. Czas na jej wdrożenie.

Windows musi stać się darmowy na każdej z platform, przynajmniej w wersji podstawowej. Ewentualne opłaty powinny być rozwiązane tak samo, jak w innych usługach Microsoftu. OneDrive jest darmowy, ale dodatkowa przestrzeń wymaga abonamentu. Skype jest darmowy, ale za połączenia poza tą siecią musimy płacić. Office Online jest darmowy, ale jego zaawansowana wersja wymaga subskrypcji. Niech i Windows będzie darmowy, a zaawansowane funkcje firmowe (praca w domenie, zaawansowana obsługa VPN, moduł Media Center, itd.) niech będą płatne.

Tego spodziewam się po Windows 10. Nie żadnych „promocyjnych cen” dla użytkowników Windows 7. Nie przerzucania jego kosztów na partnerów OEM. Windows powinien stać na tej samej półce, co OS X, Red Hat, Debian, Android czy Ubuntu. A więc „pobierz i korzystaj, jest tak dobry, że sam będziesz chciał zapłacić za dodatkowe funkcje”. Wiele wskazuje na to, że Microsoft zaczyna to rozumieć. Jednak uwierzę, jak zobaczę.

*Zdjęcie główne pochodzi z Shutterstock.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement